Kraków. Śledztwo ws. pisania kredą po chodniku przed siedzibą PiS umorzone, bo "kreda jest zmywalna"

Krakowska policja uznała, że nie doszło do uszkodzenia mienia, dlatego zdecydowała się umorzyć śledztwo wobec matek, które w czwartek 7 października razem z dziećmi malowały kredą po chodniku przed siedzibą PiS. W ten sposób rodziny chciały zwrócić uwagę na tragiczną sytuację uchodźczych dzieci na granicy polsko-białoruskiej.

Przeczytaj więcej podobnych informacji na stronie głównej Gazeta.pl.

"Gdzie są dzieci?", "To jest zbrodnia". "Umierają ludzie!", "Życie bez granic", "Żaden człowiek nie jest nielegalny" - te i inne hasła w czwartek 7 października można było zobaczyć przed siedzibą Prawa i Sprawiedliwości przy ul. Retoryka w Krakowie. Namalowały je matki i dzieci, które spotykały się w tym miejscu, by zwrócić uwagę działaczy PiS na sytuację dzieci na granicy z Białorusią. W piątek pod siedzibę PiS przyjechała policja dwoma radiowozami, zarekwirowała dzieciom kredę, a technicy kryminalistyki oznaczyli rysunki numerkami, niczym miejsce zbrodni. Dwie z matek dostały wezwanie na komisariat. 

Zobacz wideo Uderzył w motorowerzystę, nie miał prawa jazdy. Teraz stanie przed sądem

Kraków. Nie będzie śledztwa ws. matek, które z dziećmi pisały kredą po chodniku

"Krakowska policja umorzyła śledztwo ws. napisów kredą na chodniku przed siedzibą PiS. W ubiegłym tygodniu rodzice z dziećmi domagali się tam humanitarnego traktowania uchodźców. 'Stwierdzono, że kreda jest zmywalna i nie doszło do uszkodzenia mienia' - mówi Radiu ZET jedna z mam". 

8 października. Policja ponownie przed krakowską siedzibą PiSMalowały z dziećmi kredą przed siedzibą PiS, przyjechała policja

Sprawa została w ostatnich dniach nagłośniona w mediach społecznościowych przez Magdalenę Nadropek - członkinię m.in. powołanej przez prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego Rady ds. Równego Traktowania i członkinię zarządu fundacji Równość.org.pl.

Jak wynika z jej relacji, przed siedzibą PiS przy ul. Retoryki w Krakowie od kilku dni regularnie pojawiają się rodziny z dziećmi, by "namalować na chodniku trochę serc i czułości dla dzieciaków na granicy".

W czwartek Magdalena Nadropek na miejscu zastała dwie mamy, trójkę dzieci, a także sześciu policjantów i dwa radiowozy. Informowała, że funkcjonariusze zabrali dzieciom kredę i wylegitymowali mamy. Jednocześnie od razu wręczyli im wezwanie na komisariat na poniedziałek. Po godzinie na miejscu byli również technicy kryminalistyki, którzy fachowo zajęli się "miejscem zbrodni'. 

Poznań. Kamienica przy ul .28 czerwca 1956 w której doszło do wybuchu gazuZamordował żonę, później wysadził kamienicę. Sąd podtrzymał karę dożywocia

Maciej Gdula: Wszyscy, łącznie z policją, zdawaliśmy sobie sprawę z absurdu, a na granicy cierpią ludzie, którym odmawia się pomocy

Sprawę skomentował w mediach społecznościowych poseł Lewicy Maciej Gdula. "Kto i dlaczego boi się kilku dziecięcych rysunków kredą na chodniku? Czyżby ci, rozgrywający politycznie humanitarny kryzys, którego jesteśmy świadkami na granicy?" - dopytywał we wpisie zamieszczonym na Facebooku. 

"Smutny i symboliczny to obrazek, gdy polska policja rekwiruje dzieciom i ich matkom, dopominającym się o marznących w lasach ludzi, kredę - a tego wczoraj doświadczyły osoby z krakowskiej grupy Rodzina bez granic przed biurem PiS. Daria Gosek-Popiołek - a ja wraz z nią - pyta komendanta wojewódzkiego Policji o przyczyny podjęcia czynności wobec matek dzieci rysujących kredą, o zaangażowanie techników kryminalistyki w tym przypadku i podobne zdarzenia w ostatnim roku. W czwartek przed biurem PiS była też moja współpracowniczka Magda Dropek - przez ponad godzinę obserwowała sytuację. Wszyscy, łącznie z policją, zdawaliśmy sobie sprawę z absurdu, w którym uczestniczymy. A tymczasem na granicy cierpią ludzie, którym odmawia się pomocy" - pisał poseł Lewicy. 

Więcej o: