Komitet PAN o kryzysie na polsko-białoruskiej granicy. "Odmowa pomocy jest nie do zaakceptowania"

Komitet Badań nad Migracjami Polskiej Akademii Nauk opublikował swoje stanowisko ws. sytuacji na polsko-białoruskiej granicy. "Działania białoruskiego reżimu nie mogą doprowadzać do nieprzestrzegania przez Polskę prawa międzynarodowego i krajowego" - piszą autorzy oświadczenia.

Od 21 dni na granicy polsko-białoruskiej w Usnarzu Górnym koczuje grupa 32 migrantów z Afganistanu, wśród nich jest 52-letnia kobieta, która jest bardzo chora. Afgańczycy podkreślają, że czują się coraz gorzej. "10 osób z gorączką i krwią w moczu" - podała w sobotę Fundacja Ocalenie, dodając, że Straż Graniczna nie przepuściła karetki. Polska w dalszym ciągu nie przepuszcza imigrantów, tłumacząc, że nie ustąpi zagrywkom białoruskiego rządu.

Głos w tej sprawie zabrali przedstawiciele Polskiej Akademii Nauk. Komitet Badań nad Migracjami Polskiej Akademii Nauk wydał oświadczenie, w którym w sposób krytyczny odnosi się do działań rządu.

"Z uwagą i zaniepokojeniem obserwujemy sytuację na granicy polsko-białoruskiej. Kolejny raz w historii migranci poszukujący pomocy w innym kraju, stają się elementem gry politycznej" - piszą autorzy pisma.

Usnarz Górny. Uchodżcy od blisko trzech tygodni koczują przy granicy polsko - białoruskiejUsnarz Górny. Na granicę z Białorusią ściągnięto dodatkowe zastępy wojska i policji

Komitet PAN zaznacza, że "nie ulega wątpliwości", że sytuację tę zainicjował i sprowokował reżim na Białorusi. W ocenie akademii polski rząd powinien prowadzić politykę zagraniczną w taki sposób, by w przyszłości nie dopuszczać do takich sytuacji.

"Działania białoruskiego reżimu nie mogą doprowadzać do nieprzestrzegania przez Polskę prawa międzynarodowego i krajowego (...) Nie do zaakceptowania jest także odmowa pomocy humanitarnej osobom, które bez własnej winy stały się elementem gry politycznej i znajdują się w sytuacji bezpośrednio zagrażającej życiu" - czytamy.

Kończąc swoje oświadczenie, autorzy zaapelowali do Rządu RP o jak najszybsze udzielenie imigrantom pomocy humanitarnej i objęcie ich ochroną międzynarodową.

Usnarz Górny. Na granicę z Białorusią ściągnięto dodatkowe zastępy wojska i policji

W niedzielę wczesnym rankiem na granicę polsko-białoruską przyjechały nowe posiłki wojska i policji. To tam od trzech tygodni koczuje ponad 30 Afganek i Afgańczyków. Według informacji Fundacji Ocalenie, stan ich zdrowia pogarsza się.

"21.08. - pełnomocnicy osób z Usnarza przesyłają do Straży Granicznej wniosek o natychmiastowe udzielenie pomocy medycznej w związku z zagrożeniem zdrowia i życia. 28.08. - przychodzi odpowiedź. Odmowna. Tego samego dnia informacja o wymiotach, gorączce, omdleniach, krwi w moczu" - podkreśla Fundacja Ocalenie.

Straż graniczna pilnująca migrantów na granicy polsko - białoruskiej w Usnarzu GórnymUsnarz Górny. Imigranci w sytuacji zagrażającej życiu

Wciąż nie ma możliwości podejścia do migrantów - informuje posłanka Katarzyna Kretkowska. - Uniemożliwia nam się podejście, a to jest polska ziemia, przez to pole. Stoi tutaj szpaler policji, który ma nakaz nieprzepuszczania nikogo - podaje polityczka Lewicy. - Te 32 osoby są nam znane z imienia i nazwiska - dodaje.

Zobacz wideo 27504647

 Tymczasem w niedzielę po godz. 6:00 w okolice granicy polsko-białoruskiej przyjechały nowe posiłki wojska i policji. - Na szczęście nie sprawdziły się nasze obawy, że policja zechce nas stąd usunąć. Wczoraj [w sobotę - red.] przyjechało dużo policjantów i żołnierzy, myśleliśmy, że przyjechali po nas - mówi, jak cytuje Onet, jedna z wolontariuszek obecna w okolicy granicy z Białorusią.

Na granicy jest także Wojciech Grzesiak, ksiądz i ratownik medyczny. Na antenie TVN24 zaznaczył, że Straż Graniczna nie pozwala dojść do migrantów, ponieważ znajdują się oni po stronie białoruskiej. - Jak na razie impas - podkreślił i dodał, że przy takich warunkach zarówno kondycja fizyczna, jak i psychiczna "musi być fatalna". - Ja myślę, że sama obecność jakiegokolwiek medyka, który mógłby się nimi zainteresować, jakkolwiek wyciągnąć taką pomocną dłoń w najbardziej podstawowym badaniu, byłaby dla nich choćby nawet psychicznie pewną podporą, że nie są zostawieni sami sobie - stwierdził ks. Grzesiak, podkreślając, że należy pamiętać, iż tam są ludzie.

Więcej o: