Pobici i okradzeni migranci zatrzymani w Polsce. Ujawnili schemat działania przemytników

Migranci, którzy próbują dostać się do Europy Zachodniej, są bici i okradani przez Białorusinów - podaje "Rzeczpospolita", która dotarła do zeznań zatrzymanych na terenie Polski Syryjczyków. W prokuraturze ujawnili oni schemat działania przemytników.
Zobacz wideo Arłukowicz ws. śmierci na granicy: Oczekuję od premiera jasnych wyjaśnień

"Rzeczpospolita" dotarła do zeznań czterech Syryjczyków, którzy nielegalnie przedostali się do Polski, a w prokuraturze ujawnili schemat działania przemytników powiązanych z białoruskimi służbami. Obcokrajowcy zostali zatrzymani przez patrol policji pod Warszawą. Jechali busem. Autem kierował Ukrainiec.

Parking - zdjęcie ilustracyjneZaparkowała na trzech miejscach parkingowych i zwyzywała kierowcę [WIDEO]

Zatrzymani imigranci. Celem były Niemcy

Wśród migrantów był 42-letni Mahmoud, który osiem lat temu uciekł z Syrii do Jordanii, gdzie otrzymał status uchodźcy. Do Mińska przyleciał 11 września samolotem. - Mam rodzinę: brata, siostrę w Hamburgu. Jechałem do nich. W Jordanii mam czworo dzieci i żonę - mówił, jak cytuje "Rzeczpospolita", śledczym. Mężczyzna wyjaśnił, że "wycieczkę" na Białoruś organizowało jordańskie biuro podróży ALFA. Wyjazd kosztował 3 tys. dolarów, z czego połowa to wiza białoruska, a reszta przeznaczona została na bilet lotniczy i hotele. Migranci musieli też opłacić zorganizowane pod przemyt taksówki i łapówkę dla "konsula" za wbicie pieczątek i wiz.

Po wylądowaniu w Mińsku Mahmoud wraz z ośmioma osobami koczował trzy dni na lotnisku. Później taksówki przewiozły ich do hotelu w stolicy Białorusi, a następnie pod Grodno. Ostatecznie jechali pod granicę z Polską.

Mężczyzna został dotkliwie pobity

"Z relacji Syryjczyków wynika, że w drodze auta kilkukrotnie zatrzymywali umundurowani funkcjonariusze białoruskich służb. (...) Zażądali łapówki - wzięli od grupy tysiąc dolarów. Potem natykali się co chwila na wojskowe patrole" - podkreśla "Rzeczpospolita". Mężczyzna zeznawał śledczym, że żołnierze byli ubrani jak komandosi, mieli kałasznikowy. 42-latek powiedział, że został dotkliwie pobity: złamano mu żuchwę w dwóch miejscach oraz uszkodzono skroń - przeszedł operację w Polsce, podczas której w skroń wszczepiono mu metalową płytkę. 

Ostatni odcinek drogi migranci pokonali pieszo. Na telefon przychodziły im "pinezki" z lokalizacją, które wysyłał Irakijczyk, koordynator przerzutu. Kiedy złapali ich kolejni wojskowi, zabrali pieniądze i papierosy, a potem wskazali, jak iść do Polski. "Gdy już przeszli pod polskim drutem kolczastym do kolejnej 'pinezki', tam czekał na nich bus i samochód osobowy, którymi mieli dojechać do Frankfurtu" - informuje "Rzeczpospolita".

Zbigniew ZiobroReforma wymiaru sprawiedliwości. Ziobro: Jestem po rozmowach z Kaczyńskim

Więcej o: