Śmierci po interwencji policji. Nikt z rządu ani z KGP nie przyszedł wysłuchać rodzin. "To jest skandal"

- To skandal. Na przestrzeni tygodnia giną trzy osoby. Rodzice Łukasza i Bartosza jechali kilkaset kilometrów, żeby przyjść do Sejmu, a komendant policji nie może przejść kilkuset metrów, żeby wyjaśnić, co się stało - mówił poseł Piotr Borys podczas posiedzenia komisji dot. śmierci mężczyzn po interwencji policji. Nie pojawił się również minister spraw wewnętrznych Mariusz Kamiński, ani żaden z jego zastępców.
Zobacz wideo Policjant uratował dławiące się dziecko

We wtorek odbyło się posiedzenie sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych dotyczące śmierci trzech mężczyzn po interwencji policji w woj. dolnośląskim - chodzi o śmierć 29-letniego Łukasza Łagiewka, 25-letniego Dmytra Nikiforenki oraz 34-letniego Bartosza Sokołowskiego.

Na posiedzenie komisji przyjechali członkowie rodzin zmarłych, m.in. ojciec Bartosza przejechał 1200 km. Nie pojawili się za to ani szef MSWiA, ani Komendant Główny Policji, ani Komendant Wojewódzki Policji, co spowodowało oburzenie posłów. - To skandal. Na przestrzeni tygodnia giną trzy osoby. Rodzice Łukasza i Bartosza jechali kilkaset kilometrów, żeby przyjść do Sejmu, a komendant policji nie może przejść kilkuset metrów, żeby wyjaśnić, co się stało - stwierdził poseł Piotr Borys.  

"Na moich oczach bili go pałkami aż skórę przecinało"

Przed głosowaniem nad wnioskiem formalnym ws. przerwy i wezwania przedstawicieli ministerstwa i policji głos zabrali członkowie rodzin zmarłych. - Widzimy, jaką mamy demokrację. Przyjeżdżamy i nie mamy z kim rozmawiać. Taką mamy demokrację właśnie. Moi pełnomocnicy są obrażani. Nikt ich nie przeprosił. Po naszej sekcji zwłok wychodzi, że mieliśmy rację i nasz pełnomocnik miał rację. (...) Pan mówi o prawie i praworządności. Ja widzę prawo i praworządność. Ja widzę inaczej tę praworządność - podkreślił Bogdan Sokołowski, ojciec Bartosza.

- Wielu z państwa ma dzieci, pytanie, czy chcielibyście siedzieć na moim miejscu? Zapewne nie. Zadzwoniłem na 112 po pomoc dla mojego syna. A przyjechali bandyci, na moich oczach go katowali, bili. A potem zamiast pomocy psychologicznej policja sprawdzała, czy nie jesteśmy patologiczną rodziną. Czy mamy niebieską kartę? Czy tak działa policji? - pytał Artur Łągiewka, ojciec Łukasza. - Z chęcią bym się z kimś skonfrontowała z kimś drugiej strony, ale niestety nikt mi tego nie umożliwia. (...) Policja nas powinna chronić, a oni chronią tylko siebie. (...) Na moich oczach bili go pałkami aż skórę przecinało. (...) Ja w takim kraju nie chcę żyć - mówiła Wiktoria Łągiewka, siostra Łukasza.

Głos zabrał również Wojciech Kasprzyk, pełnomocnik rodzin Bartosza i Łukasza. Prawnik poinformował, że sekcja zwłok Bartosza Sokołowskiego została przeprowadzona w czeskim Libercu. Jak dodał, w środę odbędzie się konferencja, podczas której zostaną podane jej szczegóły.

Wniosek formalny nie został przegłosowany. - To skandal, będziemy żądać dalszego wyjaśniania sprawy. Poziom wyszkolenia części policjantów w tak trudnych warunkach wymaga wielkiej poprawy, aby podobne tragedie się nie powtórzyły. (...) Nie może być ważniejszej rzeczy niż życie i bezpieczeństwo obywateli - mówili posłowie Koalicji Obywatelskiej po zakończeniu posiedzenia komisji.

W szpitalach więcej chorych z COVID-19, niż zakładano. 'Niepokojący trend'Więcej chorych niż zakładano. Kraska: Głównie podlaskie, podkarpackie i lubelskie

Śmierć po interwencji policji

W nocy z 1 na 2 sierpnia we Wrocławiu zmarł Łukasz Łagiewka. Kilkanaście godzin wcześniej sześcioro funkcjonariuszy pobiło go przy pomocy pałek teleskopowych i z użyciem gazu, podejrzewając, że mógł być pod wpływem środków odurzających. Rodzina wezwała policję, była przekonana, że ich syn chce targnąć się na własne życie. 29-latek leczył się na depresję.

Kilka dni wcześniej o śmierci 25-letniego Ukraińca informuje "Gazeta Wyborcza". Mężczyzna pracował na budowie we Wrocławiu. 30 lipca w nocy wracał ze spotkania ze znajomymi, był pod wpływem alkoholu. 25-latek według kierowcy miejskiego autobusu miał mówić do siebie, uderzać głową o szybę. Mężczyznę ok. godz. 22 zatrzymali na przystanku policjanci. Według ich relacji 25-latek miał zachowywać się agresywnie. Został przewieziony do Wrocławskiego Ośrodka Pomocy Osobom Nietrzeźwym. Jak wynika z tekstu Jacka Harłukowicza z "GW", gdy mężczyźnie rozpięto kajdanki, rozciągał ręce na boki i próbował wstać. Wtedy policjanci i pracownicy izby mieli powalić go na ziemię, przyduszać jego głowę kolanem do podłogi. Na 25-latku miało, według "Wyborczej", praktycznie "siedzieć" sześć osób. 25-latek został przeniesiony do izolatki, chciano nałożyć mu pasy, próbował się oswobodzić. "W pewnym momencie siedzi na nim już dziewięć osób" - czytamy. 25-latek miał być także uderzany pięścią, przyciskany kolanem. Około północy stwierdzono zgon mężczyzny.

Na początku sierpnia policjanci z Lubina otrzymali zgłoszenie od kobiety, która twierdziła, że jej syn, 34-letni Bartosz Sokołowski, jest prawdopodobnie pod wpływem narkotyków i rzuca kamieniami w okna sąsiadów. Policjanci po dotarciu na miejsce próbowali obezwładnić mężczyznę. Na nagraniu z interwencji widać, że funkcjonariusze starają się przycisnąć go do ziemi, ale on wyrywa się, krzyczy i wzywa pomocy, a po pewnym czasie bezwładnie opada na ziemię. Według relacji policji "mężczyzna został następnie przekazany w ręce medyków i z uwagi na jego zachowanie, w asyście policjantów, został przewieziony do szpitala, a następnie trafił na SOR a po około dwóch godzinach od przewiezienia do szpitala, dyżurny KPP w Lubinie został powiadomiony, że mężczyzna zmarł". Rodzina zmarłego Bartosza S. uważa, że w czasie interwencji policji doszło do złamania krtani 34-latka, co doprowadziło do jego śmierci. Według prokuratury pierwsza sekcja zwłok nie potwierdza wersji rodziny pokrzywdzonego. 

Śmierć Ukraińca we Wrocławiu. Pół godziny katorgi w izbie wytrzeźwień ["WYBORCZA" UJAWNIA] - cały tekst "Gazety Wyborczej" dostępny pod TYM linkiem

Zdjęcie ilustracyjneŚmierć 25-latka po interwencji policji. Dwaj policjanci mają zostać zwolnieni

Więcej o: