Co dalej z dziećmi, które przekraczają granicę? SG podaje dane. "Ponad połowa to obywatele Iraku"

Z informacji przekazanej nam przez Straż Graniczną wynika, że od 1 maja polsko-białoruską granicę przekroczyło 500 osób poniżej 18 roku życia. "W tej chwili w szpitalu przebywa jedna cudzoziemka w wieku 14 lat - osoba uratowana podczas akcji ratowniczej na bagnach w niedzielę 19 września" - informuja nas SG.

Kilka dni temu przytaczaliśmy relację reportera TVN24, z której wynika, że do podlaskich szpitali trafiają dzieci cudzoziemców, przekraczających polsko-białoruską granicę. - Ze względu na to, że coraz więcej osób próbuje dostać się na teren naszego kraju, to również dzieci jest coraz więcej. Jak informuje dyrektorka Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku, dwoje troje dzieci każdego dnia, na każdym dyżurze jest tutaj dowożonych - informował dziennikarz stacji. 

Zobacz wideo "Na granicy w krzakach i pod drzewami umierają ludzie. To kryzys humanitarny"

SG: Od 1 maja granicę z Białorusią przekroczyło 500 osób poniżej 18 roku życia 

Zwróciliśmy się w tej sprawie do Straży Granicznej i poznaliśmy szczegóły na temat nieletnich migrantów. Jak informuje nas ppor. Anna Michalska, p.o. rzecznika prasowego SG, od 1 maja z Białorusi do Polski granicę przekroczyło ok. 500 osób poniżej 18 roku życia. "Osoby te w większości przekraczają granicę razem ze swoimi rodzicami, opiekunami. Ponad połowa to obywatele Iraku" - informuje nas ppor. Michalska. "W tej chwili w szpitalu przebywa jedna cudzoziemka w wieku 14 lat - osoba uratowana podczas akcji ratowniczej na bagnach w niedzielę 19 września. Cudzoziemka była mocno wychłodzona. Sposób postępowania wobec osób małoletnich zależny jest od indywidulanej sytuacji takiej osoby" - czytamy w odpowiedzi. 

Virus Outbreak Australia ProtestAustralia. Setki demonstrantów antyszczepionkowych wezwano do testów

Straż Graniczna przekonuje, że "każda osoba zatrzymana posiada dostęp do niezbędnych badań lekarskich". "W przypadku gdy stan zdrowia osoby wskazuje na potrzebę hospitalizacji, decyzją lekarza kierowana jest do właściwej, najbliższej placówki medycznej" - informuje ppor. Michalska. Dalej tłumaczy procedury: "W przypadku zatrzymania małoletniego cudzoziemca przebywającego na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej bez opieki, Straży Graniczna występuje do sądu (właściwego ze względu na miejsce zatrzymania małoletniego cudzoziemca) z wnioskiem o umieszczenie go w placówce opiekuńczo-wychowawczej lub w strzeżonym ośrodku". 

"W przypadku cudzoziemca wraz z małoletnim pozostającym pod jego opieką decyzję o umieszczeniu w strzeżonym ośrodku każdorazowo podejmuje sąd, który rozpatrując przedmiotowy wniosek kieruje się dobrem tego małoletniego. W tym zakresie istotne jest pozostawienie małoletniego z jego opiekunem i nie rozdzielanie bliskich osób" - czytamy dalej.

W Rosji na Elbrusie zginęło 5 alpinistówRosja. Tragedia na Elbrusie. Nie żyje pięciu alpinistów

Jak tłumaczy rzeczniczka, "małoletni przebywający na terytorium RP bez opieki może być umieszczony w strzeżonym ośrodku dla cudzoziemców gdy ukończył 15. rok życia". "Natomiast małoletni bez opieki ubiegający się o udzielenie ochrony międzynarodowej są umieszczani w placówkach opiekuńczo-wychowawczych.  W celu zapewnienia jak najlepszych warunków życia infrastruktury strzeżonych ośrodków oraz umiejętności ich personelu zostały dostosowane do potrzeb rodzin, w tym celu wyodrębnione są ośrodki dedykowane tylko dla rodzin z dziećmi oraz osób małoletnich bez opieki" - stwierdza ppor. Michalska. 

Aktywistka: Boję się, że gdy stan wyjątkowy minie, znajdziemy masowy grób uchodźców

W czwartej przedstawicielka Grupy Granica, która pomaga przedostającym się do Polski migrantom, opowiadała w rozmowie z Gazeta.pl, w jakim stanie zdrowotnym znajdują się osoby przekraczające granie. - Robimy pracę, której nikt inny w Polsce nie wykonuje. Tam powinny być teraz wszystkie dostępne służby medyczne! My sobie nie zdajemy sprawy z tego, pod iloma drzewami i krzakami siedzą osoby skrajnie wyczerpane, które tam po prostu umierają. Nikt z tym nic nie robi. Nikt tam nie wchodzi. Boję się, że gdy już ten "stan wyjątkowy" minie, to znajdziemy w przygranicznych lasach masowy grób uchodźców, którzy próbowali dostać się do Polski i nikt im nie pomógł - mówiła prawniczka Marta Górczyńska. 

Więcej o: