Dramatyczna sytuacja uchodźców. "Błąkają się po lesie w skarpetkach", Białorusini zabrali im paszporty

- Nasi aktywiści borykają się z wyborami, czy mają jechać do czwórki dzieci bez opieki w jednym lesie, czy do półprzytomnej nastolatki w drugim lesie. To są nasze codzienne wybory. W lesie rzeczywiście są ludzie na granicy życia i śmierci - powiedziała w rozmowie z TVN24 Agnieszka Kosowicz z Fundacji Polskie Forum Migracyjne. Jak informuje BBC, migranci nie mogą wrócić do swoich krajów, bo białoruscy pogranicznicy zabrali im paszporty.

W piątek Straż Graniczna poinformowała o kolejnym przypadku śmierci migranta na granicy Polski z Białorusią. "Minionej nocy w odległości 500m od linii granicy z Białorusią zatrzymano grupę imigrantów ob. Iraku. Jeden z mężczyzn pomimo reanimacji prowadzonej przez patrol oraz zespół karetki pogotowia zmarł (prawdopodobnie na zawał serca). Kolejny z pozytywnym wynikiem testu na COVID-19 jest w szpitalu" - napisano w mediach społecznościowych Straży Granicznej.

Oprócz Irakijczyka, na granicy Polski i Białorusi zmarły dotychczas co najmniej cztery osoby - trzy na ziemi polskiej, jedna na białoruskiej. Sytuacja migrantów robi się coraz gorsza, między innymi z uwagi na pogarszające się warunki atmosferyczne. Tylko w środę Straż Graniczna zatrzymała 271 kolejnych osób, które próbowały przedostać się do Polski. Na terenie naszego kraju zatrzymano natomiast trzy osoby, które przeszły przez granicę - byli to obywatele Iraku. Razem z nimi było pięć osób, które pomagały im w przedostaniu się do Polski. Jak donosi Informacyjna Agencja Radiowa, byli to obywatele Iraku, Polski, Gruzji i Czech.

Śmierć migrantów na granicy. Aktywiści apelują o działania polskich władz

Od kilku tygodni aktywiści alarmują o kryzysie humanitarnym na granicy polsko-białoruskiej. - Ludzie przez wiele dni i tygodni są przez polską i białoruską straż graniczną przepychani z jednej strony na drugą. Są w stanie skrajnego wycieńczenia, w stanie zagrożenia zdrowia, w miejscu, gdzie nikt nie niesie im pomocy. Ci ludzie umierają w krzakach na tej granicy i nie tylko nikt im nie pomaga, ale nawet nikt o nich nie wie, bo organizacjom pozarządowym i dziennikarzom zabroniono wstępu do strefy stanu wyjątkowego - powiedziała w czwartek prawniczka Marta Górczyńska z Grupy Granica, zajmująca się prawami człowieka. Stan wyjątkowy wprowadzono w przygranicznym pasie z Białorusią na terenie 183 miejscowości 2 września. Od tego czasu media i aktywiści są pozbawieni bezpośredniego dostępu do osób, które przebywają przy granicy i - w niektórych sytuacjach - wymagają pomocy medycznej.

O sytuacji, w jakiej znajdują się migranci, na antenie TVN24 mówiła również Agnieszka Kosowicz z Fundacji Polskie Forum Migracyjne.

Nasi aktywiści borykają się z wyborami, czy mają jechać do czwórki dzieci bez opieki w jednym lesie, czy do półprzytomnej nastolatki w drugim lesie. To są nasze codzienne wybory. W lesie rzeczywiście są ludzie na granicy życia i śmierci

- stwierdziła, dodając, że los osób znajdujących się na terenie objętym stanem wyjątkowym jest w tym momencie nieznany.

Zobacz wideo Uciekł do Polski z Somalii w latach 90., przekroczył granicę nielegalnie. "Wystarczy zapytać, dlaczego ktoś ucieka"

Jak opisała Kosowicz, członkowie grupy Granica, która od kilku tygodni działa na miejscu, co jakiś czas "spotykają w lesie ludzi, którzy błąkają się na pograniczu polsko-białoruskim od dwudziestu dni, odkąd wprowadzono stan wyjątkowy". Jak dodała, ludzie ci często mają "przedarte do cna buty" albo "chodzą po lesie w skarpetkach, z gorączką".

Kosowicz stwierdziła, że trudno obecnie ustalić - również z uwagi na zamkniętą strefę, na której wprowadzono stan wyjątkowy - ilu migrantów przebywa na terenie przygranicznym.

- Wydaje mi się, że raczej należy myśleć o setkach ludzi. To rosnące liczby - oceniła. Zaapelowała również ponownie do polskich władz, by te wzięły na siebie ciężar działań mających na celu ochronę zdrowia i życia przebywających przy granicy migrantów.

Ich odpowiedzialność jest tym większa, że migranci nie mogą wrócić, skąd przybyli, ponieważ białoruskie służby odebrały im paszporty i karty sim, o czym możemy dowiedzieć się z reportażu BBC News, o którym pisaliśmy tutaj.

- Jeśli Białorusini mogliby odesłać mnie z powrotem do mojego kraju - dobrze. Lepiej, żebym umarł u siebie. Ale nie mogę tego zrobić, bo zabrali mój paszport, zabrali moją kartę sim - cytuje jednego z migrantów dziennikarz Maciej Bąk.

Kryzys humanitarny przy granicy. Lokalni mieszkańcy reagują

Tymczasem - jak podaje grupa Granica w mediach społecznościowych - pomoc migrantom próbują nieść mieszkający w okolicy Polacy.

"Coraz więcej mieszkańców i mieszkanek miejscowości przygranicznych jest przerażonych działaniami władz i pyta nas, jak mogą pomóc. Nie chcą patrzeć biernie na śmierć. Organizują lokalne grupy pomocowe, dostarczają koce i żywność. To jest prawdziwa ludzka solidarność!" - napisano.

 "Ile jeszcze osób musi stracić życie, żeby zaczęły działać procedury i sumienia? Drżymy z każdym razem, gdy dostajemy pytanie od rodzin uchodźców, czy nie trzeba będzie powiadomić o śmierci. Żądamy natychmiastowego wpuszczenia medyków i ratowników w strefę stanu wyjątkowego!" – dodano w mediach społecznościowych Polskiego Forum Migracyjnego.

Więcej o: