Imigranci z Michałowa nadal przebywają w lesie. "Jedna z dziewczynek cierpi, ma ranną nogę"

Z informacji uzyskanych przez TVN24 wynika, że dzieci migrantów, które pod koniec września przebywały w Michałowie, nadal koczują w lesie przy granicy z Polską. - Jedna dziewczynka cierpi bardziej niż inni, ponieważ ma ranną nogę. Mój rozmówca twierdził, że rozpadają się jej buty, że przeszła w ostatnim czasie wiele kilometrów - relacjonował reporter TVN24. Imigranci błagają o pomoc.

Więcej podobnych treści przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl

W poniedziałek w mediach społecznościowych pojawiło się nagranie, na którym widać grupę migrantów koczującą prawdopodobnie po białoruskiej stronie granicy. Z dużą dozą prawdpodobieństwa można stwierdzić, że wśród nich są dzieci z Michałowa, które we wrześniu na granicę wywiozła Straż Graniczna.

Zobacz wideo Aktywiści domagają się reakcji rządu. "Inaczej po stanie wyjątkowym na granicy zastaniemy masowy grób"

Wideo, na które uwagę zwrócił TVN24, opublikował na Twitterze Murad Ismael z organizacji Akademia Sindżar. Z opisu w mediach społecznościowych wynika, że na filmie widzimy 70-osobową grupę Jazydów, Kurdów i Syryjczyków.

W środę kontakt z migrantami nawiązał reporter TVN24 Paweł Szot. - Udało nam się z nimi połączyć. To jest ta grupa, o której informujemy de facto od dwóch dni, grupa migrantów, w której znajdują się co najmniej trzy dziewczynki, które były widziane 27 września w Michałowie - mówił dziennikarz na antenie TVN24.

Dzieci z MichałowaDzieci z Michałowa po białoruskiej stronie granicy? Jest nowe nagranie

Uchodźcy zapytani, jak udało im się włączyć telefony, tłumaczyli, że we wtorek zjawili się u nich białoruscy strażnicy graniczni, którzy przynieśli powerbank, urządzenie, dzięki któremu można było naładować sprzęt. Warunkiem pomocy ze strony Białorusinów było zmuszenie grupy, by po raz kolejny spróbowała przekroczyć granicę (z Polską).

- To jest bezpośredni dowód na to, jak wygląda polityka Łukaszenki wobec tych migrantów. Oni wręcz zostali przeniesieni przez białoruskich strażników w inne miejsce granicy, ponieważ lokalizacja ich telefonu jeszcze kilka dni temu wskazywała miejsce kilkaset metrów od samej linii granicznej. Tymczasem dzisiaj znajdują się około dwóch kilometrów od tamtego miejsca, ale już na samym pasie granicy - relacjonował reporter TVN24.

"Jedna z dziewczynek cierpi. Jest ranna. Rozpadają się jej buty"

Reporter TVN24 informował, że wśród grupy na pewno jest jedna z dziewczynek, która była widziana wcześniej w Michałowie. - Dziewczynka cierpi bardziej niż inni, ponieważ ma ranną nogę. Twierdził, że rozpadają się jej buty, że przeszła w ostatnim czasie wiele kilometrów, na tej nodze pojawiły się pęcherze i może wdać się infekcja - przekazał Paweł Szot.

Migranci w placówce Straży Granicznej w MichałowieDzieci, które widziano w Michałowie, koczują niedaleko Białowieży

Z relacji imigrantów wynika, że dziecko przebywa na granicy od 30 dni.

Dzieci z Michałowa. Strażnicy odwieźli grupę na granicę z Białorusią

27 września grupa Straży Granicznego z placówki w przygranicznym Michałowie napotkała w pasie przygranicznym grupę obywateli Iraku. Jak informowała SG, "w związku z tym, że w grupie tej znajdowały się dzieci, funkcjonariusze postanowili przewieźć te osoby do Placówki Straży Granicznej w Michałowie, aby zweryfikować legalność i cel ich pobytu na terytorium naszego kraju". 

"Funkcjonariusze Straży Granicznej poinformowali cudzoziemców o możliwości złożenia wniosku o pomoc międzynarodową, lecz rodzice dzieci odmówili złożenia takiego wniosku w Polsce. Osoby te były zainteresowane wyłącznie złożeniem wniosku o pomoc międzynarodową w Niemczech" - napisano w komunikacie. "W związku z powyższą sytuacją, funkcjonariusze Straży Granicznej zawrócili te osoby na linię granicy z Białorusią, tj. państwem, w którym przebywają legalnie" - dodano.

Więcej o: