Na wieżach, na samochodach i na motoszybowcach. Przy standardowym sprzęcie SG płot Błaszczaka jest prymitywny

Straż Graniczna na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat przeszła poważną modernizację, wspieraną między innymi pieniędzmi unijnymi. O stawianiu płotów na granicy nikt nie myślał, bo stawiano na znacznie nowocześniejsze metody. Być może niedługo zostaną użyte w znacznie większej skali w barierze granicznej nowej generacji.

Tym stawianym teraz prowizorycznym płotem zajmuje się właściwie kto inny, bo wojsko na polecenie ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka. Straż Graniczna nawet gdyby chciała, to nie miałaby jak go stawiać. W normalnych warunkach drut ostrzowy ma z punktu widzenia pograniczników bardzo wątpliwą przydatność. Nie bez powodu od wielu lat stawiają na co innego - elektronikę i mobilność.

Zobacz wideo

Widzenie w świetle niewidzialnym

Jednym z podstawowych narzędzi pracy Straży Granicznej są kamery termowizyjne. To sprzęt świetnie nadający się na granicę. Działają na zasadzie wykrywanie ciepła, a dokładniej niewidzialnego dla ludzkiego oka promieniowania podczerwonego emitowanego przez ciepłe obiekty. Umożliwiają wykrywanie ludzi niezależnie od pory dnia, w kiepskiej pogodzie i nawet w znacznej mierze zasłoniętych przez roślinność. Najczęściej taki sprzęt wykorzystują żołnierze, ale dzięki postępowi technologicznemu stał się w ostatnich dekadach szerzej dostępny.

W Straży Granicznej jest wykorzystywany na różne sposoby. Od najmniejszych i najprostszych ręcznych kamer termowizyjnych, które może przenosić człowiek. Przypominają bardzo rozbudowane lornetki. Mają jednak ograniczony praktyczny zasięg i nie należą do najporęczniejszych przedmiotów. Dla tego od lat zamawiane są znacznie silniejsze i lepsze kamery montowane na samochodach. Początkowo głównie na różnego rodzaju vanach, a teraz też na samochodach terenowych. Tak zamontowana kamera może być większa i o lepszych parametrach. W nomenklaturze SG takie pojazdy są nazywane PJN, czyli Przenośne Jednostki Nadzoru.

To właśnie z takich pojazdów pochodzi wiele nagrań wydarzeń na białoruskiej granicy pokazywanych przez Straż Graniczną.

Obecnie PJN są kupowane na podwoziu samochodów terenowych Toyota Hilux. Koszt takiego specjalistycznego sprzętu to 1,7 miliona złotych od sztuki. Dopiero co pod koniec września Straż Graniczna chwaliła się otrzymaniem 13 takich pojazdów, które miały w większości trafić na granicę z Białorusią.

Wieże, samoloty, drony, czujniki

Kolejną formą użycia kamer termowizyjnych w Straży Granicznej są specjalne wieże obserwacyjne, które na przestrzeni ostatniej dekady licznie wzniesiono zwłaszcza na wschodniej granicy. Służba nie chwali się publicznie listą tych obiektów, ale z przetargów na budowy, remonty i naprawy można wywnioskować, że jest ich co najmniej 21. Przy granicy z Białorusią na przykład we wsiach Bartniki i Zubrzyce Wielkie. Koszt budowy tej drugiej wynosił 1,3 miliona złotych. Większość jest jednak na odcinku ukraińskim, gdzie do niedawna był największy problem z przemytem.

Tym budowlom daleko do czegoś, co można by sobie stereotypowo wyobrażać jako wieżę strażniczą pograniczników. To wysokie maszty przypominające te, na których są montowane anteny sieci komórkowej, tylko jeszcze wyższe. Na szczycie nie ma żadnej budki dla człowieka z lornetką, tylko zestaw silnych kamer w ruchomej głowicy. Sygnał z nich jest przesyłany do pobliskiej placówki SG, gdzie przed monitorami siedzi operator, pozostający w kontakcie z patrolami.

 

Kamery termowizyjne są umieszczane jeszcze wyżej, czyli na maszynach latających SG. Pogranicznicy mają bardzo różnorodną flotę 17 śmigłowców i samolotów. Zdecydowana większość ma tak zwane głowice optoelektroniczne, czyli kompaktowe zestawy kamer działających w świetle widzialnym i podczerwieni. Większość z tych maszyn od lat działa głównie na granicy z Ukrainą, zwłaszcza w rejonie Bieszczad, gdzie jest najtrudniejszy teren. Jednak wobec kryzysu na granicy z Białorusią część z nich lata też dalej na północ.

Entuzjaści lotnictwa zaobserwowali na przykład motoszybowce Stemme ASP2015, wykonujące monotonne loty w tę i z powrotem wzdłuż granicy białoruskiej. To bardzo oryginalne konstrukcje, które zgodnie z nazwą są czymś w rodzaju szybowca z niewielkim silnikiem. Latają powoli, ale mogą się utrzymać w powietrzu wiele godzin. Ograniczeniem jest bardziej wytrzymałość dwuosobowej załogi w ciasnym kokpicie, niż maszyny. Jeden jej członek zajmuje się pilotowaniem, długi obserwacją terenu i kontaktem z ziemią.

Do wsparcia Straży Granicznej używane są też wojskowe maszyny bezzałogowe. Wojska Obrony Terytorialnej chwaliły się między innymi nagraniami wykonanymi przez maszyny Flyeye, służącymi w wojsku najczęściej do wykrywania celów dla artylerii i korygowania jej ognia.

Poza kamerami termowizyjnymi Straż Graniczna używa jeszcze innego wymyślnego sposobu na kontrolę granicy. Od kilku lat kupuje coraz więcej tak zwanych zestawów perymetrycznych. To połączenie czujników sejsmicznych zakopywanych w pobliżu granicy i wykrywających drgania ziemi, wspartych przez umieszczoną w pobliżu zdalnie sterowaną kamerę, która służy do weryfikacji, co wywołuje te drgania. Pojedynczy zestaw może zawierać nawet kilkadziesiąt tych pierwszych i kilka tych drugich. Całość jest połączona w sieć i zdalnie kontrolowana przez człowieka. Produkcją takiego sprzętu zajmuje się między innymi Grupa WB. Na początku tego roku SG informowała o sfinalizowaniu zakupu oraz montażu dziewięciu takich zestawów za 4,8 milionów złotych.

Niezbędnym uzupełnieniem kamer i czujników są mobilne patrole. Bez nich to wszystko nie miałoby sensu, bo ktoś musi jeszcze osoby przekraczające granice ująć. Straż Graniczna może się pochwalić jedną z największych i najnowocześniejszych flot pojazdów we wszystkich służbach mundurowych. Znacznie lepszą niż skansen, którym dysponują wojskowi. Podstawą są Fordy Rangery, Mitsubishi Pajero i Toyota Land Cruiser. Od ubiegłego roku pojawiają się też Jeepy Wranglery.

Bariera, której na granicy nie widać

Kamery termowizyjne i czujniki perymetryczne najpewniej będą podstawą nowej bariery na granicy z Białorusią, której powstanie zapowiedział w minionym tygodniu szef MSWiA Mariusz Kamiński. W wywiadzie dla tygodnika "Sieci" stwierdził:

Tam będzie mnóstwo elektroniki. Buduje się tak zwaną perymetrię - system czujników ruchu z kamerami termowizyjnymi, które natychmiast precyzyjnie pokazują, w jakim miejscu ile osób się gromadzi.

W tym kontekście padła sugestia, że koszt nowej bariery może sięgać pół miliarda złotych. Sprawa ma być na ostatnim etapie ustaleń w rządzie.

Prowizoryczny płot stawiany przez wojskowych i nowoczesna bariera elektroniczna nie zmienią jednak podstawowego faktu. W ten sposób nie powstrzyma się zdeterminowanych ludzi przed przekraczaniem granicy. Można ich jedynie sprawniej zatrzymywać już na terytorium Polski. Nie zniknie więc podstawowy problem, z jakim się obecnie mierzymy: w jaki sposób humanitarnie i godnie poradzić sobie ze sztucznie i instrumentalnie wywołanym przez reżim Aleksandra Łukaszenki kryzysem migracyjnym.

Zobacz wideo
Więcej o: