Dzieci po 9 godzin w szkole. Wiceszef MEiN: Za dużo zajęć dodatkowych lub dyrektor nie umie ułożyć planu

- Albo dyrektor szkoły nie potrafi ułożyć zajęć, albo jest dużo zajęć dodatkowych - tak wiceminister edukacji i nauk Dariusz Piontkowski skwitował we wtorek w RMF FM powtarzające się skargi rodziców z całego kraju, że uczniowie podstawówek spędzają dziennie w szkole zatrważającą liczbę godzin.

Przeczytaj więcej podobnych informacji na stronie głównej Gazeta.pl.

Zobacz wideo Czy PiS chce wyprowadzić Polskę z UE? Siemoniak: Tak, uważam, że chcą to zrobić

Dariusz Piontkowski, wiceminister edukacji i nauki był gościem Roberta Mazurka w "Porannej rozmowie" w RMF FM. Wywiad rozpoczął się od problemu liczby godzin, jaką dzieci spędzają dziennie w szkole, czyli nawet 9 godzin. Zaniepokojeni rodzice alarmowali o tym już od drugiego tygodnia września.

Dziennikarz stacji jako przykład podał swojego syna, którego wtorkowe zajęcia zaczęły się o 7:10, a planowo mają się skończyć dopiero o 16:25. Jak do tematu odniósł się wiceszef MEiN?

- Zgodnie z obowiązującymi przepisami w Polsce liczba godzin, które dziecko, młody człowiek, ma tygodniowo w szkole podstawowej, to jest od dwudziestu do trzydziestu kilku godzin. Jeżeli jest to pięć dni tygodnia, to nie może być to dziewięć godzin w trakcie jednego dnia - mówił Piontkowski. - To albo dyrektor szkoły nie potrafi ułożyć zajęć, albo jest za dużo zajęć dodatkowych - stwierdził wiceminister.

Wypadek w RawiczuZderzenie samochodu z motocyklem. Kierowca auta nie miał prawa jazdy [WIDEO]

Rodzice zaniepokojeni dużą liczbą lekcji. Wiceminister: Różne są szkoły w Polsce

Robert Mazurek skontrował odpowiedź wiceministra: - Ja bym chętnie przyjął to pańskie tłumaczenie, że po prostu mam straszliwego pecha, gdyby nie to, że ludzie z całej Polski nam piszą o tym, że np. syn 7 klasa, w poniedziałek ma lekcje jeszcze po 15, a w piątki do 16:25, dziewięć lekcji, 7 klasa. Klasa 8 - wychodzi o 7, wraca o 17, dziewięć lekcji plus dojazd - podawał przykłady dziennikarz.

Zamieć śnieżna w górach (zdjęcie ilustracyjne)Pogoda. Tegoroczna zima może przynieść siarczysty mróz i śnieżyce

Wskazał też przypadki, w których dzieci z młodszych klas podstawówki zaczynają lekcje późno - np. po godz. 13 - a ponieważ rodzice pracują, to podwożą je do szkół już przed ósmą. Wtedy uczniowie spędzają dodatkowe godziny w świetlicy.

- Różne są szkoły w Polsce, takie, które mają nawet po 1000 i więcej uczniów - niestety to molochy budowane w wielkich miastach. W mniejszych szkołach kilkusetosobowych nie ma problemu chodzenia na dwie zmiany - stwierdził wiceszef resortu edukacji. - Pan, jak rozumiem, podaje przykłady szkół np. w Warszawie, gdzie niestety część dzieciaków uczy się na dwie zmiany - dodał.

Dziennikarz odpowiedział, że nie, bo do radia napływają głosy od słuchaczy z całego kraju. - Zdecydowana większość szkół w Polsce pracuje na jedną zmianę. Dzieciaki nie powinny mieć więcej niż 7 godzin w ciągu jednego dnia - zakończył temat Dariusz Piontkowski.

Więcej o: