PiS marzy o wielkim wojsku. Rzeczywistość odpowiada dwoma ciosami

W narracji rządu na temat wojska nieustannie przewija się wątek o tym, że ma być większe. To jeden z koników ministra Mariusza Błaszczaka. Deklarował, że chce widzieć wojsko ponad dwa razy większe niż teraz. Według najnowszych danych MON może na to poczekać ponad pół wieku. O ile to w ogóle realne.

W sierpniu szef MON deklarował, że Wojsko Polskie ma docelowo liczyć 250 tysięcy żołnierzy zawodowych i do tego 50 tysięcy żołnierzy WOT. Dzisiaj jest to o ponad połowę mniej.

Błaszczak deklarował wówczas, że jesienią zostanie zaprezentowany sposób, który ma umożliwić taką znaczną rozbudowę. Można przypuszczać, że ten czas nadszedł i między innymi o tym dzisiaj będzie mówił wraz z Jarosławem Kaczyńskim, prezentując nową "ustawę o obronie ojczyzny". Z dotychczasowych sugestii wynika, że tym specjalnym mechanizmem prowadzącym do wzrostu liczebności będą po prostu pieniądze. Służba ma się stać bardziej opłacalna.

Więcej tekstów o sytuacji polskiego wojska przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Zobacz wideo

Bardzo wolny wzrost

Nie ulega wątpliwości, że rząd musi zrobić coś drastycznego, bo inaczej z pragnień o wielkiej armii niewiele wyjdzie. Pokazują to jasno liczby, które akurat upublicznił MON, odpowiadając na interpelację poseł Barbary Dolniak z KO. Wiceminister Wojciech Skurkiewicz podał dokładną liczbę żołnierzy służby zawodowej w latach 2010-2021.

2010 r. – 95439
2011 r. – 93923
2012 r. – 95318
2013 r. – 97055
2014 r. – 96611
2015 r. – 96248
2016 r. – 98586
2017 r. – 101578
2018 r. – 104946
2019 r. – 107704
2020 r. – 110100
2021 r. – 112326

Dane najpewniej są z początku każdego roku, ponieważ kadry w wojsku działają w ten sposób, że jesienią następuje wielki przegląd w jednostkach. Podawane są informacje ile osób "rzuciło papierami" i chce odejść do cywila, ile było awansów, ile jest chętnych na kursy i temu podobne. Dodatkowo zazwyczaj "rzucanie papierami" następuje w lipcu i półroczny okres wypowiedzenia kończy się w styczniu (dzięki czemu żołnierz na odchodne zgarnia różne roczne dodatki i wykorzystuje zaległy urlop). Po przetrawieniu tych informacji przez machinę biurokracji MON otrzymuje aktualne dane na początek roku.

Z tych danych wynika, że rzeczywiście od początków rządów PiS widać wyraźny trend wzrostu liczebności wojska. Nie jest to jednak tempo zawrotne. Na pewno nie takie, które pozwala zbudować ćwierćmilionową armię w rozsądnym czasie. Średnio wypada po około 2,5 tysiąca żołnierzy więcej rocznie. Gdyby utrzymać takie tempo, to do ćwierć miliona dobrniemy gdzieś w późnych latach 70. tego wieku.

Próby nowego polskiego bojowego wozu piechoty BorsukPieniądze na rozwój polskich firm wysychają. MON przykręcił kurek

Demografia i realia gospodarcze są nieubłagane. Polskie społeczeństwo się starzeje i kurczy. Pandemia w sposób drastyczny przyśpieszyła ten proces. Jeszcze przed nią oficjalne dane statystyczne GUS zakładały, że do 2040 roku Polaków będzie około 35 milionów, przy obecnych 38 milionach. Choć gospodarka może się ratować za sprawą migrantów, to wojsko już nie, ponieważ do służby potrzeba obywatelstwa.

Sytuacja gospodarcza to drugi element presji na liczebność sił zbrojnych. Po prostu w cywilu żyje się dostatniej i łatwiej. Przy utrzymującym się od lat bardzo niskim bezrobociu i rosnących zarobkach, wojsko jest mało atrakcyjnym pracodawcą. Owszem, w ostatnich latach żołnierze dostali szereg podwyżek i Błaszczak zapowiada kolejne, ale jest to tylko pogoń za rynkiem, a nie wyprzedzanie go. Szeregowy może liczyć na start na około 4000 złotych brutto. Niewiele mniej można zarobić na przysłowiowej kasie w Biedronce. Bez konieczności podporządkowania jej całego życia i często przeprowadzki w inną część kraju.

MON się stara, ale rzeczywistość swoje

Walka z takimi trendami wymaga w czasach pokoju i w ustroju demokratycznym środków nadzwyczajnych. Branki nie wchodzą w grę, przyszłego żołnierza trzeba zachęcić. MON stara się to zrobić od dwóch lat ze wszelkich sił. Pisaliśmy już o tym, jaką rangę nadano wewnętrznie programowi "Zostań żołnierzem Rzeczpospolitej", który wystartował w styczniu 2020 roku. Jak żołnierze muszą nieustannie uczestniczyć w różnych piknikach i akcjach promocyjnych. Jak szkoli się uproszczoną ścieżką uczniów i studentów, dając im stopnie rezerwy i stwarzając możliwość łatwego przejścia na zawodowstwo. W ramach programu nawiązano współpracę z różnymi organizacjami proobronnymi, oraz uproszczono różne procedury i ułatwiono zaciągnięcie się do wojska.

Według MON przynosi to efekt. W lipcu Błaszczak deklarował, że w pierwszej połowie 2021 roku skala powołań do wojska była rekordowa. O 42 procent niż rok wcześniej i wyniosła pięć tysięcy ludzi. Ile jednak faktycznie żołnierzy zawodowych przybędzie wojsku, to dowiemy się dopiero w 2022 roku. Trzeba bowiem jeszcze policzyć tych, którzy właśnie szykują się do odejścia ze służby. Nie brakuje głosów, że ten rok w tej kategorii też będzie wyjątkowy.

Wyrzutnia rakiet CAMM firmy MBDA pokazowo umieszczona na polskiej ciężarówce Jelcz. Tak teoretycznie mogłaby wyglądać wyrzutnia systemu Narew.Bez tej umowy cała modernizacja wojska jest niewiele warta

- Patrząc po naszej jednostce i wielu innych, skala odejść będzie mniej więcej dwa razy większa niż przed rokiem - mówi Gazeta.pl doświadczony żołnierz zawodowy. Powodów fali odejść wymienia wiele. Większość jest natury finansowej i braku pewności co do przyszłości. Chodzi między innymi o tak zwaną mieszkaniówkę, czyli dodatek wypłacany żołnierzowi przy przejściu do cywila pomagający kupić własne mieszkanie. - Plotki o jego likwidacji czy ograniczeniu krążą od lat, teraz obawa się wzmogła, bo większość widzi, co się dzieje w kraju i zdaje sobie sprawę, że jak nastaną chude lata i zmieni się rząd, to wojsko będzie pierwsze do przycinania. Wolą więc zabezpieczyć się już teraz - twierdzi żołnierz. Obawy budzi też całościowa reforma służby zawodowej, która jest w przygotowaniu. - Niby super, ale wszyscy pamiętają, że każda reforma wychodziła potem im bokiem - mówi wojskowy. Dodaje, że swoje robi też istnienie WOT, czyli "najlepszego programu emerytalnego w armii". Po odejściu ze służby zawodowej łatwo przekwalifikować się na służbę tymczasową często jeszcze zachowując stopień. - Świetny dodatek do emerytury niewielkim wysiłkiem - opisuje żołnierz.

W rzeczywistości jest więc bardzo mało prawdopodobne, aby polskie wojsko dało się zwiększyć tak, jak by chciało to zrobić PiS. Nawet wydając na nie jeszcze więcej, choć i tak już wydajemy dużo jak na NATO, bo ponad dwa procent PKB. Jest w ogóle kontrowersyjne, czy akurat większe wojsko to dla Polski lepsze wojsko. Nie brakuje głosów, że w realiach XXI wieku to droga ku zgubie, bo większe znaczenie na polu walki ma nie masa, ale technologia, a polskie wojsko ma ogromne braki w modernizacji sprzętu.

Zobacz wideo
Więcej o: