"Rz": Decyzja o wysłaniu wojska na granicę z Białorusią jest niejawna. "Wojna informacyjna"

Ze względu na "wojnę informacyjną" Polska "ogranicza do minimum" informowanie o działaniach na białoruskiej granicy - powiedział Paweł Soloch, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Z tego powodu niejawna jest treść decyzji o wysłaniu tam wojska. Wiadomo jednak, że formalnie musiał się na to zgodzić prezydent.
Zobacz wideo "Możemy się spodziewać, że do naszego kraju przybędzie bardzo dużo Afgańczyków"

Na polsko-białoruskiej granicy w pobliżu miejscowości Usnarz Górny nadal koczuje grupa osób, które chcą ubiegać się o nadanie statusu uchodźcy. Na miejscu jest nie tylko Straż Graniczna, ale także wojsko. Z jednej strony żołnierze pilnują grupy migrantów, z drugiej - nie dopuszczają do nich dziennikarzy, prawników czy lekarzy. Wojsko zajmuje się także układaniem drutu kolczastego i pilnowaniem granicy w innych miejscach.

"Rzeczpospolita" próbowała ustalić szczegóły dotyczące decyzji o skierowaniu na granicę wojska. Jednak w odpowiedzi na pytania Ministerstwo Obrony Narodowej stwierdziło, że "decyzja MON kierująca żołnierzy SZ RP do pomocy Straży Granicznej jest objęta klauzulą niejawności".

Cytowany przez dziennik Paweł Soloch, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego stwierdził, że "kierowanie i nakłanianie grup migrantów do naruszenia granicy państwowej RP jest elementem działań hybrydowych – w tym wojny informacyjnej" prowadzonej przez białoruskie władze. Dlatego "informowanie o sposobach przeciwdziałania ograniczamy do niezbędnego minimum" - dodał.

Ustawa o Straży Granicznej zezwala na skierowanie Sił Zbrojnych do wsparcia Straży Granicznej w konkretnych sytuacjach, m.in. "w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa publicznego lub zakłócenia porządku publicznego w zasięgu terytorialnym przejścia granicznego oraz w strefie nadgranicznej". Decyzję podejmuje prezydent na wniosek premiera, lub - w pilnej sytuacji - minister obrony na wniosek szefa MSWiA, jednak taką i tak zatwierdza (lub uchyla) prezydent. 

Uchodźcy koczują na granicy

Grupa kilkudziesięciu osób chcących ubiegać się o status uchodźcy, pochodzących z Afganistanu i Iraku, od dwóch tygodni koczuje na granicy polsko-białoruskiej, nieopodal miejscowości Usnarz Górny. Chcą dostać się na terytorium Polski i starać się o ochronę międzynarodową. Uniemożliwiają im to pilnujący granicy żołnierze i funkcjonariusze Straży Granicznej.

Jak informuje Fundacja Ocalenie, osoby z Usnarza na kawałku drewna napisały: "We need international protection, we are sick, we need help" ("potrzebujemy międzynarodowej ochrony, jesteśmy chorzy, potrzebujemy pomocy" - red.).

Więcej o: