Medycy o sytuacji na granicy. "Pomocy potrzebują dziesiątki osób. (...) Nie znajdujemy wyjaśnienia"

Grupa dwudziestu jeden medyków i medyczek chcących udzielać koniecznej pomocy migrantom przy granicy po raz kolejny otrzymała odmowną odpowiedź od Straży Graniczej. Poprzednio wjazdu do strefy odmówiło im MSWiA. - Ludzie umierają, a my stoimy kilkaset metrów od strefy - mówią i zwracają się do rządu o podjęcie dialogu.

Więcej podobnych treści przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

Medycy od dwudziestu pięciu dni czekają na zgodę na wjazd do strefy objętej stanem wyjątkowym. Zgody na wjazd odmówiło najpierw MSWiA, a teraz - po raz kolejny - Straż Graniczna. W uzasadnieniu SG napisała: "udzielamy pomocy medycznej na bieżąco w ramach państwowego systemu ratownictwa medycznego każdej osobie, która tego wymaga". Wskazano także na "brak konieczności udzielania dodatkowego wsparcia w tym zakresie."

Zobacz wideo "250 km stąd, w sytej Polsce, ludzie giną z zimna i głodu"

"Zadeklarowaliśmy działanie w ramach ustanowionego prawa, apolityczność, samofinansowanie i samoorganizację oraz współpracę ze służbami. Wzywamy Polski Rząd i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, do udzielenia nam niezwłocznie zgody na wjazd i podjęcia dialogu, w którym wypracujemy zasady naszej obecności i pracy na tym terenie" - odpowiadają medycy w oficjalnym piśmie.

Medycy: Wiemy o kilku śmierciach. Będą kolejne

Dziesięć dni temu działający we własnym zakresie, wspierani przez fundacje i finansowani ze zbiórki prywatnych osób medycy postanowili działać. Przebywają na Podlasiu w pobliżu strefy stanu wyjątkowego i udzielają pomocy osobom, które wydostaną się z obszaru objętego zakazem wjazdu.

- Od dziesięciu dni codziennie budzimy się i zasypiamy, gotowi w każdej chwili jechać do osób, które potrzebują ratunku. Wiemy, że pilnej pomocy medycznej wymagają tam dziesiątki osób. Wiemy o kilku śmierciach. Wiemy, że będą kolejne, jeśli blokowana będzie pomoc medyczna - mówi Jakub Sieczko, lekarz anestezjolog i koordynator grupy.

Ambulans 'Medyków na granicy'"Medycy na granicy" udzielili pomocy trojgu Syryjczykom. "Pomógł nam patrol policji"

W ciągu kilku dni na Podlasiu grupie udało się pomóc wielu osobom. Jak relacjonują, stan kilku pacjentów zagrażał życiu.

- Będąc przy granicy, co i rusz czytamy o kolejnych dramatycznych relacjach zarówno ze strony obcokrajowców, jak i mieszkańców strefy. Rodziny z małymi dziećmi, słabnące z każdym dniem i każdą nocą w puszczy. Kobiety w ciąży, w stanie bezpośredniego zagrożenia życia. Młodzi, wydawałoby się, że zdrowi mężczyźni, tak wyczerpani, że nie mają siły utrzymać się na własnych nogach. Nie znajdujemy absolutnie żadnego wyjaśnienia, dlaczego wciąż nas przy nich nie ma - wskazała w rozmowie z Gazeta.pl Kaja Filaczyńska, lekarka i członkini grupy.

- Ludzie umierają, my stoimy kilkaset metrów od strefy - dodała.

Więcej o: