"Usnarz to tylko mały fragment". Aktywiści o imigrantach: Mokrzy, głodni i pobici przez straż graniczną

Choć uwaga polskiej opinii publicznej od kilkunastu dni skupia się na afgańskich uchodźcach w Usnarzu Górnym, to imigrantów, którym uniemożliwiono przekroczenie polsko-białoruskiej granicy w ostatnim czasie, jest dużo więcej. Przedstawiciele grupy Chlebem i Solą opisali, jak straż graniczna traktowała przybywające do naszego kraju osoby. "To bestialstwo, jakiego nikt z nas by nawet sobie nie wymyślił" - pisali.

Kryzys związany z przebywaniem afgańskich uchodźców na polsko-białoruskiej granicy nieopodal Usnarza Górnego trwa już od 14 dni. Choć w niedzielę straż graniczna poinformowała, że duża część 32-osobowej grupy oddaliła się od granicy, część uchodźców wciąż na niej koczuje i prosi polską stronę o udzielenie ochrony. Pojawili się też kolejni i - według informacji straży granicznej - obecnie są tam 24 osoby. 

"W międzyczasie w okolicy spotkana była niewielka grupa, która zeznała, że już 22. raz przechodzą na polską stronę granicy. Tyle razy Straż Graniczna złamała prawo i odwoziła ich z powrotem do Białorusi" - napisano w niedzielę w mediach społecznościowych Fundacji Ocalenie.

Kryzys na granicy. "Grupa ludzi w Usnarzu to mały fragment"

Choć polska opinia publiczna od kilkunastu dni skupia swą uwagę głównie na grupie imigrantów z Afganistanu przebywających nieopodal Usnarza Górnego, warto zauważyć, że uchodźców przekraczających polsko-białoruską granicę jest zdecydowanie więcej.

Według oficjalnych danych od początku tego miesiąca z Białorusi do Polski próbowało dostać się ponad 2100 osób, z czego 64 proc. nie zostało przepuszczonych przez straż graniczną, a resztę zatrzymano i skierowano do specjalnych ośrodków.

Trudna sytuacja jest również na granicy Białorusi z Litwą, która od początku roku przyjęła już ponad 4 tysiące imigrantów. Problem dotknął również Łotwy, która zdecydowała się na wprowadzenie w przygranicznych rejonach stanu wyjątkowego.

O tym, jak wygląda sytuacja uchodźców na polsko-białoruskiej granicy, więcej w swoich mediach społecznościowych napisali przedstawiciele inicjatywy Chlebem i Solą.

"Grupa ludzi w Usnarzu na granicy polsko-białoruskiej to tylko mały fragment tego, co robi polska straż graniczna. A robi rzeczy nie tylko całkowicie bezprawne, ale po prostu obrzydliwe. Grupa chłopaków, której próbowaliśmy wczoraj pomóc, została zawrócona z terytorium Polski już co najmniej kilkanaście razy. Uciekli z Iraku, Afganistanu i Jemenu. Jeden z nich to afgański żołnierz walczący u boku Amerykanów przeciw talibom. Chłopaki siedzieli w lesie mokrzy, głodni, okradzeni i pobici przez naszą straż graniczną. Część z nich na skraju kompletnego załamania, płacząc, błagali, żeby im pomóc. Spróbowaliśmy. Nakarmiliśmy ich, odebraliśmy od nich pełnomocnictwa prawnicze, nagraliśmy ich historie. Umożliwiliśmy im kontakt z rodzinami - chłopaki z Afganistanu nie wiedzieli nawet, jaka jest aktualna sytuacja w ich kraju i płacząc, po raz pierwszy od kilku dni rozmawiali ze swoimi rodzicami. Mając wsparcie prawnika i adwokatki oraz udokumentowane historie uchodźców, zgodnie z prawem zadzwoniliśmy po straż graniczną. Prawnicy i pełnomocniczka chłopaków ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej i Fundacji Ocalenie nie zostali do nich dopuszczeni. W nocy, w środku lasu, zostali kolejny raz wyrzuceni przez płot z drutu kolczastego na stronę białoruską - opisywali przedstawiciele grupy.

Od ponad tygodnia w okolicy miejscowości Usnarz, w pasie przygranicznym obozuje grupa 32 uchodźców z AfganistanuOd ponad tygodnia w okolicy miejscowości Usnarz, w pasie przygranicznym obozuje grupa 32 uchodźców z Afganistanu Matylda Wierietielny

Wyrzucanie ludzi wprost pod nogi żołnierzy Łukaszenki, którzy grożąc zastrzeleniem i szczując psami, każą przechodzić przez drut kolczasty na polską stronę, to jest takie bestialstwo, jakiego nikt z nas by sobie nawet nie wymyślił

- dodali aktywiści.

W opinii licznych ekspertów Polska ma obowiązek przyjęcia na swoje terytorium uchodźców proszących o pomoc, co wynika z prawa międzynarodowego. Mówił o tym m.in. adw. Mikołaj Pietrzak, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie i pełnomocnik uchodźców, którzy znajdują się na granicy polsko-białoruskiej.

- Prawo międzynarodowe w sposób jasny stanowi zasadę "non-refoulement", czyli nie wolno zawracać ludzi, którzy poszukują pomocy jako uchodźcy, poszukują tak zwanej pomocy międzynarodowej. Nie wolno ich zawracać z granicy. Nieważne, czy legalnie, czy nielegalnie wkraczają na terytorium. Jeżeli mówią: "jesteśmy uchodźcami, boimy się o swoje bezpieczeństwo, uciekamy przed kryzysem humanitarnym", my musimy ich wpuścić i rozpocząć procedurę, w której państwo polskie weryfikuje, czy te osoby rzeczywiście są uchodźcami, czy nie, jaki status należy im nadać. I dopiero wtedy, po przeprowadzeniu całej tej procedury, państwo polskie może ewentualnie te osoby wydalić. Ale państwo polskie absolutnie nie ma prawa ich po prostu nie wpuszczać i zawracać z granicy, a z tym mamy właśnie do czynienia w tej sprawie - tłumaczył w rozmowie z TVN24.

Więcej o: