Protest medyków. Krzysztof Bukiel: Funkcjonujemy w patologicznym systemie

- W szpitalnictwie jest tak mało pieniędzy, że cudem jest, iż to jeszcze funkcjonuje. Nie ma mydła w łazienkach. Klimatyzacja w gabinetach lekarskich, a nieraz nawet na salach operacyjnych, jest luksusem. Cieszymy się, że jest papier toaletowy - mówił o sytuacji medyków Krzysztof Bukiel, szef OZZL, w rozmowie z WP.

Protest medyków trwa. Pracownicy ochrony zdrowia domagają się m.in. lepszych zarobków i poprawy jakości ochrony zdrowia. O sytuacji medyków w Magazynie WP opowiedział przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Krzysztof Bukiel.

Zobacz wideo Wypadek na terenie Białego Miasteczka. Dźwięk wystrzału przerwał konferencję

Krzysztof Bukiel o sytuacji medyków w Polsce

Rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz niedawno skomentował list przewodniczącego OZZL Krzysztofa Bukiela, który pisał o podejmowaniu rozmów na temat wynagrodzeń. Rzecznik stwierdził, że według danych ministerstwa finansów, mediana wynagrodzenia lekarzy w Polsce w 2016 roku wynosiła niemal 17 tysięcy złotych. 

- Niech pójdą do jakiegoś szpitala i powiedzą to lekarzom prosto w twarz. W szpitalnictwie jest tak mało pieniędzy, że cudem jest, iż to jeszcze funkcjonuje. Nie ma mydła w łazienkach. Klimatyzacja w gabinetach lekarskich, a nieraz nawet na salach operacyjnych, jest luksusem. Cieszymy się, że jest papier toaletowy. Lekarze zatrudnieni na umowę o pracę otrzymują zatem - podobnie jak ja - minimalną płacę ustawową dla lekarzy, czyli obecnie 6769 zł pensji zasadniczej - skomentował dla WP szef OZZL. 

Chiny. 4-latek samotnie idący szpitalnym korytarzemChiny. Czterolatki w kombinezonach ochronnych same na kwarantannie

Minister zdrowia Adam Niedzielski w wywiadzie udzielonym przed kilkoma dniami WP stwierdził z kolei, że lekarze zarabiają średnio 25 tys. zł miesięcznie, a mediana to 16,6 tys. zł. 

- Klasyczna manipulacja - ocenił to Bukiel. - Minister zdrowia podaje dane z PIT-ów, w których uwzględnione są zarobki ze wszystkich źródeł. W tej statystyce są uwzględnieni też przedsiębiorcy-lekarze, np. właściciele klinik. Ale przecież nikt nie mówi, że lekarz nie jest w stanie dobrze zarobić. My mówimy, że lekarz, aby dobrze zarobić, musi pracować po 300-350 godzin miesięcznie. Musi pracować w kilku miejscach, dorabiać. Być cały czas zmęczony - powiedział. 

Zaznaczył też, że uczciwe liczenie zarobków należy podawać w odniesieniu do etatu lub "na godzinę" pracy. Jego zdaniem zarówno minister Niedzielski, jak i premier Mateusz Morawiecki, nie są wiarygodni w swoich wyliczeniach, ponieważ co chwilę mieliby zmieniać dane i "dopasowywać je do aktualnych potrzeb". 

- Raz słyszymy, że pieniędzy w budżecie jest wiele i na pewno wystarczy. Gdy zaś pracujący w ochronie zdrowia upominają się o godne wynagrodzenia, to nagle pieniędzy brakuje. Premier Morawiecki mówi o świetnej kondycji finansów państwa, ale gdy ktoś mówi "sprawdzam", to nagle jest dziura - mówił. 

Strzał w białym miasteczku w Warszawie. Mężczyzna nie żyjePo tragedii medycy zmieniają formułę protestu

"Funkcjonujemy w patologicznym systemie"

Prowadzący rozmowę Patryk Słowik zauważył, że lekarze bardzo dużo pracują. Jak zwrócił uwagę, gdyby jednak pracowali mniej, nie miałby kto leczyć pacjentów, bo brakuje fachowców.

- Może brakuje, a może nie brakuje. Tego nikt nie wie, bo nikt nie sprawdził. Dziś analiza nie ma większego sensu. Z jednej strony niskie wynagrodzenia powodują, że lekarze czy pielęgniarki pracują poza systemem publicznej ochrony zdrowia. Z drugiej - nawet gdy lekarz już jest i pracuje, to nie jesteśmy w stanie ocenić jego wydajności w leczeniu, bo musi zajmować się różnymi innymi sprawami. Funkcjonujemy w patologicznym systemie i jeśli on ma taki pozostać - zgoda, lekarzy będzie brakowało - skomentował. 

Krzysztof Bukiel tłumaczył, że jednym z ogromnych problemów ochrony zdrowia jest zła organizacja systemu, przez którą lekarz, zamiast spędzać czas na leczeniu, musi poświęcać go na wypełnianie papierów. - Podejrzewam, że gdyby lekarze zajmowali się leczeniem ludzi, gdyby korzystanie z pomocy lekarskiej było bardziej racjonalne, to możliwe by było, aby lekarze pracowali mniej godzin w miesiącu, a jednocześnie pacjenci mieliby dostęp do lekarza - powiedział.

Czy gdyby medykom zaproponowano trzy średnie krajowe oraz zakazano dorabiania, zgodziliby się na takie rozwiązanie? - Robiliśmy jako związek ankietę, w której spytaliśmy o chęć pracy w jednym miejscu w zamian za 15 tys. zł netto. I z naszej kwerendy wynika, że byłoby wielu chętnych. Opowiedziała się za tym większość ankietowanych - 84%. To zresztą zadaje kłam narracji ministra Niedzielskiego, który mówi o kilkudziesięciu tysiącach zł miesięcznie i sugeruje pazerność środowiska lekarskiego - tłumaczył.

- Jak nie ma medyków, to nie ma leczenia. Poza wszystkim źle to świadczy o Polsce, że minimalna pensja dla człowieka bez zawodu i wykształcenia będzie zaraz wynosiła 3010 zł, a minimalna lekarska, czyli dla osoby po sześciu latach studiów, roku stażu i niekiedy siedmiu latach specjalizacji - 6769 zł. Przykładowo w Niemczech lekarz zarabia niemal sześć razy tyle, co najmniej zarabiający. W Polsce - niewiele ponad dwa razy. Jeśli tego nie zmienimy, za chwilę albo nie będzie miał kto leczyć, albo będą nas leczyli ludzie będący w pracy 60. godzinę bez przerwy - podsumował szef OZZL

Białe Miasteczko 2.0

W sobotę 11 września przed Kancelarią Premiera otwarte zostało "Białe Miasteczko 2.0". Protestujący domagają się lepszych zarobków oraz poprawy jakości ochrony zdrowia. Medycy chcą m.in. podwyżek, wzrostu wyceny świadczeń, ryczałtów i tzw. dobokaretki. Domagają się też poprawy jakości pracy poprzez zatrudnienia dodatkowych pracowników obsługi administracyjnej i personelu pomocniczego oraz wprowadzenia norm zatrudnienia związanych z liczbą pacjentów. 

Do tej pory na terenie miasteczka odbywały się konferencje prasowe, warsztaty i panele edukacyjne związane z ochroną zdrowia. Formuła działalności jednak zmieniła się z uwagi na sobotnią tragedię, do której doszło przed Kancelarią Premiera. Mężczyzna miał prawdopodobnie dokonać samookaleczenia. Nie udało się go uratować. 

"W obliczu tragedii, która wydarzyła się wczoraj naprzeciwko Kancelarii Premiera, podjęliśmy decyzję o zmianie formuły działalności "białego miasteczka" na 'cichy dyżur'" - czytamy w oświadczeniu. Na razie nie wiadomo dokładnie, na czym ma polegać nowa forma protestu. 

Więcej o: