Śmierć 29-letniego Łukasza po interwencji. TVN 24: Dramatyczne nagranie powstało bez wiedzy policjanta

Nagranie z policyjnej interwencji na Psim Polu we Wrocławiu wobec Łukasza Łągiewki powstało przypadkowo - dowiedział się tvn24.pl. Z ustaleń dziennikarzy wynika, że policjant na początku interwencji chciał wyłączyć kamerkę, gdy tymczasem ją włączył.

O nagraniu upublicznionym przez Komendę Główną Policji podczas specjalnie zwołanej konferencji prasowej pisaliśmy w Gazeta.pl we wrześniu. Została na nim zarejestrowana interwencja wrocławskich funkcjonariuszy w mieszkaniu 29-letniego Łukasza Łągiewki, która miała miejsce w nocy z 1 na 2 sierpnia. Bliscy zadzwonili po pomoc w obawie, że leczący się na depresję mężczyzna może popełnić samobójstwo.

Zobacz wideo Pielgrzymowo. Policja zatrzymała podejrzanego o zabójstwo sprzed 15 lat

Wrocław. Policyjne nagranie powstało przez przypadek 

Łukasz zmarł na kilkanaście godzin po policyjnej interwencji. - Mając na uwadze interes i dobre imię policji - postanowiliśmy upublicznić nagranie z kamery nasobnej policjanta, który był jednym z funkcjonariuszy interweniujących w stosunku do zmarłego Łukasza [Łągiewki - red.] - mówił podczas konferencji rzecznik komendanta głównego policji insp. Mariusz Czajka. 

Jak wynika z ustaleń tvn24.pl, nagranie powstało przez przypadek, potwierdziły to zarówno źródła we wrocławskiej, jak i centralnej policji. Funkcjonariusz, który rozpoczynał interwencję, był przekonany, że wyłącza kamerkę, tymczasem ją włączył. W momencie gdy wszedł do mieszkania 29-latka, chciał natomiast włączyć kamerę, rzeczywiście ją jednak wyłączył. 

Komisja Administracji i Spraw WewnętrznychW Sejmie o śmierci trzech mężczyzn po interwencji policji. "To skandal"

Wobec ustaleń tvn24.pl pojawia się kolejne pytanie - dlaczego policjant chciał wyłączyć kamerkę? Jak wynika z relacji funkcjonariuszy, z którymi rozmawiał portal, wynika to z dużej nieufności wobec przełożonych, którzy mogą wykorzystać każdy błąd do postępowania dyscyplinarnego lub karnego. - A trudno nie popełnić żadnego błędu w gorącej interwencji, często pełnej agresji i emocji - tłumaczyli. 

Dodatkowo nie istnieją żadne wewnętrzne przepisy, które regulowałyby kwestię tego, kiedy policyjna kamerka powinna być włączona, a kiedy nie jest to konieczne. Warto zauważyć, że na szeroką skalę kamerki testuje się w policji od 2015 roku.

Wrocław. Nagranie z interwencji wobec Łukasza Łągiewki

Insp. Mariusz Ciarka podczas wrześniowej konferencji przyznał, że upublicznienie filmu z sierpniowej interwencji wobec 29-letniego Łukasza Łągiewki, jest dużym przeżyciem. - Jednak nie możemy pozwolić na obrażanie polskich policjantów i wprowadzanie opinii publicznej w błąd - dodał. 

- W tym filmie chcemy wykazać, że na miejscu byli umundurowani policjanci. Na miejscu był także nóż. Nawet nie jeden, bo na miejscu mamy bardzo widoczny nóż o długości ostrza około 20 cm, a w tle widzimy też drugi nóż - mówił Ciarka. Jednocześnie zastrzegł, że nikt nie ingerował w nagranie - zamazane zostały jedynie twarze osób postronnych i policjantów, ukryto także szczegóły, które mogłyby pozwolić na identyfikację mieszkania. 

Blok na Psim Polu, w którym mieszkał zmarły Łukasz ŁagiewkaSiostra 29-latka z Wrocławia: Uderzali pałkami na oślep, była szarpanina

- Przypominam, że to, co widzimy na filmie, poprzedzały wielominutowe czynności wykonywane przez strażaków. Co więcej, przed interwencją rodzina próbowała nawiązać kontakt z Łukaszem, co się ostatecznie nie udało. Zgłoszenie, które otrzymaliśmy, mówiło o bezpośrednim zagrożeniu związanym z próbą samobójczą. Trzeba było więc bardzo szybko dostać się do mieszkania, ponieważ mężczyzna mógł stanowić zagrożenie dla siebie, jak i dla innych osób. Nie jest prawdą, że nie mógł sobie zdawać sprawy z obecności policjantów. Jak można było nie rozpoznać umundurowanych strażaków i policjantów? - przekonywał rzecznik. 

Według rodziny mężczyzna miał być wielokrotnie uderzany pałkami. - Na tym filmie absolutnie niczego takiego nie widać. To była walka z drzwiami, by szybko dostać się do mieszkania i przekazać mężczyznę obecnym na miejscu ratownikom. Pałka była wykorzystywana tylko w jednym celu - by wytrącić nóż z ręki mężczyzny, którym atakował on policjantów - relacjonował.

Śmierć Łukasza Łągiewki 

Z relacji rodziny 29-latka wynikało, że mężczyzna cierpiał na depresję. Jego stan miał ulec pogorszeniu po śmierci psa. - Zamknął się w domu. Po prostu był chory, depresja jest chorobą. Nie wiedzieliśmy co robić, bo to jest dorosły chłopak, prawnie nie byliśmy w stanie nic zrobić. Nie chciał nam otworzyć drzwi, martwiliśmy się. Zaczął nam pisać niepokojące SMS-y. Wezwaliśmy policję - opowiadała podczas konferencji prasowej siostra 29-latka z Wrocławia. 

Policji ostatecznie udało się wejść do mieszkania Łukasza. Następnie funkcjonariusze obezwładnili mężczyznę i przekazali go ratownikom medycznym. Po kilku godzinach okazało się, że mężczyzna nie żyje

Rodzina zmarłego Łukasza oskarża policję o śmierć 29-latka. - Wielu z państwa ma dzieci, pytanie, czy chcielibyście siedzieć na moim miejscu? Zapewne nie. Zadzwoniłem na 112 po pomoc dla mojego syna. A przyjechali bandyci, na moich oczach go katowali, bili. A potem zamiast pomocy psychologicznej policja sprawdzała, czy nie jesteśmy patologiczną rodziną. Czy mamy niebieską kartę? Czy tak działa policji? - pytał Artur Łągiewka, ojciec Łukasza podczas sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych dotyczącej śmierci trzech mężczyzn po interwencji policji w woj. dolnośląskim - 29-letniego Łukasza Łagiewka, 25-letniego Dmytra Nikiforenki oraz 34-letniego Bartosza Sokołowskiego.

- Z chęcią bym się z kimś skonfrontowała z kimś drugiej strony, ale niestety nikt mi tego nie umożliwia. [...] Policja nas powinna chronić, a oni chronią tylko siebie. [...] Na moich oczach bili go pałkami aż skórę przecinało. [...] Ja w takim kraju nie chcę żyć - mówiła Wiktoria Łągiewka, siostra Łukasza.

Więcej o: