Śmierć Bartosza S. z Lubina. Rodzice 34-latka wezwani na przesłuchanie do prokuratury

Rodzice zmarłego po interwencji policji Bartosza S. zostali wezwani do łódzkiej prokuratury na przesłuchanie, by zeznawać w charakterze świadków w śledztwie dotyczącym śmierci ich syna. Rodzina Bartosza S. uważa, że to policjanci doprowadzili do jego śmierci. - Dla mnie to było zwykłe morderstwo - powiedział jego ojciec.

W piątek rodzice Bartosza S. pojawili się w siedzibie Prokuratury Okręgowej w Łodzi. Jak podaje TVN24, to drugie przesłuchanie matki Bartosza S. i pierwsze jego ojca. Rodzice zmarłego po policyjnej interwencji zostali wezwani do prokuratury w charakterze świadków. Śledztwo prowadzone jest pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci, niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy policji.

Zobacz wideo Tusk o wydarzeniach w Lubinie: To PiS jest odpowiedzialny za nieprofesjonalne działania Policji

Śmierć po interwencji policji w Lubinie. Sprawą zajęła się sejmowa komisja

Dzień wcześniej rodzice Bartosza S. uczestniczyli w posiedzeniu sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych. O posiedzenie komisji w sprawie interwencji policji wnioskowali posłowie klubów Koalicji Obywatelskiej, Lewicy i PSL-Koalicji Polskiej

Straż GranicznaStraż Graniczna zatrzymała w czwartek 20 migrantów na granicy z Białorusią

- Dla mnie, po zobaczeniu tego filmu, to było zwykłe morderstwo. Syn raz był nieprzytomny, cuciło się go, siadali znowu na niego, charczał. Przecież można było go skuć i zabezpieczyć, gdy stracił przytomność po raz pierwszy - powiedział podczas posiedzenia komisji ojciec Bartosza S. 

W posiedzeniu uczestniczył również komendant główny policji Jarosław Szymczyk. Komendant stwierdził, że "ciężko" mu odnieść się do oceny działań policji przedstawionej przez ojca. - Funkcjonariusze twierdzili, że gdy pan Bartosz tracił przytomność, były wyczuwalne funkcje życiowe - oddech i puls. Dlatego nie podejmowali resuscytacji, co jest oczywistym kanonem - w tego typu sytuacjach resuscytacji się nie podejmuje - powiedział Szymczyk. 

Bartosz S. zmarł po interwencji policji. Rodzina otrzymała wyniki sekcji zwłok

Na początku sierpnia policjanci z Lubina otrzymali zgłoszenie od kobiety, która twierdziła, że jej syn, 34-letni Bartosz S., jest prawdopodobnie pod wpływem narkotyków i rzuca kamieniami w okna sąsiadów. Policjanci po dotarciu na miejsce próbowali obezwładnić mężczyznę. Na nagraniu z interwencji widać, że funkcjonariusze starają się przycisnąć go do ziemi, ale on wyrywa się, krzyczy i wzywa pomocy, a po pewnym czasie bezwładnie opada na ziemię.

Według relacji policji "mężczyzna został następnie przekazany w ręce medyków i z uwagi na jego zachowanie, w asyście policjantów, został przewieziony do szpitala, a następnie trafił na SOR", a "po około dwóch godzinach od przewiezienia do szpitala, dyżurny KPP w Lubinie został powiadomiony, że mężczyzna zmarł". 

Rodzina zmarłego Bartosza S. uważa, że w czasie interwencji policji doszło do złamania krtani 34-latka, co  doprowadziło do jego śmierci. Według prokuratury pierwsza sekcja zwłok nie potwierdza wersji rodziny pokrzywdzonego. Z kolei pełnomocnicy rodziny Bartosza S., po otrzymaniu kopii wyników autopsji, stwierdzili, że są z niej "bardzo zadowoleni".

- Wiele naszych podejrzeń się potwierdziło - powiedział Wojciech Kasprzyk, jeden z pełnomocników rodziny Bartosza S. Decyzją prokuratury rodzina ani pełnomocnicy nie mogą jednak ujawniać szczegółów dotyczących wyników sekcji. Pełnomocnicy rodziny Bartosza S. zlecili również drugą sekcję, która odbyła się za granicą. Jej wyniki nie są jeszcze znane. 

budowa płotu na granicy z BiałorusiąPłot na granicy to "śmiertelna pułapka" dla zwierząt. "Barbarzyństwo"

Więcej o: