"Raport znad granicy". "Ktoś kładzie Radżiemu dłoń na głowę, trzęsie się z zimna. To jest chory człowiek"

"Na granicy uwięzione są dzieci", "Irańczycy od sześciu dni błąkali się po lesie. Byli przemarznięci i głodni", "Dwuletnie miało tak płytki oddech, że kilkakrotnie upewnialiśmy się, czy żyje" - to niektóre z relacji aktywistów, którzy pomagają migrantom przy granicy Polski z Białorusią. W naszym codziennym raporcie informujemy o obecnej sytuacji na miejscu.

Wprowadzony przez rząd stan wyjątkowy na granicy polsko-białoruskiej wyklucza działalność mediów. Przepisy dopuszczają swobodne poruszanie się tam osób i podmiotów świadczących szereg usług i prowadzących działalność gospodarczą - z wyłączeniem dziennikarzy i organizacji społecznych. 

W związku z tym postanowiliśmy stworzyć "Raport znad granicy". Będą to codziennie aktualizowane informacje dotyczące bieżącej sytuacji na granicy uzyskane od aktywistów praw człowieka, mieszkańców terenu objętego stanem wyjątkowym, a także od przedstawicieli instytucji samorządowych. 

Zobacz wideo "Boję się, że jak zaczną kosić kukurydzę, znajdzie się mnóstwo martwych migrantów". Reportaż z granicy

15.10.2021

Grupa Granica udostępniła na Twitterze wpis jednego z użytkowników. "Dzwonił kolega z Białowieży. Rzekł - nie daję rady, żyjemy w jakimś obozie koncentracyjnym, nie umiem tego unieść, chcą bym był wspólnikiem, mam nie pomagać, jak ja będę z tym żył? 3 lata za pomaganie, ale jest i 3 za nieudzielenie pomocy. Idą setki przez bagna, są tak temperatury do -7 w nocy. Wilgoć, wiem, że wiesz, ale ty i ja siedzimy w ciepłych domach, nigdy nie nocowaliśmy w mroźnym bagnie. Koleżanka przyjęła na noc - tu w zonie - nigdy nie widziała takich stóp u dzieci, bez czucia. Boję się pójść do lasu, bo myślę, że zobaczę trupa" - pisze jeden z użytkowników portalu społecznościowego.

"Ledwie skończył się zimny poranek i jeszcze mroźniejsza noc. Ludzie z Fundacji Ocalenie idą przez las, znajdują 7 osób, ułożonych pod foliami ratunkowymi na ziemi. Wśród nich są bracia. Jeden z rozciętą drutem kolczastym twarzą, drugi jakby w letargu, oparty o sosnę. Ukrywali się w lesie od przeszło tygodnia" - czytamy na profilu facebookowym Salam Lab".

"Radżi siedział nieruchomo, unikał zbędnych ruchów, oszczędzał siły. Chłód wyczerpał jego organizm. Zapytali o antybiotyki, wiedzieli, że chorują. Nikt nie może podać im leków, to mógłby zrobić tylko medyk. Po polskiej stronie przy życiu mogłaby utrzymać ich pomoc: medyczna, humanitarna, prawna. W przypadku push-backu, cofnięcia na Białoruś, będą dalej bici i pędzeni przez drut do Polski. Ktoś kładzie Radżiemu dłoń na głowę, trzęsie się z zimna, choć czuje, że się poci. To jest chory człowiek. Jeszcze raz pytają o lekarstwa. Dostają ciepłe rzeczy oraz jedzenie. I uścisk drugiego człowieka. Ten najsłabszy patrzy się pusto w las. Zostanie tam na noc" - czytamy dalej.

"Przymykaliśmy oko, gdy to się działo w odległej Birmie, Afganistanie czy Syrii. Nie myśleliśmy o ludziach, którzy topili się w Morzu Śródziemnym czy Egejskim. Dziś ludzie, również ci mali, umierają i cierpią na Podlasiu. (...) Tu nie chodzi o politykę, o sondaże, o kampanie polityczne. Tu naprawdę chodzi teraz wyłącznie o życie ludzi. Nie ma żadnego celu, który uzasadniałby takie traktowanie żadnego człowieka, żadnego stworzenia. Nikt nie zasługuje na śmierć z zimna w lesie" - pisze dziennikarz Karol Wilczyński.

13.10.2021

"Ahmad jest piosenkarzem z Syrii. Od 18 dni jest w lesie, przepychany przez granicę PL-BY. Jest już tak słaby, że bez wsparcia nie ma szans na przeżycie. Z wycieńczenia trafił do polskiego szpitala, z którego Straż Graniczna wyrzuciła go z powrotem do lasu. Ahmad prosi nas o azyl" - podaje Grupa Granica.

12.10.2021

Fundacja Ocalenie w poniedziałkowym wieczornym wpisie opisała sytuację, do której doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek. Jak relacjonują aktywiści, grupa Kurdów, w tym czworo dzieci, "w obecności strażników granicznych oświadczyła chęć złożenia wniosków o ochronę międzynarodową".

"Straż Graniczna zobowiązała się zabrać ich na placówkę w Narewce i nie wywieźć kolejnych dzieci do lasu. Po tym oświadczeniu wojskowa ciężarówka z naszymi klientami odjechała w stronę strefy stanu wyjątkowego" - czytamy.

Fundacja próbowała ustalić, co stało się z Kurdami.

"Kiedy Straż Graniczna przez telefon utrzymywała, że osoby nadal przebywają w placówce w Narewce, my dostawaliśmy od nich informacje, że są z powrotem prowadzone w las" - napisali aktywiści we wpisie na Facebooku.

Jak przekazali, migranci przysłali im za pośrednictwem smartfona "pinezkę" na mapie, która wskazywała, że Kurdowie znajdują się po białoruskiej stronie granicy. Znajoma dziennikarka Fundacji Ocalenie otrzymała też zdjęcie dzieci i dorosłych siedzących na polanie, co oznaczało, że czekało ich spędzenie nocy w lesie.

11.10.2021

Aktywistka Nina Boichenko przekazała w mediach społecznościowych, że w trakcie jednej z ostatnich nocy pomagała sześcioosobowej rodzinie, w tym czwórce dzieci. Dostarczyła migrantom ciepłe jedzenie, wodę i śpiwory.

"Dzieci leżały przy rodzicach, owiane już wilgotnymi kocami. Wygłodzone i wychłodzone. Leżały w bezruchu. W ciszy" - opisała Boichenko.

"Zaczęłam przebierać najmłodsze dziecko. Nie miało jeszcze roku. Poszło to szybko - wpółprzytomne dziecko łatwo się przewija. Było gorące, zastanawiałam się czy to mi się wydaję, bo mam zimne ręce, czy dziecko ma wysoką gorączkę. Owinęłam go w dodatkowy śpiwór. To samo zrobiłam z każdym kolejnym dzieckiem. Dałam śpiwory dorosłym" - dodała.

Jak przekazała, rodzina była po trzech pushbackach. "Są sparaliżowani ze strachu przed funkcjonariuszami, mówią, że nie przeżyją kolejnego pushbacku, kolejnego zmuszania do przełażenia przez drut kolczasty" - dodała.

Skontaktowaliśmy się z Niną Boichenko z prośbą o więcej informacji. Aktywistka przekazała, że do interwencji doszło poza strefą stanu wyjątkowego, odmówiła jednak podania szczegółów. Tłumaczyła to tym, że nie chciałaby narażać osób, którym udzieliła pomocy.

11.10.2021

W poruszającym wpisie na Twitterze działaczy Grupy Granica relacjonują to, jak wygląda rzeczywistość na polsko-białoruskiej granicy.

"Nasze zespoły bez przerwy wyjeżdżają do słaniających się z zimna i wycieńczenia ludzi. Minusowe temperatury zbierają tragiczne żniwo. Gdzie w tym czasie są służby państwowe? Wyrzucają tych ludzi z powrotem na mróz do lasu. W lasach odbywają się łapanki i szczucie ludzi, którzy znaleźli się w dramatycznej sytuacji. Mieszkańcy miejscowości znajdujących się w strefie mówią ze zgrozą o tym, że nocami słyszą wycie przerażonych dzieci" - czytamy.

"Wszystko odbywa się w wielkiej tajemnicy: zaniesienie zupy do lasu i okrycie zmarzniętego człowieka kocem. Daliśmy się wpędzić w narrację władz o nielegalności niesienia pomocy. Najwyższy czas tą narrację odwrócić. Pomoc jest jedyną moralnie słuszną odpowiedzią w obecnej sytuacji" - dodaje Grupa Granica.

Działacze odnoszą się także do prounijnej manifestacji, która w niedzielę wieczorem odbyła się na placu Zamkowym w Warszawie. Podkreślają, że "w europejskich wartościach nie mieści się szczucie przerażonych ludzi i wywożenie ich na śmierć do lasu". "Pokażmy, że te wartości nie są dla nas tylko frazesami i stańmy w obronie osób na granicy!" - zaznaczają.

10.10.2021

Fundacja Ocalenie w swoim wpisie na Instagramie relacjonuje, że udzialiła pomocy Jemeńczykom. Jeden z nich, jak poinformowano, miał "poranione ręce i głowę". Wszystko dlatego, że mieli być nocą "pędzeni na druty graniczne". Fundacja nie precyzuje, kto miałby być odpowiedzialny za te działania.  

"Jemeńczycy nocą uderzeniami pałek pędzeni na druty graniczne. To nasza pierwsza interwencja dziś (po 3h snu). Poranione drutem żyletkowym ręce i głowa. Nocą, w ciemności, gdy twarz mężczyzny była cała we krwi, reszta bała się, że stracił oko. Na szczęście po przeszkoleniu z Niezależną Grupą Ratowniczą R1 i zdalnej kontroli @medycynagranicy daliśmy radę porządnie opatrzyć rany" - czytamy we wpisie. 

"Zawsze jeździ z nami w teren porządnie zaopatrzona apteczka. Mamy nawet nosze i AED. I za każdym razem, gdy wyjeżdżamy na interwencję mamy nadzieję, że cały ten sprzęt będzie mógł zostać w bagażniku" - dodano. 

 

9.10.2021

Dziennikarz i pisarz Witold Szabłowski w swoim wpisie na Facebooku opublikował zdjęcia butów, które ktoś przekazał organizacji Homo Faber, zajmującej się ochroną praw człowieka.

"Niesamowite jest widzieć, jak ubrania, które zbieramy/zbieracie od wielu już dni, zyskują nowe życie. Na przykład te buty, numer 43. Nie wiem, kto jak trafiły do Homo Faber ani do lasu, na interwencję, w której wziąłem udział. Ale wiem, że dostał je H., uchodźca z Afganistanu, który swoje poprzednie buty miał całkowicie już poszarpane i przemoczone" - napisał Szabłowski.

Z relacji pisarza wynika, że Afgańczyk "jeszcze pół roku temu był studentem w Kabulu i nie spodziewał się, że jesienią będzie spał w mokrych ciuchach, głodny, w zawieszeniu, między Polską a Białorusią". Szabłowski twierdzi, że mężczyzna "już cztery razy był przerzucany przez nasze służby na Białoruś, choć chciał w Polsce złożyć podanie o azyl i - według prawników - miałby duże szanse go dostać".

"W Afganistanie talibowie wydali na niego wyrok śmierci. Białorusini już pięć razy przerzucali go z powrotem do Polski" - dodał dziennikarz. Zaapelował jednocześnie o "małe okruchy dobra", jak herbata, ciepłe buty czy powerbank.

8.10.2021

Dwie kurdyjskie rodziny (czworo dorosłych i dwójka małych dzieci), które znaleziono w środę koło granicy z Białorusią nadal nie otrzymały w Polsce azylu, o który proszą.  

Jak wynika z informacji Fundacji Ocalenie, imigranci najpierw trafili do placówki Straży Granicznej w Michałowie. Z placówki przewieziono ich do Dubiczy Cerkiewnych, gdzie cały dzień czekali na rozpoczęcie czynności przyznania im ochrony międzynarodowej.

Pełnomocniczka uchodźców informuje, że opóźnienie związane z wszczęciem procedur SG usprawiedliwia "brakiem tłumacza". Fundacja ma obawy, że rodziny zostaną wywiezione na linię graniczną. 

8.10.2021

Medycy Na Granicy informują: "Zespół niedawno wrócił z akcji ratowniczej. Wezwała nas jedna z organizacji pomocowych do oceny i pomocy medycznej grupie, w której znajdowały się kilkuletnie dzieci. Pomocy udzielaliśmy poza strefą stanu wyjątkowego. Nie naruszyliśmy jej też w drodze do poszkodowanych. Nasz ambulans został skontrolowany przez służby państwowe. Funkcjonariusze nie zgłosili do niego zastrzeżeń. Nie utrudniali nam przejazdu ani pracy. Mikołaj, Kuba i Ania pracowali przez prawie całą noc".

W okolicy granicy polsko-białoruskiej jest również Witold Szabłowski. Reporter zamieścił na Facebooku relację z pierwszej interwencji, w której brał udział. "Nie możemy w żaden sposób pomagać im [migrantom - red.] w wędrówce, ani ponieść plecaka, ani nic. Możemy jedynie nakarmić, napoić, opatrzeć, poinformować o sytuacji prawnej, powiadomić służby" - podkreślił. Dodał też relację migrantów: "Grają nami, jak piłką. Wasi odsyłają nas na Białoruś, a Białorusini biją i odsyłają z powrotem. Teraz piąty dzień i piątą noc jesteśmy w lesie i nie mam pojęcia, co możemy zrobić. Trzy dni nie jedliśmy nic. Potem znaleźli nas wolontariusze z wodą i jedzeniem, dziś dzięki Bogu jesteście wy, ale co będzie dalej? Nawet boję się pomyśleć" - czytamy.

8.10.2021

Mieszkańcy przygranicznej gminy Michałowo zorganizowali punkt pomocy migrantom. O możliwości ogrzania się, zjedzenia posiłku i otrzymaniu ciepłych ubrań informują rozwieszone przy granicy plakaty. Punkt zorganizowano w remizie Ochotniczej Straży Pożarnej.

OSP zorganizowała również zbiórkę pieniędzy na "ogrzewalnię". "Potrzebującym zapewniony zostanie ciepły posiłek, niezbędne ubranie, obuwie, koc" - informują ochotnicy.

LINK DO ZBIÓRKI TUTAJ

7.10.2021

O godz. 8:00 Medycy Na Granicy rozpoczęli pierwszy dyżur:

Anna Dąbrowska, prezeska Homo Faber, opisuje historie uchodźców. "A. to miastowa, afgańska dziewczyna. Ma takie marzenie, żeby znów usiąść w sali wykładowej. Zacząć się uczyć. Pożyć trochę. Ma 20 lat. Boi się kolejnej nocy. Poznajcie też H. Siedzi tuż obok. To łagodny, młody chłopak o jasnym spojrzeniu. Ma 26 lat. W szkole był prymusem, więc dostał stypendium, dzięki któremu skończył informatykę. Zna sześć języków. Mówi spokojnym, cichym głosem" - czytamy w relacji.

"Dla niego i jego rodziny historia Afganistanu to powtarzająca się opowieść o ucieczce. Dziś, po wycofaniu się Amerykanów, ucieka kolejne pokolenie. Czterokrotnie polska Straż Graniczna wywoziła go na granicę i zmuszała do przejścia na białoruską stronę. Wciąż wierzy w lepszy świat" - dodaje Anna Dąbrowska.

O sytuacji na granicy mówiła również Marta Górczyńska, prawniczka zajmująca się ochroną praw człowieka z Grupy Granica. - Coraz więcej osób z terenów przygranicznych odzywa się do organizacji takich jak nasza i pyta się, co mogą zrobić, jak mogą pomóc, czy możemy ich wyposażyć w jakieś niezbędne rzeczy, które mogliby wozić ze sobą w samochodach, żeby ewentualnie przekazywać je tym, którzy potrzebują pomocy. To są osoby, które widzą na swoich polach, w lasach, do których wybierają się na spacery, ludzi, którzy są przemęczeni, którzy są głodni, którzy potrzebują podstawowej pomocy. I nie pozostają obojętni na to. Niestety ta retoryka prowadzona przez rząd, mówienie o tym, że są to osoby niebezpieczne, które mogą nam zagrażać, też zrobiła swoje i na pewno wiele osób boi się wchodzić z tymi osobami w kontakt czy udzielać im pomocy - powiedziała na antenie TVN24. Zdaniem Górczyńskiej jest jednak coraz więcej osób, które angażują się w pomoc, tak za pośrednictwem Grupy Granicy, jak i na własną rękę.

- Mówimy o kryzysie humanitarnym. Bardzo byśmy nie chcieli w pewnym momencie mówić o katastrofie humanitarnej, a w tę stronę zmierzamy. Jeśli nie zapewnimy natychmiastowej pomocy tym wszystkim osobom, one będą za chwilę zmuszone do koczowania w lesie w temperaturach poniżej zera w warunkach - mówiła prawniczka. - Moje pytanie jest takie: jaki rząd ma na to plan? Czy my tych ludzi faktycznie zostawimy w lesie i nadal będziemy przepychać ich na drugą stronę granicy w takich warunkach, czy jednak zorientujemy się, że mamy do czynienia z poważnym kryzysem, w którym liczy się przede wszystkim zdrowie i życie ludzkie i należałoby je ratować. Mamy do tego odpowiednie narzędzia, mamy środki. Przecież możemy tam nieść pomoc medyczną, ogrzewane namioty, udzielać schronienia tym osobom, które znalazły się w tej sytuacji zupełnie bez wiedzy, jak ona się skończy. A w drugiej kolejności powinno się wobec każdej takiej osoby wszcząć odpowiednie procedury i zdecydować, co z taką osobą dalej: czy kwalifikuje się do uzyskania ochrony, czy nie i w związku z tym dużo humanitarniej będzie odesłać te osoby do kraju ich pochodzenia, niż skazywać je na śmierć z wychłodzenia - stwierdziła Marta Górczyńska.

7.10.2021

"Trzy osoby z Iraku były w drodze przez 15 dni. Spały pod gołym niebem, na ziemi, a idąc starały się omijać bagna. Spotkaliśmy je pierwszy raz tydzień temu. Daliśmy suche ubrania i jedzenie, a nasza prawniczka postarała się o skompletowanie dokumentów potwierdzających, że chcą starać się w Polsce o ochronę. Do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wysłaliśmy prośbę o interim dokument, który zobowiązałby Polskę do niewydalania ich do Białorusi - relacjonuje Homo Faber, która wchodzi w skład Grupy Granica. Pozytywna odpowiedź przyszła już następnego dnia, ale organizacja straciła kontakt z migrantami, którzy zostali "wypchnięci" na Białoruś.

Homo Faber informuje, że ponownie udało się nawiązać kontakt z tymi migrantami. "Teraz nie tylko w naszej obecności, ale też przy kamerach mediów proszą Polskę o azyl. Irakijczycy zostali przewiezieni do placówki Straży Granicznej, która została już przez nas poinformowana o zarządzeniu Trybunału. O sprawie został także poinformowany RPO i UNHCR. Podejmujemy starania, żeby wobec Irakijczyków zostały wszczęte odpowiednie procedury azylowe" - dodaje.

Jarmiła Rybicka z Grupy Granica przekazuje, że dwóch uchodźców z Jemenu, do których wezwano karetkę, trafiło do szpitala. "Niestety dziewięć uchodźców i uchodźczyń z Konga, którym udzieliliśmy pomocy, nie miało tyle szczęścia - zostali wywiezieni do granicy z Białorusią. Codziennie rozmawiamy z osobami z Syrii, Iraku, Afganistanu, Jemenu, których stan zdrowia jest krytyczny i potrzebują natychmiastowej pomocy. Wiele rodzin doświadczyło wywózek organizowanych przez polską Straż Graniczną wielokrotnie" - informuje.

6.10.2021

"KOLEJNE DZIECI W MICHAŁOWIE" - zaalarmowała Fundacja Ocalenie w środę wieczorem. "Mir jutro ma pierwsze urodziny. Będzie je obchodził bezpiecznym miejscu, czy w lesie na pograniczu? Razem ze swoją trzyletnią siostrą i czwórką dorosłych uciekli z Iraku, chcą prosić w Polsce o ochronę. Przeżyli już jedną wywózkę. Od 10 dni spali w lesie na gołej ziemi. Dzieci są poprzeziębiane odkąd spędziły kilka godzin pod gołym niebem w deszczu. SG jest na miejscu. Mówią, że zabiorą ich do placówki w Michałowie. Czy wywiozą kolejne dzieci do lasu?" - piszą aktywiści.

Wcześniej podsumowali też akcje pomocowe z całego tygodnia.

Udało nam się dotrzeć na miejsce w 8 przypadkach apeli o pomoc. W sumie spotkaliśmy 44 osoby (w tym 8 dzieci) z Iraku (w tym irackiego Kurdystanu), Jemenu, Syrii i Iranu.
Wiemy na pewno, że 18 z tych osób (w tym 5 dzieci) zostało przez polskich funkcjonariuszy wypchniętych z powrotem na granicę.
 4 osoby przebywają w Polsce w ośrodku/szpitalu.
Los 22 osób pozostaje nieznany.
Dostajemy codziennie informacje o kolejnych osobach potrzebujących pomocy. Niestety znaczna część jest już po wywózce na białoruską stronę granicy. Osoby pobite, chore, głodujące od kilku dni, spragnione, zmarznięte i wystraszone. Kontaktują się z nami zrozpaczeni rodzice, siostry, bracia, przyjaciele, którzy stracili kontakt ze swoimi bliskimi przebywającymi na pograniczu.
W weekend temperatura w nocy na Podlasiu spadnie poniżej 0 stopni

- wskazano.

6.10.2021

Ruszyła zbiórka dla medyków, którzy chcą jechać na granicę polsko-białoruską pomagać migrantom. "Pojedziemy na miejsce, zbadamy, udzielimy pierwszej pomocy i zdecydujemy, czy jest potrzebna hospitalizacja. O naszej obecności zostaną poinformowane dyspozytornia i lokalne szpitale. Chcemy wspomóc regionalny system ratownictwa medycznego" - podkreślają medycy. "Pierwszy dyżur od jutra rano" - dodają.

LINK DO ZBIÓRKI

Na co zostaną przeznaczone pieniądze? Medycy Na Granicy informują:

  • potrzebujemy kupić leki i brakujący sprzęt. Musimy być przygotowani na udzielenie pomocy osobom w hipotermii, z urazami, infekcjami, zaostrzeniami chorób przewlekłych. Dorosłym i dzieciom;
  • potrzebujemy stworzyć możliwie bezpieczne warunki pracy dla zespołu: zakwaterowanie i wyżywienie, zwrot kosztów dojazdu, ubezpieczenie;
  • potrzebujemy dobrej łączności z wolontariuszami organizacji pomocowych, zespołami ratownictwa, tłumaczami;
  • potrzebujemy tankować karetkę;
  • większość z nas jedzie na granicę jako wolontariusze, ale nielicznym z nas sytuacja finansowa na to nie pozwala. Żeby pojechać zrezygnują z dyżurów w innych placówkach - częściowo zwrócimy im utracone zarobki.

5.10.2021

"Organizacje pomocowe przekazały nam dziś, że sytuacja poza strefą stanu wyjątkowego się pogarsza. Wszystko wskazuje na to, że w ciągu kilkunastu-kilkudziesięciu godzin ruszymy naszym zespołem na granicę. Dziś wieczorem ruszy zbiórka publiczna" - napisali na Twitterze Medycy Na Granicy, zrzeszający grupę lekarzy, pielęgniarek i ratowników.

W większości swoich wpisów medycy podkreślają, że wiedzą, jak wielkie cierpienie muszą znosić uchodźcy na granicy, dlatego też są gotowi w każdej chwili wyruszyć im na pomoc. Na pozwolenie czekają już kilka dni.

Medycy podkreślają, że są całkowicie apolityczni, a ich cele są humanitarne. Dodają też, że to w kompetencji organów państwowych mieści się ustalenie sytuacji życiowej czy zamiarów uchodźców. 

 

5.10.2021

Grupa Granica, która pomaga migrantkom i migrantom uruchomiła zbiórkę pieniędzy. "Grupa Granica niesie pomoc uchodźcom, którzy utknęli w tym koszmarnym zaklętym kręgu między jedną i drugą stroną płotu z drutu żyletkowego. Spotykamy często wyczerpane osoby, którym przekazujemy jedzenie, picie, ciepłe ubranie. Wysłuchujemy ich historii. Dokumentujemy ich losy i w miarę możliwości śledzimy ich dalszą drogę, oferując - tam, gdzie to możliwe - pomoc prawną. Czasami nasze interwencje ratują życie" - czytamy we wpisie.

LINK DO ZBIÓRKI TUTAJ

Zebrane pieniądze zostaną przeznaczone m.in. na:

  • jedzenie i najpotrzebniejsze rzeczy przekazywane uchodźcom przy granicy,
  • koordynację działań monitoringowych,
  • pracę psychologów i prawników,
  • sprzęt potrzebny w pracy,
  • przejazdy,
  • wydruki materiałów informacyjnych,
  • codzienną pracę tych, co w terenie i tych, co przy biurkach,
  • nieprzewidziane wydatki spowodowane rozwojem wydarzeń.

Zbiórka została zweryfikowana przez Helsińską Fundację Praw Człowieka.

5.10.2021

Trzech uchodźców z Iraku, odnalezionych w ostatnich godzinach w Puszczy Białowieskiej, przebywa obecnie w ośrodku Straży Granicznej w Białowieży. Jak przekazała nam Jarmiła Rybicka z Grupy Granica, rzecznik oddziału SG miał zobowiązać się do tego, że straż uszanuje wystawiony przez Europejski Trybunał Praw Człowieka dokument tymczasowo zobowiązujący Polskę do niewydalania tych osób na Białoruś.

- W stosunku do tych osób zostanie wszczęta procedura azylowa - mówi Jarmiła Rybicka.

"Płakaliśmy ze wzruszenia" - komentowała działaczka w mediach społecznościowych.

4.10.2021

Grupa Granica i towarzyszący im reporter OKO.press Maciek Piasecki odnaleźli w lasach w strefie przygranicznej grupę osób z Iraku. Zadeklarowali oni chęć ubiegania się w Polsce o status uchodźcy. Po czasie pojawiła się tam Straż Graniczna. Irakijczyków zabrano w stronę placówki SG w Białowieży. Aktywiści chcieli im towarzyszyć by upewnić się, że nie dojdzie do push-backu. Jednak Białowieża znajduje się w strefie stanu wyjątkowego i ani aktywiści, ani dziennikarz nie mogli tam pojechać.

Fundacja Ocalenie opisuje na Instagramie relację mężczyzny z Iraku. "Dwie godziny szukaliśmy go na mokradłach. Sam uciekał z Iraku. Opowiadał, że był szczuty psami i bity (także w głowę przez białoruskich funkcjonariuszy). Skarżył się na ból w klatce piersiowej, był przemoczony, spragniony i głodny. Kiedy zaczął się przebierać w suche ubrania od nas, przewrócił się. Miał objawy wskazujące na możliwość rozpoczynającego się zawału" - czytamy w opisie fundacji. "Na szczęście - piszą aktywiści - przyjechała karetka. Medycy zbadali go i zarządzili, że mamy mu pomóc dojść do ambulansu". Niedługo później miała przyjechać Straż Graniczna. "Teraz jest w szpitalu, mamy nadzieję, że będzie zdrowy i bezpieczny" - czytamy.

 

3.10.2021

"Najwięcej interwencji jest w nocy. Nocą robi się zimno i jeszcze trudniej przetrwać. Pod osłoną nocy łatwiej przekazać pomoc. Nocami nie śpimy. Tylko ten weekend to prośby o pomoc dla 143 osób. Potrzebujący pochodzą z Iraku, Syrii, Jemenu, Konga, Indii, Nigerii. Wyjechaliśmy na 8 interwencji. Najmłodsza osoba, której przekazaliśmy jedzenie, nie ma nawet pół roku. Inna osoba choruje na cukrzycę i nie ma ze sobą leków. Sytuacja przy granicy jest dramatyczna" - pisze Stowarzyszenie Nomada. 

Działacze informują, że najwięcej próśb o pomoc dostają z terenu, do którego nie mogą dotrzeć. Za kilka dni ma być gotowy raport, ukazujący skalę kryzysu na granicy. 

Jedną z interwencji opisał też Karol Grygoruk. "Grupa obudziła Ahmeda, który najlepiej mówił po angielsku. Razem z rodziną próbowali już 9 razy. Nie mogli uwierzyć, że jesteśmy z Polski. 'Polacy dzwonią na policję. Wtedy wyrzucają nas za płot i biją. Straciliśmy paszporty przy jednej z prób. Teraz nie wiemy, co z nami będzie'. Gdy opowiadałem o grupach, które organizują pomoc w miastach i na granicy, załamał mi się głos. Na nagraniu, które odsłuchuję, zapada cisza. Coś poruszyło się w krzakach. Wszyscy zamarliśmy bez ruchu. Ahmed trząsł się z zimna i strachu. Obejmowałem chłopaka, którego twarzy nie mogłem dostrzec w pełnej ciemności" - pisze fotograf. 

Z kolei inicjatywa Rodziny bez granic opublikowała list, którym próbują dotrzeć do sumień matek i ojców, którzy są rodzicami, a jednocześnie odpowiadają za ważne decyzje w naszym kraju. "Jeśli politycy nie potrafią ich zobaczyć, to my im pomóżmy, przypomnijmy im, że też mają dzieci i wnuki. Przypomnijmy, że nasi przodkowie też nieraz musieli uciekać i ktoś im wtedy pomógł. Pokażmy, że żadne polityczne podziały nie są ważne, jeśli mówimy o oddechu, o błysku oka, o cieple ciała konkretnego dziecka. Trzeba natychmiast wpuścić organizacje humanitarne do strefy stanu wyjątkowego i zaprzestać wywózek uchodźców do lasu" - czytamy.

By do nich dotrzeć przedzieraliśmy się przez gęsty las i szliśmy przez błotniste pola. Nie wiedząc czy ich w ogóle znajdziemy, nie zabraliśmy suchych ubrań. Jedna z aktywistek zdjęła swoje legginsy i oddała je przemarzniętej starszej kobiecie. Resztę odzieży zostawiliśmy w pobliskim lesie. Nie wiem czy do nich dotarli. Nie mogliśmy zaprowadzić całej siódemki w umówione miejsce. Pomagając popełnilibyśmy przestępstwo. Zostawiliśmy ich w lesie. Samych. Ukrywających się przed ludźmi w mundurach którzy na nich polują.

Sherujcie posty. Czytajcie. Informujcie. Działajcie.

2.10.2021

Anna Alboth z Grupy Granica opisała na Facebooku jedną z interwencji, którą przeprowadziła z nocy z piątku na sobotę. Alboth opisała, jak aktywiści chodzą nocą po lesie i polach, by znaleźć i pomóc wycieńczonym migrantom. Tym razem siedmioosobowa grupa leżała w lesie na mokrej ziemi. Migranci zostali nakarmieni ciepłą zupą i czekoladą, opatrzono im rany. Przekazano im również ciepłe skarpety, powerbanki, folię termiczną i leki.

Działaczka za pomocą Google Translate rozmawiała z trzema Syryjkami - 13-letnią Aber, 20-letnią Sanną i 50-letnią Fatamą. "Rozpłakały się, jak usłyszały, że jesteśmy z Polski. Przytulałyśmy się i płakałyśmy. Do tej pory Polacy to ci, którzy dzwonili po policję i ci, którzy brutalnie wywozili je na Białoruś. Nie mają już nic" - opisała.

"Przerażone oczy wygłodzonych ludzi w lesie, w którym w przyszłym tygodniu temperatura spadnie poniżej zera. Tak, to jest ten moment, żeby zapobiec zbiorowej mogile na Podlasiu. Tylko teraz" - napisała Alboth.

Tymczasem lekarze nie ustają w próbach nakłonienia MSWiA, by pozwolono im wjechać do strefy objętej stanem wyjątkowym. "Domagamy się zmiany tej decyzji. Wychłodzeni, głodni i przerażeni imigranci oraz uchodźcy (w tym ciężarne kobiety i dzieci) uwięzieni są przygranicznych lasach. Umierają z zimna i głodu. Potrzebują pilnej pomocy medycznej. Wpuścić medyków na granicę!" - piszą Medycy na Granicy.

2.10.2021

Fundacja Ocalenie informuje, że minionej nocy aktywiście przeprowadzili przy granicy dwie interwencje. "Kiedy Dorota i Piotrek czekali na kurdyjską grupę z małymi dziećmi, Marta pojechała do Irańczyków. Irańczycy od sześciu dni błąkali się po lesie. Byli przemarznięci i głodni. Na miejsce bardzo szybko dojechała policja. Na ściągniętą przez nich Straż Graniczną trzeba było poczekać" - przekazuje organizacja. Jak dodaje, "z pomocą tłumaczki Oli na telefonie" udało się chwilę porozmawiać z uchodźcami.

"W tym czasie 10 osób z Irackiego Kurdystanu (dwie kobiety, pięciu mężczyzn, troje dzieci w wieku 2, 4, 5) spotkały się z nami w innym miejscu. Czekaliśmy na nich długo, bo jedno z dzieci straciło przytomność po drodze. Z przemokniętymi, zziębniętymi, przerażonymi pięcioletnim chłopcem i czteroletnią dziewczynką z początku nie było kontaktu. Zaczęliśmy je ogrzewać. Dwuletnie dziecko z porażeniem mózgowym i epilepsją od sześciu dni nie zażyło lekarstw. Tyle właśnie dni snuli się po lasach. Jedna kobieta z problemami z sercem, przemarznięta, była tak słaba, że nie była w stanie nawet siedzieć" - informuje Fundacja Ocalenie. Jak podkreśla w komunikacie w mediach społecznościowych, pierwsze jedzenie, podane przez aktywistów, migranci zwymiotowali. Dopiero kolejny posiłek przyjęli normalnie. "Widok pomarszczonych od wielu dni w wilgoci stópek malutkich dzieci - przerażający. Dwuletnie miało tak płytki oddech, że kilkakrotnie upewnialiśmy się, czy żyje" - informuje.

Od Irańczyków odebrano pełnomocnictwa - wszyscy oni uznali, że chcą w Polsce prosić o ochronę międzynarodową. Również od Kurdów aktywiści zebrali pełnomocnictwa. Później dojechała do nich Straż Graniczna oraz karetka. "Dostaliśmy pochwałę od SG za pomoc tym ludziom. A potem powiedzieli, że niepotrzebnie wzywaliśmy karetkę, bo teraz będą dłużej siedzieć na chłodzie. Odgrywali teatr, mówiąc, że teraz muszą ich zabrać i robić swoje, ale że zabiorą ich do placówki w Kuźnicy, a nie do lasu. Irańczyków SG zapakowała do samochodów i powiedziała, że zabiorą ich również do placówki w Kuźnicy" - przekazała Fundacja Ocalenie.

Dwoje dzieci i dwoje dorosłych przewieziono do szpitala. Reszta grupy kurdyjskiej - dziecko i pięcioro dorosłych - zostało zabranych, jak podała Straż Graniczna, do Kuźnicy. "Kuźnica jest w strefie [objętej stanem wyjątkowym - red.]. Nie byliśmy w stanie jechać za nimi. Kilka godzin później dostaliśmy dwie pinezki. Obie z okolic Kuźnicy. Obie po stronie białoruskiej" - podsumowała wpis organizacja.

 

1.10.2021

"Na granicy uwięzione są dzieci. To one są obecnie najbardziej bezbronnymi ofiarami politycznej potyczki prowadzonej na naszych granicach" - przekazuje nam Grupa Granica.

"32 imigrantów (w tym czworo dzieci - przyp.red) od siedmiu dni jest uwięzionych na polsko-białoruskiej granicy. Rodziny z dziećmi są w sytuacji zagrożenia życia" - te informacje przekazał Granicy Murad Ismael z organizacji Sindjar Akademy, która pomaga mniejszościom religijnym w Iraku. Jak pisze, migranci są Jazydami, którzy ze względu na wyznawaną religię są prześladowani w Iraku.

Temat opisał także duży kurdyjski portal Rudaw, informując, że "rodzina znajduje się krawędzi śmierci".

Więcej o: