Śmierć 30-letniej Izabeli. Matka kobiety pokazała SMS-y. "Nigdy się z tym nie pogodzę"

Będąca w 22. tygodniu ciąży Izabela zmarła w szpitalu na sepsę. Prawie dobę przed śmiercią pisała do swojej mamy, że boi się o swoje życie. - Nigdy się z tym nie pogodzę, że jej już nie ma. Wydaje mi się, że to sen, z którego się obudzę, a ona do mnie przyjdzie - mówi matka zmarłej.

30-letnia kobieta zmarła w szpitalu w Pszczynie pod koniec września. Pacjentka ze zdiagnozowanym bezwodziem w 22. tygodniu ciąży pisała rodzinie, że lekarze mają czekać na obumarcie jej płodu. "Płód obumarł. Pacjentka zmarła" - napisała kilka dni temu pełnomocniczka rodziny. Sprawa wywołała ogromne poruszenie. W wielu miastach w Polsce zorganizowano nawet protesty pod hasłem "Ani jednej więcej".

Więcej informacji o sytuacji kobiet w Polsce przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl.

W środę w programie "UWAGA! TVN" dziennikarze rozmawiali z matką i bratem 30-letniej Izabeli. - Z badań, które wykonała na początku września, wynikało, że dziecko może mieć liczne wady. Mimo tego, zdecydowała się donosić ciążę - mówi "Uwadze" matka zmarłej.

Marek Suski i Jarosław Kaczyński na posiedzeniu Sejmu 18 listopada 2020 r.Pszczyna. Śmierć 30-latki w ciąży. "Fanatycy chcieli piekła kobiet"

Izabela sygnalizowała mamie, że źle się czuje. Personel nie reagował

Córka pani Izabeli przewróciła się podczas zabawy i dostała krwotoku z nosa. Kobieta pojechała z nią do szpitala do Bielska-Białej. Gdy wracała, zadzwoniła do mamy i powiedziała, że chyba odeszły jej wody, pewnie ze stresu. Do szpitala miała stawić się następnego dnia. Matka pani Izabeli podkreśla, że córka bardzo się bała, o czym pisała jej w wiadomościach.

"Dziecko waży 485 gramów. Na razie dzięki ustawie aborcyjnej muszę leżeć. I nic nie mogą zrobić. Zaczekają aż umrze lub coś się zacznie, a jeśli nie, to mogę spodziewać się sepsy. Przyspieszyć nie mogą. Musi albo przestać bić serce, albo coś się musi zacząć" -  cytuje dziennikarce "UWAGI!" pani Barbara. 

"Nigdy nie pogodzę się z tym, że już jej nie ma"

W kolejnych wiadomościach Izabela sygnalizowała mamie, że bardzo źle się czuje i ma gorączkę. Rodzina twierdzi, że o swoim samopoczuciu wyraźnie informowała personel szpitala. Podkreślają, że nikt nie monitorował, ani stanu płodu, ani matki, czekając biernie aż płód obumrze.

Demonstracja 'Ani jednej więcej' przeciwko przepisom antyaborcyjnymPrzyjaciółki wspominają 30-letnią Izabelę. "Była silna, waleczna"

Gdy zostało wykonane badanie USG, które stwierdziło śmierć płodu, pacjentce wykonano cesarskie cięcie. Nie udało się jej jednak uratować.

- Nigdy się z tym nie pogodzę, że jej już nie ma. Wydaje mi się, że to sen, z którego się obudzę, a ona do mnie przyjdzie. Wolałabym swoje życie za nią oddać. Nie wiem, jak to dalej przeżyję - mówi pani Barbara. 

Pszczyna. Jest stanowisko szpitala. "Łączymy się w bólu. Nie można ferować wyroków"

2 listopada szpital w Pszczynie odniósł się do śmierci kobiety. "Łączymy się w bólu z wszystkimi, których tak jak nas dotknęła śmierć naszej Pacjentki. Szczególnie z Jej Bliskimi. Ciąża, poród i połóg od wieków postrzegane są przez medyków jako jedne z najtrudniejszych momentów życia kobiety. Postęp medycyny znacznie ograniczył ryzyka w tym zakresie, ale, niestety, ciągle jeszcze ich nie wykluczył" - czytamy na początku komunikatu. 

Dalej szpital zapewnił, że personel medyczny kierował się troską o zdrowie i życia pacjentki oraz płodu.

"Jedyną przesłanką kierującą postępowaniem lekarskim była troska o zdrowie i życie Pacjentki oraz Płodu. Lekarze i położne zrobili wszystko, co było w ich mocy, stoczyli trudną walkę o Pacjentkę i jej Dziecko. Całość postępowania medycznego podlega ocenie prokuratorskiej i nie można w tej chwili ferować żadnych wyroków. Bardzo liczymy na to, że rzetelnie i uczciwie prowadzone postępowanie prokuratorskie pozwoli wskazać przyczyny śmierci Pacjentki oraz jej Dziecka" - wskazano. 

"Osobną sprawą jest ocena stanu prawnego w zakresie dopuszczalności przerywania ciąży. W tym miejscu należy jedynie podkreślić, że wszystkie decyzje lekarskie zostały podjęte z uwzględnieniem obowiązujących w Polsce przepisów prawa oraz standardów postępowania" - zaznaczyła dyrekcja szpitala.

Pszczyna. Śmierć 30-letniej pacjentki w 22. tygodniu ciąży. "Za barbarzyńskie prawo płacą Polacy"

Śmierć młodej kobiety została nagłośniona przed media i polityków, którzy łączą sprawę 30-latetniej Izabeli z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji. To właśnie 22 października 2020 roku TK kierowany przez Julię Przyłębską orzekł, że aborcja z przesłanek embriopatologicznych (z powodu nieodwracalnych wad płodu), jest niezgodna z konstytucją.

Szpital (zdjęcie ilustracyjne)Pszczyna. Śmierć 30-latki. Jest stanowisko szpitala: Łączymy się w bólu

- Śmierć ciężarnej 30-latki w szpitalu w Pszczynie jest spowodowana przez polityczną decyzję Trybunału Konstytucyjnego. Trybunał pani Przyłębskiej zasiał śmierć. Teraz zaczynają się żniwa. Gdyby nie decyzja polityczna, to takie przypadki by się nie zdarzały. A tych przypadków będzie więcej, bo konsekwencje tej decyzji politycznej są takie, że lekarze zaczynają się zachowywać w taki sposób. Oczekują na to, co się może zdarzyć. Nie zachowują się często tak, jak lekarze powinni się zachować, bo boją się konsekwencji prawnych, które mogą ich dotknąć - powiedział w rozmowie z TVN24 wicemarszałek Sejmu i poseł Lewicy Włodzimierz Czarzasty.

Marcin Kierwiński dodał, że w tej sytuacji "wszystko jest jasne", a śmierć 30-latki jest bezpośrednim skutkiem decyzji TK ws. aborcji. - Polityczny trybunał kierowany przez odkrycie towarzyskie prezesa Kaczyńskiego podjął polityczną decyzję. Dzisiaj płacimy za to straszną cenę. Za to barbarzyńskie prawo płacą Polacy, ale rachunek sumienia w tej sprawie powinien być wystawiony panu Kaczyńskiemu, Morawieckiemu i wszystkim tym politykom PiS-u, którzy zdecydowali się na taki krok - stwierdził poseł Koalicji Obywatelskiej.

Marek Suski: Niestety wciąż czasem przy porodach kobiety umierają

Do sprawy na antenie TVP odniósł się też Marek Suski z PiS. - Oczywiście nie znam sprawy, natomiast absolutnie to, że ludzie umierają, to jest biologia. Zdarzają się rzeczywiście błędy lekarskie, zdarzają się po prostu osoby chore i niestety wciąż czasem przy porodach kobiety umierają. To nie jest rzecz, która się nie zdarza - powiedział poseł. 

- Nikomu tego nie życzymy, ale z całą pewnością nie ma to żadnego związku z jakąkolwiek decyzją trybunału - stwierdził polityk. - Ja myślałem, że to może pod domem Bodnara te świeczki się paliły - odparł Suski, mówiąc o poniedziałkowych manifestacjach.

Marek SuskiSprawa śmierci 30-latki. Suski: Wciąż czasem przy porodach kobiety umierają

Więcej o: