Migranci na granicy polsko-białoruskiej. Straż graniczna nie przekazuje darów, obozowisko zasłonięto

Media informują, że strażnicy nie przekazują pozostawianych przez ludzi darów grupie migrantów przebywających na granicy polsko-białoruskiej przy miejscowości Usnarz Górny. Z informacji TOK FM wynika także, że do cudzoziemców nie zostali dopuszczeni prawnicy zajmujący się prawami człowieka.

Kilkudziesięciu imigrantów od kilku dni koczuje w pasie granicznym między Polską a Białorusią niedaleko miejscowości Usnarz Górny w woj. podlaskim. Do naszego kraju nie chcą wpuścić ich polskie służby, a z drugiej strony nie przyjmuje ich z powrotem strona białoruska.

Z nieoficjalnych doniesień wynika, że to grupa około pięćdziesięciu osób - kobiet z dziećmi oraz mężczyzn pochodzących z Iraku i Afganistanu.

Uchodźcy koczują na granicy z BiałorusiąUchodźcy koczują na granicy polsko-białoruskiej. "Katastrofa humanitarna"

Jak podała TVN24, strażnicy graniczni, również z własnych pieniędzy, kupują migrantom wodę i jedzenie. Prowiant oraz potrzebne przedmioty dostarczają też okoliczni mieszkańcy, z darami pojawili się także posłowie PO Dariusz Joński i Michał Szczerba. Nie zostały jednak przekazane przez strażników, którzy tłumaczą, że o przyjmowaniu jedzenia, śpiworów i innych przedmiotów powinny zdecydować władze podlaskiego oddziału straży granicznej.

Reporter TOK FM Jakub Medek potwierdził na Twitterze, że straż graniczna "nie przekazuje zostawianych rzeczy". Jak poinformował, na miejscu pojawili się prawnicy m.in. z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, którzy nie zostali jednak dopuszczeni do obozowiska. Medek podał także, że straż graniczna i wojsko osłonili miejsce przebywania migrantów samochodami.

Wiceszef MSZ: To zorganizowana akcja

Według MSWiA, tylko w sierpniu polsko-białoruską granicę próbowało nielegalnie przekroczyć ponad 1935 osób. W 1175 przypadkach Straż Graniczna zapobiegła próbom przekroczenia granicy, czyli prawdopodobnie odesłała imigrantów na Białoruś. 760 cudzoziemców trafiło natomiast do zamkniętych ośrodków w Polsce.

Ogrodzenie z drutu kolczastego na polsko-białoruskiej granicy150 km drutu kolczastego na polskiej granicy. "Wstyd mi za mój rząd. To haniebne"

W przypadku granicy białoruskiej przyczyną zwiększenia presji migracyjnej jest - w ocenie polskich władz - celowe działanie białoruskiego przywódcy Alaksandra Łukaszenki. W ten sposób, zdaniem Warszawy, próbuje on destabilizować sytuację w krajach europejskich. W ostatnim czasie na granicy Unii Europejskiej z Białorusią znacząco wzrosła liczba migrantów między innymi z Iraku, Syrii czy Afganistanu. Najwięcej cudzoziemców próbowało przedostać się na Litwę. Władze tego kraju oskarżyły Białoruś o organizowanie przemytu ludzi.

- Musimy chronić terytorium RP, od nas musi zależeć, kogo wpuszczamy, a kogo nie wpuszczamy. Nie może być tak, by szantaż pana Łukaszenki zmuszał nas do przyjmowania kogokolwiek - komentował sytuację w Usnarzu Górnym premier Mateusz Morawiecki. Wiceszef MSZ Paweł Jabłoński stwierdził z kolei, że sytuacja wygląda na "zorganizowaną akcję".

Zobacz wideo Co z Afgańczykami, którzy boją się o swoje życie? Rozmowa z Janiną Ochojską
Więcej o: