Terlikowski o dominikaninie Pawle M.: Czy można uznać niektóre te czyny za tortury? Moim zdaniem można

- Parę razy można było zatrzymać jego karierę i to na poziomie seminarium, jego rektor napisał opinię że należy go usunąć - mówił o dominikaninie Pawle M. Tomasz Terlikowski, który stał na czele komisji badającej jego działalność.

Tomasz Terlikowski mówił w Gazeta.pl, że Paweł M. przyjął z opóźnieniem święcenia kapłańskie, ledwo obronił pracę magisterską. - Intelektualistą nie był na pewno. Ale potrafił bardzo sprawnie manipulować ludźmi, potrafił przyciągać tłumy - podkreślił. Jak dodał, poprzez swoją postawę Paweł M. oferował ludziom ogromną bliskość, wspólnotę, dawał im bardzo dużo, a potem to odbierał. - Na końcu tej drogi są gwałty, przemoc psychiczna - zaznaczył Terlikowski. Czy można uznać niektóre te czyny za tortury? - Moim zdaniem można, ale to trzeba się spytać prawników - podkreślił.

Publicysta zaznaczył, że twórcy raportu chcieli "bardzo mocno oddać głos poszkodowanym" przez dominikanina. - Ci ludzie czekali na sprawiedliwość, to im się należy - stwierdził.

Sprawa o. Pawła M. Opublikowano raport

W marcu bracia Konwentu św. Wojciecha we Wrocławiu napisali, że w latach 1996-2000 (w ramach duszpasterstwa) działał mechanizm przypominający funkcjonowanie religijnej sekty. Jeden z zakonników, ojciec Paweł M., miał stosować wobec wiernych przemoc fizyczną i psychiczną. Ofiary duchownego mówią także o gwałtach i molestowaniu seksualnym. Dominikanie zadeklarowali, że wyjaśnią sytuację. Na czele komisji stanął publicysta Tomasz Terlikowski. W środę przedstawiono raport na temat o. Pawła. 

Z raportu wynika, że prowadzona we Wrocławiu w latach 1996–2000 przez Pawła M. Wspólnota św. Dominika była oparta na mechanizmie psychomanipulacji. "Dochodziło w niej również do przemocy fizycznej oraz nadużyć seksualnych. Wspólnota ta miała wszystkie cechy umożliwiające określenie jej mianem sekty" - czytamy. Ujawniono, że pierwsze nieprawidłowości ze strony ojca Pawła M. pojawiły się już w połowie lat 90. Z dokumentu dowiadujemy się, że duchowny krzywdził osoby dorosłe, które traktowały go jako "swego przewodnika duchowego". Komisja stwierdziła, że "w ciągu wielu lat dominikańscy przełożeni dopuścili się wielu zaniedbań w sprawie Pawła M., choć pokrzywdzeni wielokrotnie zwracali się do nich o elementarną sprawiedliwość".

W ocenie autorów dokumentu samo już dopuszczenie Pawła M. do święceń, pracy duszpasterskiej, sprawowania sakramentów, w tym sakramentu pokuty, i głoszenia Słowa Bożego, "pozbawione odpowiedniej duchowej superwizji oraz kontroli intelektualnej, było błędem".

Oglądaj także:

Więcej o:

Polecane dla Ciebie