Jacek Jaworek nieuchwytny od dwóch miesięcy. "Poleciały głowy za zawaloną robotę"

Od dwóch miesięcy policja szuka Jacka Jaworka, podejrzanego o zabójstwo trzech osób, m.in. swojego brata. Onet dotarł do nowych informacji w sprawie. Wiele wskazuje, że mężczyzna uciekł autem. - Gdyby ogłoszono alarm, Jaworek nie miałby tyle czasu na ucieczkę - mówi rozmówca portalu.
Zobacz wideo Kierowca motocykla uciekał przed policją. Zahaczył o audi i wywrócił się na rondzie

Poszukiwania Jacka Jaworka trwają od 10 lipca. Mężczyzna podejrzewany jest o to, że w leżących kilkadziesiąt kilometrów od Częstochowy Borowcach zamordował swojego brata, szwagierkę oraz ich 17-letniego syna. Z domu, w którym doszło do tragedii, udało się uciec tylko 13-latkowi, który schował się przed wujkiem, a potem uciekł przez okno.

Protest medykówDzieciątkowski pokazuje stawki. "Tyle jest warte wasze zdrowie, Polsko"

Nowe informacje ws. Jacka Jaworka

Onet dotarł do nieznanych wcześniej relacji osób, które znają kulisy sprawy. Według ustaleń portalu, kilka godzin przed tragedią Jacek Jaworek był na zakrapianym alkoholem spotkaniu z trzema kolegami. Kiedy z niego wrócił, doszło do awantury - mężczyzna wyciągnął broń i zaczął strzelać do rodziny. Jego bratowa zdążyła jeszcze zadzwonić na numer alarmowy, jednak połączenie urwało się po kilku sekundach. Trzy osoby zginęły w wyniku ran postrzałowych oddanych we wrażliwe życiowo rejony ciała. Ran było łącznie 10. Po wszystkim Jaworek wyszedł z domu. Nie wiadomo, gdzie się ukrył. Miejscowi podkreślali, że świetnie zna okoliczne lasy.

Między godz. 1:00 a 2:00 w nocy na miejscu tragedii byli policjanci oraz ratownicy medyczni. W gotowości byli też strażacy ochotnicy z Dąbrowy Zielonej, którzy zostali jednak odwołani przez dyspozytora, kiedy stało się jasne, że chodzi o strzelaninę - podaje Onet. Przez wiele dni trwały intensywne poszukiwania Jaworka. Używano dronów, helikopterów, udział w akcji brały również psy tropiące. "Z kilku niezależnych źródeł dowiadujemy się, że psy podjęły trop na podwórku i doprowadziły przewodników w miejsce ogniska, gdzie Jaworek przesiadywał kilka godzin wcześniej z kolegami. Tam był najsilniejszy zapach. Później jednak na drodze trop się urywał. - Wszystko wskazuje, że w tym miejscu wsiadł w samochód i odjechał - komentuje jeden z naszych rozmówców" - pisze Onet. Jeden z informatorów zaznacza, że gdyby od razu ogłoszono alarm, Jacek Jaworek nie miałby tyle czasu na ucieczkę. Tymczasem założono, że ucieka pieszo lub odebrał sobie życie i nie zablokowano dróg. Podejrzany mógł również wsiąść do pociągu w Koniecpolu - to godzina drogi pieszo z miejsca tragedii.

Policja oficjalnie mówi, że trwają czynności operacyjne i sprawdzany jest każdy trop. Onet dowiaduje się jednak, że "poleciały głowy za zawaloną robotę".

Funkcjonariusze nie znaleźli broni na miejscu zbrodni. To oznacza, że Jaworek wciąż może być uzbrojony. Mężczyzna jest poszukiwany listem gończym i Europejskim Nakazem Aresztowania. Interpol wystawił za nim czerwoną notę, która jest informacją dla organów ścigania na całym świecie o konieczności zlokalizowania i zatrzymania poszukiwanego.  

Gdzie na grzyby? (zdjęcie ilustracyjne)Gdzie na grzyby? W polskich lasach jest 1,4 tys. gatunków grzybów jadalnych

Więcej o: