Gródek. Grupa wycieńczonych Kongijczyków prosiła o azyl w Polsce. Straż Graniczna miała to ignorować

W środę późnym wieczorem w Gródku została zatrzymana grupa wycieńczonych Kongijczyków. Wśród nich było kilka kobiet w ciężkim stanie. Migranci prosili o udzielenie azylu w Polsce, lecz pogranicznicy to ignorowali - podaje Onet.
Zobacz wideo Mucha o sytuacji na granicy: PiS-owi stan wyjątkowy jest na rękę, wytwarzają poczucie zagrożenia

Jak podaje Onet, do zatrzymania doszło w środę po godz. 22:00 w Gródku (woj. podlaskie), około 15 km od granicy polsko-białoruskiej. Grupa 11 Kongijczyków siedziała na trawniku przed biblioteką miejską. Gdy na miejsce dotarł dziennikarz portalu, jedna z migrantek była w karetce, a pogranicznicy i mieszkańcy podawali cudzoziemcom wodę, ciepłą herbatę oraz żywność. Marcin Terlik podkreśla, że od momentu, w którym poinformował funkcjonariuszy Straży Granicznej, że jest dziennikarzem, ci zaczęli się zachowywać agresywnie wobec niego, a także próbowali go skłonić, aby opuścił to miejsce. Mieli sugerować mu nawet, że jest "przemytnikiem ludzi".

W artykule czytamy, że pogranicznicy mieli odmówić pomocy w tłumaczeniu z francuskiego - a to w tym języku mówiła większość migrantów - utrzymując, że porozumiewają się z Kongijczykami po rosyjsku i angielsku. Również po francusku migranci prosili o azyl w naszym kraju i mówili, że "Polska jest państwem prawa". "Funkcjonariusze Straży Granicznej twierdzili jednak, że Kongijczycy wcześniej oświadczyli, iż chcą azylu we Francji i konsekwentnie odmawiali przyjęcia wniosków azylowych, mówiąc, że 'nie są od tego' i że 'może to ja mogę je przyjąć'" - zaznacza Marcin Terlik.

"NYT" o sytuacji na granicy: Ojciec błądził po lesie z dwuletnią córką

Migranci nie mieli już sił

Kongijczycy przekazali, że przekroczyli polsko-białoruską granicę trzy dni wcześniej, od tego momentu błąkali się po lesie, bez jedzenia i picia. Było im zimno. "Nie mieli już sił", dlatego podjęli decyzję o wejściu do centrum Gródka. Utrzymywali, że uciekają ze swojego kraju przed wojną, pokazywali blizny.

Kiedy na miejsce przyjechały ekipy telewizyjne, fotoreporterzy i obrońcy praw człowieka pozwolono zbliżyć się do migrantów. "Okazało się, że leżąca na trawniku 16-latka jest nieprzytomna, trzęsie się i wymiotuje. Jej starszy brat tłumaczył, że od dziecka ma problemy ze zdrowiem. Nastolatka miała całkowicie przemoczone spodnie, buty i skarpety" - podkreśla Onet. Ostatecznie 16-latka została zabrana do samochodu Straży Granicznej - przekonywano, że karetka przyjedzie do ich placówki w Bobrownikach (w strefie objętej stanem wyjątkowym). Tam też mieli zostać przewiezieni pozostali Kongijczycy i miały zostać "podjęte czynności" wobec nich.

Policjanci z kolei spisali dane osób, które tam przyjechały - jak podali - w związku z wykryciem COVID-19 u jednej z Kongijek.

Rzeczniczka Straży Granicznej poinformowała Onet jedynie, że Kongijczycy "są w dyspozycji placówki". 

*** 

Aby pomagać ludziom w rejonie przygranicznym, Medycy na granicy zorganizowali zbiórkę na pomagam.pl. Wpłacić na konto nieformalnej organizacji można pod tym linkiem.

Więcej o sytuacji na granicy z Białorusią w naszym "Raporcie znad granicy": 

Raport znad granicy"Raport znad granicy". Policja potwierdziła kolejną śmierć. Apel Grupy Granica

 

Parlament Europejski (zdjęcie ilustracyjne)W PE głosowanie nad rezolucją ws. Białorusi. PiS nie chce jej poprzeć

Więcej o: