Śmierć 30-letniej Izabeli. Dr Jędrzejko: Lekarze tkwią w toksycznej sytuacji

Śmierć 30-letniej Izy poruszyła tysiące Polaków. Kobieta trafiła do szpitala w 22. tygodniu ciąży po tym, jak odpłynął jej płyn owodniowy. "Na razie dzięki ustawie aborcyjnej muszę leżeć" - tuż przed śmiercią pisała do najbliższych. Jak zwraca uwagę dr Maciej Jędrzejko, ginekolog z Tychów lekarze pracują pod ogromną presją odpowiedzialności karnej. - Wyrok (Trybunału Konstytucyjnego z 22 października - przyp. rd.) sprawia, że postawił lekarzy w sytuacji, w której postępując zgodnie z rekomendacjami uznanych światowych towarzystw naukowych, łamią prawo - komentuje.

30-letnia Izabela zmarła w szpitalu w Pszczynie pod koniec września. "W toku hospitalizacji płód obumarł. Po niespełna 24 godzinach pobytu w szpitalu zmarła także pacjentka" - poinformowała radczyni prawna Jolanta Budzowska. Zmarła, bo - jak wskazała pełnomocniczka jej rodziny - lekarze "przyjęli postawę wyczekującą". Doszło do zakażenia i wstrząsu septycznego. Kobieta była świadoma zagrożenia. Jej mama pokazała dziennikarzom m.in. ostatnie wiadomości, jakie otrzymywała od córki przed śmiercią.

"Dziecko waży 485 gramów. Na razie dzięki ustawie aborcyjnej muszę leżeć. I nic nie mogą zrobić. Zaczekają aż umrze lub coś się zacznie, a jeśli nie, to mogę spodziewać się sepsy. Przyspieszyć nie mogą. Musi albo przestać bić serce, albo coś się musi zacząć" - brzmi jedna z wiadomości przytoczonych w programie "UWAGA! TVN"

>>> O sprawie więcej piszemy TU <<<

Redakcja "Uwagi" TVN dotarła także do kobiety, która leżała na sali razem ze zmarłą Izabelą. - Czuła, że coś jest nie tak, ale cały czas jej mówili, że serce płodu bije i dopóki bije, to tak musi być. Zgłaszała to kilkukrotnie położnej, mówiła to też lekarzowi, który był raz na wizycie. Miała swój termometr, sama mierzyła temperaturę. Miała bardzo wysoką gorączkę. Około godz. 20 siedziała po turecku i się trzęsła. Miała z 40 stopni gorączki. Poszłam po położne, lekarza. Przyszły tylko położne, sprawdziły, czy faktycznie ma tak wysoką gorączkę i wyszły. Wróciły po jakimś czasie i podały jej kroplówkę z jakimś lekiem przeciwgorączkowym - mówiła kobieta.

>>> O sprawie więcej piszemy TU <<<

Niemy protest w Pszczynie. 1 listopada odbyła się spontaniczna manifestacjaPo śmierci Izy kobiety zabierają głos. "Przez dwa miesiące czekaliśmy, aż dziecko umrze"

Sprawą Izabeli S. zajęła się prokuratura i rzecznik odpowiedzialności zawodowej

Sprawę śmierci 30-latki bada obecnie prokuratura regionalna w Katowicach. Śledczy otrzymali już wstępne wyniki sekcji zwłok Izabeli, z których wynika, że zmarła ona z powodu sepsy - mogło ją wywołać zakażenie bakteryjne. Prokuratura gromadzi też dokumentację szpitalną oraz z poradni ginekologicznej, do której chodziła kobieta. 

W sprawę śmierci Izabelli zaangażował się również Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej w Katowicach. Sprawdzi on czy w sprawie śmierci młodej kobiety nie doszło do przewinienia zawodowego. Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej, w razie podejrzenia stwierdzenia winy, może skierować sprawę do Okręgowego Sądu Lekarskiego. Zakres ewentualnych kar jest duży: od upomnienia, nagany czy kar pieniężnych do zawieszenia, czy nawet całkowitego pozbawienia praw wykonywania zawodu.  

Izabela pisała ze szpitala: Izabela pisała ze szpitala: "Poczekają, aż umrze"

Więcej na ten temat przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Prof. Marzena Dębska: Jak można mówić, że tutaj nie ma presji politycznej

Dramat Izabeli i jej rodzinny spowodował, że wiele kobiet zaczęło otwarcie mówić o swoich przeżyciach. Są to nie tylko kobiety, ale i lekarze, którzy pracują pod ogromną presją odpowiedzialności karnej. 

Jak można mówić, że tutaj nie ma presji politycznej, jeżeli my, włączając telewizor, codziennie słyszymy o zaostrzaniu ustawy, o karach więzienia, restrykcjach, represjach

- zaznacza, cytowana przez "Fakty TVN", prof. Marzena Dębska z Uniwersyteckiego Centrum Zdrowia Kobiety i Noworodka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. - Ta asekuracja przed odpowiedzialnością, przed stawianiem zarzutów, jest na pewno z tyłu głowy każdego lekarza - dodaje prof. Mariusz Zimmer, prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników. 

Leżała na sali z 30-letnią Izabelą. Leżała na sali z 30-letnią Izabelą. "Położne mówiły, że trzeba czekać"

Dr Maciej Jędrzejko: To jest absurd i toksyczna sytuacja

Dr Maciej Jędrzejko uważa, że przywrócenie przepisów, które dopuszczały przerwanie ciąży w przypadku stwierdzonych wad letalnych płodu, pozwoliłoby uniknąć podobnych scenariuszy w przyszłości.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 roku postawił lekarzy w sytuacji, w której postępując zgodnie z rekomendacjami uznanych światowych towarzystw naukowych – łamią prawo. To jest absurd i toksyczna sytuacja

– komentuje na portalu dziennikzachodni.pl.

Zobacz wideo Ozdoba komentuje słowa Suskiego o śmierci przy porodach

Jak podkreśla, niezwykle trudno jest ocenić moment, w którym ciąża zaczyna zagrażać życiu i zdrowiu pacjentki, a letalne wady płodu, które nie rokują na przeżycie, właśnie narażają ją na takie niebezpieczeństwo.

Dotąd wychodziliśmy z takiego założenia, że jeśli znamy biologię przebiegu jakiegoś zdarzenia, wiemy, że ono może się skończyć sepsą, to staraliśmy się nawet nie dopuszczać do momentu, w którym mogłaby się zdarzyć taka tragedia i działaliśmy prewencyjnie, doprowadzając do jak najszybszego wydalenia płodu z macicy

– wyjaśnia.

Każda z nich (pacejntek - red.), może podać swojego lekarza do sądu. Niemal każdy ginekolog miał w swoim życiu jakiś kontakt z sądami. Wiemy, jak to jest być przesłuchiwanym. Trzeba mieć niezwykle silną psychikę, aby mając takie doświadczenia, własną rodzinę, zobowiązania finansowe – świadomie łamać nawet toksyczne prawo, bo lekarzowi za to grozi utrata prawa wykonywania zawodu i do trzech lat więzienia

- zwraca uwagę.

Obywatelski projekt fundacji Pro - Prawo do życia przekazany do I czytania w SejmieChcą zaostrzyć prawo antyaborcyjne. Tak, jeszcze bardziej. Ustawa już w Sejmie

Szpital w oświadczeniu: Decyzje lekarskie zostały podjęte z uwzględnieniem obowiązujących w Polsce przepisów prawa

2 listopada szpital w Pszczynie odniósł się do śmierci kobiety. "Łączymy się w bólu z wszystkimi, których tak jak nas dotknęła śmierć naszej Pacjentki. Szczególnie z Jej Bliskimi. Ciąża, poród i połóg od wieków postrzegane są przez medyków jako jedne z najtrudniejszych momentów życia kobiety. Postęp medycyny znacznie ograniczył ryzyka w tym zakresie, ale, niestety, ciągle jeszcze ich nie wykluczył" - czytamy na początku komunikatu.

Szpital zapewnił również, że personel medyczny kierował się troską o zdrowie i życia pacjentki oraz płodu.

Więcej o: