Protest ochrony zdrowia w praktyce. "Czas oczekiwania kilka godzin", "Umyć twarz wodą i czekać"

Pracownicy medyczni od lat alarmują, że zarabiają za mało, a ponadto cały system ochrony zdrowia jest mocno niedofinansowany. Przedsmak tego, co czeka Polskę, jeśli ratownicy, lekarze czy pielęgniarki zaczną strajkować, mamy w kilku ostatnich dniach. Dziennikarze WP.pl udostępnili nagrania, które pokazują, jak w praktyce wygląda strajk ratowników medycznych.

Jak podaje portal WP.pl, od kilkunastu dni dyspozytorzy są bezradni i często nie są w stanie zapanować nad chaosem, jaki pojawił się w systemie ratownictwa medycznego. Część pracowników postanowiła od 1 września złożyć wypowiedzenia lub poszła na zwolnienia lekarskie, przez co brakuje załóg do karetek. Akcje protestacyjne zapowiadane były od dawna - ratownicy skarżyli się na bardzo niskie zarobki, ale nikt ich wówczas nie wysłuchał.

Zobacz wideo Arłukowicz: Szpitale zderzą się z chorobami przewlekłymi, które były zaniedbane w ostatnim roku

Protest ratowników. Dyspozytorzy nie mają kogo wysłać do pacjentów. Chorych do szpitali odwożą rodziny

Dziennikarze WP.pl odsłuchali nagrania między dyspozytornią pogotowia, a służbami, które w ostatnich dniach wspierają ratownictwo medyczne. Jak zaznaczono, prowadzone rozmowy można było słuchać "przy użyciu powszechnie dostępnych radiostacji" (nie ma tylko rozmów z załogami karetek, które są prowadzone na zaszyfrowanych kanałach). W materiałach dziennikarze usunęli wszystkie informacje prywatne i poufne. Opublikowane rozmowy prowadzone były w dniach od 1 do 4 września.

Pierwsze wychwycone zgłoszenie pojawiło się już 1 września przed 10 rano. - Słuchaj, mam tutaj osobę, jak twierdzi, po pobiciu, z ranami otwartymi na głowie. Osoba leczy się kardiologicznie, ma zaburzenia widzenia. Tak że chciałbym zapytać, jak długo będziemy czekać na najbliższą załogę? - pyta dyspozytora policjant. W odpowiedzi słyszy, że nie ma wolnych zespołów i nie jest w stanie określić, jak długo pokrzywdzony będzie musiał czekać na pomoc.

Karetka pogotowia (zdjęcie ilustracyjne)Spięcie Niedzielskiego z lekarzami na Twitterze. Medycy: "Wszyscy albo nikt"

Kolejne zgłoszenie wpłynęło po 11. Strażak poinformował dyspozytorkę, że w autobusie upadła kobieta i najprawdopodobniej ma złamaną rękę. Do pacjentki również nie dotarła karetka, ponieważ nie było wolnej załogi. Po ponad pół godziny strażak ponownie łączy się i informuje, że po ranną przyjechał syn i sam zabierze ją do szpitala.

"Karetka nie będzie potrzebna. Pan jak usłyszał, ile trzeba czekać, jednak nie potrzebuje pomocy"

Przed 12 prośbę o karetkę zgłasza policjant, który zajął się człowiekiem pobitym na stacji benzynowej przy Al. Jerozolimskich w Warszawie. Mężczyzna został zaatakowany gazem, a przez to, że choruje na astmę, to zaczyna coraz ciężej oddychać. - Nie mam wolnego zespołu. Musi się uzbroić w cierpliwość. Umyć twarz wodą i czekać - mówi bezradny dyspozytor.

Po 15 policja zgłasza pobicie chłopaka w autobusie. - Przyjąłem. Czas oczekiwania kilka godzin. Tak że proszę czekać - odpowiada dyspozytor. Kilka minut później policjant zgłasza się ponownie. - No powiem ci tak. Na tę Wawrzyszewską karetka nie będzie potrzebna. Pan jak usłyszał, ile trzeba czekać, jednak nie potrzebuje pomocy - stwierdził.

- Muszę was uprzedzić o długim okresie oczekiwania. Ja nie mam trzech czwartych zespołów w Warszawie - mówi dyspozytorka na kolejnych nagraniach. - Słuchaj, na Soczi jedzie karetka. Jedzie karetka, ale, uwaga! Jedzie z Legionowa. Tak że chwilę to zajmie - mówi z kolei ratownik do strażaka, który wezwał pomoc do pacjentki z warszawskich Stegien (około 30 kilometrów).

DLOKARatownicy do Bogny Janke: Mamy być tanią siłą roboczą niewydolnego systemu?

"To jest stan zagrożenia życia. Jesteście jedyną służbą, która może nam pomóc"

3 września strażacy pojechali do kobiety, która zasłabła na przystanku. Strażak opisuje, że kobieta jest już po dwóch zawałach i ma bypass, ale przy próbie podnoszenia, ma silne zawroty głowy. - Jak dla mnie opis, o którym mówisz, nie widząc pacjenta, to jest stan zagrożenia życia. To jest stan zagrożenia życia. Posłuchaj, my w tym momencie nie mamy żadnych sił i środków. Nie mamy wolnych zespołów. Jesteście jedyną służbą, która może nam pomóc - odpowiada dyspozytor.

Cały artykuł do przeczytania na stronie WirtualnaPolska.pl.

Protest ratowników medycznych objął całą Polskę. W piątek 3 września aż 25 proc. karetek w kraju nie miało obsady. Do zgłoszeń wysyłano więc strażaków, żołnierzy lub policjantów. Ratownicy medyczni żądają lepszych warunków pracy i wyższych wynagrodzeń. Na dokumentach udostępnianych w mediach społecznościowych widać, że stawka godzinowa niektórych ratowników wynosi czasem zaledwie 25 złotych brutto (na kontrakcie).

"Godzina pracy ratownika medycznego, człowieka, od którego niejednokrotnie zależy czyjeś zdrowie, a nawet życie - największa wartość, wydzierana ze szponów śmierci w pocie, deszczu, upale i mrozie, w kombinezonie i masce, 24 godziny na dobę, 365 dni w roku wyceniana jest w przeliczeniu na... 2 kalafiory i 2 kg ziemniaków" - czytamy we wpisie Komitetu Protestacyjnego Ratowników na Facebooku.

Więcej o: