Straż Graniczna: 100 prób przekroczenia granicy polsko-białoruskiej w piątek. "Działania mogą być sterowane"

Podporucznik Straży Granicznej Anna Michalska powiedziała w rozmowie z IAR, że wiele wskazuje na ingerencję białoruskich służb przy próbach przekroczenia polsko-białoruskiej granicy przez migrantów. Poinformowała też, że w sam tylko piątek Straż Graniczna wykryła prawie sto prób nielegalnego przekroczenia granicy z Białorusią. Nie chodzi tu jednak o grupę kilkudziesięciu osób, która koczuje w okolicy Usnarza Górnego.

Podporucznik Anna Michalska dodała, że "działania, które obserwujemy na granicy w ostatnim czasie, mogą być sterowane". Jak wyjaśniła, świadczy o tym fakt, że migranci zeznają, iż ich dokumenty zostały zniszczone po białoruskiej stronie granicy.

Straż Graniczna: W piątek doszło do blisko 100 prób przekroczenia polsko-białoruskiej granicy. Zatrzymano 27 osób

Od początku sierpnia granicę z Białorusią próbowało nielegalnie przekroczyć ponad dwa tysiące osób. Michalska zapewnia, że wszystkim zatrzymanym zostaje udzielona pomoc.

- W piątek przy prawie stu próbach nielegalnego przekroczenia granicy zatrzymaliśmy 27 osób. Wszystkie trafią do strzeżonych ośrodków dla cudzoziemców, gdzie będą bezpieczne i zostanie im udzielona pomoc - wyjaśniła w rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową. 

Uchodźcy z Afganistanu na granicy polsko-białoruskiejStraż graniczna i wojsko odsuwają media od uchodźców. "Teren prywatny"

Michalska zapewniła również, że po polskiej stronie nie ma grup nielegalnie koczujących imigrantów.

Usnarz Górny. Strażnicy graniczni i żołnierze utworzyli kordon w odległości kilkuset metrów od koczujących imigrantów.

Michalska nie miała prawdopodobnie na myśli ponad trzydziestoosobowej grupy osób, która koczuje w okolicy Usnarza Górnego. Straż i wojsko uniemożliwiały im dotychczas nielegalne przekroczenie granicy, które pozwoliłoby na uruchomienie procedury udzielenia ochrony międzynarodowej. Pogranicznicy podkreślają, że ta grupa uchodźców od samego początku znajduje się na terytorium Białorusi

Obecnie nie wiadomo, co dzieje się z migrantami, ponieważ w sobotę media zostały odsunięte na znaczną odległość, a uchodźcy zasłonięci pojazdami. 

- Jakikolwiek kontakt z tymi osobami jest uniemożliwiony - relacjonował w rozmowie z OKO.press prawnik Tadeusz Kołodziej. Jak przekazał, z uchodźcami udało się na chwilę nawiązać relację na odległość dzięki megafonom i lornetkom. Koczujące osoby miały podnosić w odpowiedzi na pytania jedną lub dwie ręce, które symbolizowały odpowiedzi "tak" i "nie". Jak jednak dodał prawnik, straż graniczna szybko zasłoniła te osoby. 

- Co więcej, kazała im nie podnosić rąk, co jest groteskowe, bo oficjalną linią straży granicznej jest to, że oni nie znajdują się na polskim terytorium, tylko na białoruskim. Więc jakie mają prawo cokolwiek im nakazywać? - pytał retorycznie. 

Uchodźcy z Afganistanu na granicy polsko-białoruskiejUsnarz Górny. "Osoby na granicy mówiły, że były bite kolbami karabinów"

Kołodziej dodał, że uchodźcy mówili, że byli bici kolbami karabinów. Jak przekazał, ostatnia informacja, jaką zdołali zakomunikować, była taka, że występują u nich problemy zdrowotne i potrzebna im jest pomoc medyczna. 

"Kobiety poinformowały nas, że potrzebują podpasek. Razem z lekarkami poprosiliśmy, żeby służby przekazały im przyniesione przez nas podpaski i leki dla osób, które źle się czują. Na razie nieskutecznie" - poinformowali w sobotę przedstawiciele Fundacji Ocalenie.

Pomocy migrantom koczującym w pobliżu Usnarza Górnego przez kilka ostatnich dni udzielał m.in. poseł Lewicy Maciej Konieczny. "Ważna relacja z granicy. Uchodźcy potrzebują pomocy lekarza. Wojsko i straż graniczna nie dopuszczają nikogo do granicy" - napisał polityk przed kilkoma godzinami.  

Natomiast politycy rządu chwalą się w mediach społecznościowych tym, że od kilku dni granica jest uszczelniana. Na miejsce skierowano tysiąc żołnierzy Wojska Polskiego, a na długości 100 kilometrów rozciągnięty został drut kolczasty. W czwartek szef MON Mariusz Błaszczak, drut niebawem znajdzie się na długości kolejnych 50 kilometrów. W sobotę rano minister obrony narodowej zamieścił w mediach społecznościowych wpis, w którym sugeruje, że akcja "uszczelniania" granicy jest zakłócana przez białoruskie służby.

"Problem na granicy polsko-białoruskiej to brudna gra Łukaszenki i Kremla. Uszkodzenie ogrodzenia to także efekt działalności białoruskich służb, co widać na zdjęciach" - napisał Mariusz Błaszczak w mediach społecznościowych, zamieszczając przy tym trzy słabej jakości zdjęcia, na których widoczna jest drewniana drabinka rzucona na drut kolczasty. Jak w komentarzach zauważyli internauci, nie do końca wiadomo, na czym Mariusz Błaszczak opiera przekonanie, że to efekt działalności służb z zagranicy.

"Posłowie opozycji i ich happeningi na granicy wpisują się w scenariusz Łukaszenki. Nie bądźcie pożytecznymi idiotami, opamiętajcie się!" - dodał w swoim wpisie Mariusz Błaszczak.

O sytuacji na polsko-białoruskiej granicy rozmawiali premierzy Polski, Litwy, Łotwy i Estonii

Premierzy Polski, Litwy, Łotwy i Estonii omówili podczas wideokonferencji sytuację na granicach naszych państw wobec działań władz białoruskich. Rozmowa odbyła się na zaproszenie premiera Mateusza Morawieckiego. Premier Estonii uczestniczył w wideokonferencji także jako aktualny członek Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Morawiecki napisał później na Facebooku, że "służby Polski, Litwy i Łotwy będą zdecydowanie bronić naszych granic". "Obecne działania reżimu Łukaszenki traktujemy jako element wojny hybrydowej i próbę destabilizacji sytuacji w regionie. Są to działania wymierzone w Unię Europejską jako zemsta za nałożone na Łukaszenkę sankcje" - zaznaczył szef polskiego rządu.

Podkreślił też, że obecnie mamy też do czynienia z "ogromnym natężeniem działań dezinformacyjnych, z próbami wprowadzania opinii publicznej w błąd". Zaznaczył, że to także element planu Łukaszenki i efekt zabiegów służb jego reżimu. "Wbrew fałszywym informacjom - rozpowszechnianym także w polskich mediach - trzeba podkreślić, że sprowadzeni przez białoruskie służby migranci znajdują się w dalszym ciągu na terenie Białorusi. W prawie międzynarodowym nie ma kategorii pasa " - napisał premier.

Mateusz Morawiecki zaznaczył, że znajdujący się po stronie białoruskiej migranci - w większości pochodzący z Iraku bądź Syrii - legalnie znaleźli się na terytorium Białorusi. W związku z tym, zgodnie z prawem międzynarodowym, to Białoruś jest za nich odpowiedzialna i powinna zapewnić im ochronę.

Więcej o: