70 osób w tym dzieci w pułapce przy granicy. "Ludzie tu umarli. Błagamy o pomoc"

- Sytuacja jest bardzo zła. Jesteśmy tu od 10 dni. Niektórzy umarli - mówi mężczyzna, który jest w grupie kilkudziesięciu osób koczujących przy granicy Białorusi i Polski. W grupie, która chciała dostać się do Unii Europejskiej, są jazydzi z Iraku, Kurdowie i Syryjczycy. Relacjonują, że są przez służby wypychani na jedną i drugą stronę, przez co znaleźli się w pułapce. Na wschodzie przez całą noc panuje temperatura poniżej zera.

Przeczytaj więcej podobnych informacji na stronie głównej Gazeta.pl

Zobacz wideo Aktywiści mówią o kryzysie humanitarnym na pograniczu

Grupa ponad 70 osób - Syryjczyków, Kurdów oraz jazydów - koczuje na Białorusi tuż przy granicy z Polską. Na nagraniu opowiadają, że są tam od 10 dni lub więcej i nie mogą udać się w żadną stronę - wypycha ich i polska, i białoruska Straż Graniczna. Na nagraniu widać, że w grupie są dzieci. 

Warunki pogodowe sprawiają, że zagrożenie zdrowia i życia migrantów na granicy - takich jak ta grupa - jest coraz większe. Według danych ze stacji meteo w Białowieży, tuż przy granicy z Białorusią, przez całą noc temperatura jest tam poniżej zera, a najniższa odnotowana w niedzielę wartość to -3,5 stopnia Celsjusza.

Błaganie o ratunek

Informacje o grupie i nagranie opublikował Murad Ismael. Szef wspierającej edukację jazydów (mniejszość religijna, która padłą ofiarą ludobójstwa z rąk ISIS) w Iraku organizacji Sinjar Academy zaangażował się we wrześniu w próby ratowania innej grupy jazydów, która została uwięziona na polsko-białoruskiej granicy. - Nie mogli ani wrócić, ani iść dalej. Ostatecznie udało im się zapłacić przemytnikom za zabranie z powrotem do Mińska. Teraz jeszcze większa grupa jest w tej samej sytuacji - poinformował Ismael.

Grupa jazydów była uwięziona na polsko-białoruskim pograniczuOcaleli z ludobójstwa, mogli zginąć w lesie. Ale w Iraku wciąż mówi się o migracji przez Białoruś

"Grupa ponad 70 jazydów, Kurdów i Syryjczyków utknęła na granicy Polski i Białorusi od 10 dni. Błagają o pomoc. Prosimy, by Polska i Unia Europejska zainterweniowała w ich sprawie" - napisał. Nie wiemy, kiedy dokładnie wykonano nagranie, ale jak poinformował nas Ismael, grupa wciąż znajduje się na pograniczu.

Na nagraniu widać kilka osób z grupy, które opowiadają o sytuacji. - Nasza sytuacja w Iraku była bardzo zła i przybyliśmy tutaj. A tutaj jest jeszcze gorzej. Jeśli możecie, pomóżcie nam proszę - mówi jeden z jazydów z Sindżaru. - Sytuacja jest tu bardzo zła. Jesteśmy tu od 10 dni. Niektórzy umarli - relacjonuje inny. Kurd opowiada, że nasze służby nie pozwalają im przejść do Polski, zaś Białorusini uniemożliwiają zawrócenie w głąb kraju, by mogli np. dostać się na lotnisko i wrócić.

- Jesteśmy głodni i spragnieni. Nie dają nam wody, nie dają nam jedzenia - opowiada mężczyzna. Niektóre osoby w grupie mają być na granicy już od miesiąca. - Proszę, przyjdźcie tu nas uratować. Nie mamy jedzenia, nie mamy niczego - prosi inny i mówi:

Traktują nas jak pionki w grze, służby przerzucają nas z jednej strony na drugą.

Pod koniec nagrania kobieta siedząca przy ognisku z dziećmi, jazydka, opowiada, że ludzie są tam zakładnikami i w dniu nagrania jedna osoba zmarła. - Dzieci płaczą za jedzeniem. Cierpimy tu od 10 dni. Polska i Białoruś nad odpychają - mówi i prosi o ratunek.

Samolot Iraqi Airways. Zdjęcie ilustracyjne.Irak tymczasowo zawiesza loty na Białoruś

Ocaleni z ludobójstwa

W podobnej sytuacji była grupa, w której wcześniej informował i mówił w rozmowie z Gazeta.pl Ismael. Kilka rodzin, w sumie 32 jazydów, próbowało dostać się z Białorusi do Polski i Unii Europejskiej. Po nielegalnym przekroczeniu granicy nie zostali zatrzymani przez Straż Graniczną i nie mieli możliwości ubiegania się o azyl. Byli odpychani na granicę z Białorusią, a tamtejsze służby nie pozwalały im wrócić do Mińska. Razem z małymi dziećmi koczowali w lasach przez dziewięć dni. 

Ismael w rozmowie z Gazeta.pl podkreślał, że wiele społeczności, a szczególnie jazydzi mają dobre powody, by nie chcieć dalej mieszkać w Iraku i ubiegać się o status uchodźcy w Europie. W 2014 roku, gdy organizacja terrorystyczna Państwo Islamskie zajęła dużą część Syrii i północnego Iraku, dokonała ona rzezi jazydów. Mężczyzn zabijano, a kobiety i dziewczynki porywano, by były niewolnicami seksualnymi dla bojowników IS. Organizacja Narodów Zjednoczonych uznała to za usiłowanie dokonania ludobójstwa na mniejszości religijnej. 

Według szefa Sinjar Academy, jazydzi są sfrustrowani tym, jak wygląda ich życie w Iraku. Od ponad siedmiu lat czekają na wsparcie w odbudowie społeczności po tym, jak padła ofiarą ludobójstw. W tym czasie niewiele poprawiła się ich sytuacja. - Może w tej chwili nie ma już fizycznego zagrożenia dla życia jazydów w Iraku. Ale te emocje, strach przed prześladowaniem, brak możliwości powrotu do domu, do pracy, do normalności - to sprawia, że ludzie myślą o ucieczce z kraju za wszelką cenę - opisał. 

Więcej o sytuacji migrantów na granicy przeczytasz w naszym raporcie: 

Raport znad granicy"Raport znad granicy". "Dziewczyny uciekają przed wojną"

Więcej o: