Usnarz Górny. Na granicę z Białorusią ściągnięto dodatkowe zastępy wojska i policji

W niedzielę wczesnym rankiem na granicę polsko-białoruską przyjechały nowe posiłki wojska i policji. To tam od trzech tygodni koczuje ponad 30 Afganek i Afgańczyków. Według informacji Fundacji Ocalenie, stan ich zdrowia pogarsza się.

Od 21 dni na granicy polsko-białoruskiej koczuje grupa 32 migrantów z Afganistanu, wśród nich jest 52-letnia kobieta, która jest bardzo chora. Afgańczycy podkreślają, że czują się coraz gorzej. "10 osób z gorączką i krwią w moczu" - podała w sobotę Fundacja Ocalenie, dodając, że Straż Graniczna nie przepuściła karetki. Wolontariusze, którzy są na miejscu i chcą pomóc, wciąż komunikują się z nimi w ten sam sposób: migranci krzyczą do tłumaczki i w ten sposób przekazują informacje na temat m.in. swojego stanu zdrowia.

"21.08. - pełnomocnicy osób z Usnarza przesyłają do Straży Granicznej wniosek o natychmiastowe udzielenie pomocy medycznej w związku z zagrożeniem zdrowia i życia. 28.08. - przychodzi odpowiedź. Odmowna. Tego samego dnia informacja o wymiotach, gorączce, omdleniach, krwi w moczu" - podkreśla Fundacja Ocalenie.

Wciąż nie ma możliwości podejścia do migrantów - informuje posłanka Katarzyna Kretkowska. - Uniemożliwia nam się podejście, a to jest polska ziemia, przez to pole. Stoi tutaj szpaler policji, który ma nakaz nieprzepuszczania nikogo - podaje polityczka Lewicy. - Te 32 osoby są nam znane z imienia i nazwiska - dodaje.

Zobacz wideo Usnarz Górny. Reportaż Gazeta.pl z granicy polsko-białoruskiej Wybierz serwis

Straż graniczna pilnująca migrantów na granicy polsko - białoruskiej w Usnarzu GórnymUsnarz Górny. Imigranci w sytuacji zagrażającej życiu

Usnarz Górny. Nowe zastępy wojska i policji na granicy

Były wojewoda i były wicemarszałek podlaski Maciej Żywno stwierdził, że wciąż obowiązują porozumienia zawarte ze stroną białoruską, na mocy których strażacy i ratownicy medyczni mogą wejść na terytorium państwa sąsiedniego. Potrzebna do tego jest zgoda komendanta białoruskiego oddziału wojewódzkiego Straży Granicznej. Jak podkreślił, co cytuje białostocka "Gazeta Wyborcza", jego jako strażaka-ochotnika, dobija niechęć do podejmowania prób udzielenia pierwszej pomocy migrantom. - Wierzę, że jest wielu ratowników, także tych medycznych, którzy by tam weszli - zaznaczył.

Tymczasem w niedzielę po godz. 6:00 w okolice granicy polsko-białoruskiej przyjechały nowe posiłki wojska i policji. - Na szczęście nie sprawdziły się nasze obawy, że policja zechce nas stąd usunąć. Wczoraj [w sobotę - red.] przyjechało dużo policjantów i żołnierzy, myśleliśmy, że przyjechali po nas - mówi, jak cytuje Onet, jedna z wolontariuszek obecna w okolicy granicy z Białorusią.

Na granicy jest także Wojciech Grzesiak, ksiądz i ratownik medyczny. Na antenie TVN24 zaznaczył, że Straż Graniczna nie pozwala dojść do migrantów, ponieważ znajdują się oni po stronie białoruskiej. - Jak na razie impas - podkreślił i dodał, że przy takich warunkach zarówno kondycja fizyczna, jak i psychiczna "musi być fatalna". - Ja myślę, że sama obecność jakiegokolwiek medyka, który mógłby się nimi zainteresować, jakkolwiek wyciągnąć taką pomocną dłoń w najbardziej podstawowym badaniu, byłaby dla nich choćby nawet psychicznie pewną podporą, że nie są zostawieni sami sobie - stwierdził ks. Grzesiak, podkreślając, że należy pamiętać, iż tam są ludzie.

Usnarz Górny. Kobiety uchodźczynie przetrzymywane z innymi uciekinierami pod gołym niebem przez Straż Graniczną - zdjęcie ilustracyjneUsnarz Górny. Migranci na granicy. "Jest bardzo zimno i leje. Wszyscy chorzy"

Więcej o: