Dziennikarz "GW" wydał oświadczenie. "Musiałbym być idiotą, żeby z domowego adresu IP wysyłać groźby"

Dziennikarz "Gazety Wyborczej" Piotr Bakselerowicz wydał oświadczenie, w którym stanowczo zaprzecza, jakoby wysyłał groźby karalne do kogokolwiek. Przed południem do jego mieszkania weszła policja, która zarekwirowała jego komputery i telefon. Z adresu IP dziennikarza miały być wysłane groźby do zielonogórskiego posła PiS.

Oświadczenie dziennikarza "Gazety Wyborczej" - cały tekst dostępny TUTAJ

Do mieszkania dziennikarza "Gazety Wyborczej" w Zielonej Górze weszła policja z poleceniem przeszukania i odebrania komputerów. Funkcjonariusze nie mieli nakazu prokuratorskiego, ani postanowienia sądu. Powodem odebrania sprzętu miało być wysłanie z adresu IP dziennikarza pogróżek do posła PiS Jerzego Materny. Postępowanie koordynuje Komenda Stołeczna Policji.

Około godziny 18 "Wyborcza" opublikowała oświadczenie Piotra Bakselerowicza, który wyjaśnił, że od razu wydał policjantom router, prywatny komputer i prywatny telefon, ponieważ nie ma nic do ukrycia. Postanowił jednak skonsultować się z przełożonymi, gdy funkcjonariusze chcieli zabrać też komputer służbowy, bo właścicielem urządzenia jest spółka Agora. 

Dziennikarz podkreślił, że nie jest podejrzany, ani oskarżony w sprawie. Został jedynie przesłuchany w charakterze świadka. 

Nigdy w swoim życiu nie wysyłałem gróźb karalnych do nikogo, w tym polskich parlamentarzystów. Musiałbym być osobą nie tylko pozbawioną kręgosłupa moralnego, lecz także skończonym idiotą, by z domowego adresu IP, którego nie ukrywam (można to zrobić, korzystając z odpowiedniego oprogramowania), wysyłać groźby karalne do kogokolwiek, a już zwłaszcza osób publicznych, w tym przedstawicieli partii rządzącej

- napisał Bakselerowicz.

"Jasne oświadczenie naszego dziennikarza Piotra Bakselerowicza wobec prowokacji, którą ktoś wobec niego przygotował. Nie ma zgody na zabieranie komputera bez nakazu, nie ma zgody na naruszanie tajemnicy dziennikarskiej!" - napisał z kolei Mikołaj Chrzan, wicenaczelny "Gazety Wyborczej" i szef redakcji lokalnej dziennika.

Jak poinformował Onet, Jerzy Materna po otrzymaniu maila zgłosił sprawę marszałkini Sejmu Elżbiecie Witek, a ona poinformowała o tym policję. - Byłem zszokowany, pierwszy raz w życiu dostałem tak mocne groźby. (...) Żadnej ochrony nie chcę, ale przyznam, że przez pierwszą godzinę byłem zszokowany - powiedział Onetowi Materna.

Nadawca wiadomości groził posłowi mordem "w imię sprawiedliwości". 

Zobacz wideo Mariusz Kamiński przemawiał w Sejmie. Opozycja: Gdzie są dzieci?!
Więcej o: