150 km drutu kolczastego na polskiej granicy. "Wstyd mi za mój rząd. To haniebne"

MSWiA podjęło decyzję o zaostrzeniu kontroli na granicy polsko-białoruskiej. Podjęto także kontrowersyjną decyzję o budowie ponad 150 km ogrodzenia z drutu kolczastego. Przy granicy od ponad tygodnia koczuje grupa migrantów. "Wśród nich są kobiety z małymi dziećmi. Często słychać, jak płaczą" - pisze reporter TOK FM. "Wstyd mi za mój rząd. To haniebne" - stwierdził aktywista Bart Staszewski.

Jak podaje nam Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, w sierpniu tego roku 2100 osób usiłowało nielegalnie przekroczyć polsko-białoruską granicę. Rząd oczekuje wzrostu liczby imigrantów, którzy mogą przedostać się do naszego kraju bez wymaganych dokumentów. Trwają prace nad rozporządzeniem, które zezwoli na zwiększenie liczby miejsc w ośrodkach dla cudzoziemców, przez zagęszczenie.

"Usprawnione zostanie także postępowania w sprawie nielegalnego przekroczenia granicy oraz zapewnienie bezpieczeństwa wewnętrznego państwa i ochronę porządku publicznego" - podkreślono w komunikacie.

Zobacz wideo Rozmowa z Janiną Ochojską

MSWiA podjęło także decyzję o zaostrzeniu kontroli na wschodniej granicy. "Najbardziej narażony na nielegalne przekroczenie granicy jest odcinek o długości 187 km (nie poinformowano, o który konkretnie chodzi - red). Do działań na tym odcinku zostali skierowani dodatkowi funkcjonariusze z innych oddziałów SG oraz tysiąc żołnierzy Wojska Polskiego" - czytamy w komunikacie MSWiA.

Urządzenia obserwacyjne i 150 km ogrodzenia z drutu. "Wstyd mi za mój rząd. To haniebne"

Straż Graniczna wykorzystuje w swoich działaniach specjalne techniczne urządzenia obserwacyjne, które pozwalają na szybką reakcję. Są to m.in.: kamery termowizyjne o dużym zasięgu, pojazdy obserwacyjne, przenośne kamery termowizyjne czy gogle noktowizyjne. Zdecydowano się także na zbudowanie ogrodzenia z drutu kolczastego. Do tej pory zabezpieczono blisko 100 km granicy na odcinku ochranianym przez Podlaski Oddział SG. Planowane jest rozbudowanie ogrodzenia o kolejne 50 km.

Powyższe informacje wywołały lawinę komentarzy polityków i ekspertów w mediach społecznościowych.

"Drut kolczasty nie rozwiązuje dylematu moralnego, przed którym stoimy wobec uchodźców na granicy z Białorusią. Powinniśmy przyjąć kobiety i dzieci. Reszcie zapewnić godziwe warunki na granicy. Opracować plan przyjmowania uchodźców z Afganistanu na naszych warunkach" - pisze socjolog i poseł Maciej Gdula.

Aktywista Bart Staszewski napisał na Twitterze, że "to nie zasieki przed Łukaszenką a przed ludźmi uciekającymi przed krwawym reżimem". "Dumne ideały polskiej Solidarności i Kościoła Katolickiego widoczne na jednym obrazku. Brakuje tylko zaplątanych w drut zwłok uchodźców. Wstyd mi za mój rząd. To haniebne" - dodaje.

"Zamiast drutu kolczastego na granicy z Białorusią niech minister Wąsik zacznie budować mur. Taki na 5 metrów wysokości. To byłoby spełnienie jego marzeń" - stwierdził były premier Leszek Miller. 

Z kolei Janina Ochojska, twórczyni Polskiej Akcji Humanitarnej i europosłanka, w środę rano w rozmowie z Patrykiem Strzałkowskim z Gazeta.pl mówiła, że jako kraj "już jesteśmy spóźnieni, jeśli chodzi o przygotowanie nas samych do przyjęcia Afgańczyków". 

- Możemy spodziewać się tego, że do naszego kraju przybędzie bardzo dużo Afgańczyków. Ważne jest to, w jaki sposób ich przyjmiemy. (...) Ważne jest to, żeby jak najszybciej udzielić takim ludziom pomocy, wiedząc dokąd ich skierować. W Polsce jest sporo gmin, które są przygotowane na przyjęcie uchodźców, tylko uchodźcy o tym nie wiedzą - powiedziała Ochojska. 

Przestrzegała również przed organizowaniem pomocy rzeczowej, która miałaby zostać wysłana do Afganistanu. - Taka pomoc na pewno nie jest potrzebna. Być może będzie ona potrzebna Afgańczykom, którzy będą chcieli się tutaj osiedlić - podkreśliła.

Morawiecki mówi: Musimy chronić terytorium RP. Z obozowiska dobiega płacz dziecka

Tymczasem podczas konferencji w Kamieńcu Ząbkowickim premier Mateusz Morawiecki został zapytany o ludzi koczujących przy polskiej granicy.

Talibowie na ulicy KabuluPolak, który o talibach i Afganistanie wie najwięcej

- Co do uchodźców, którzy są wykorzystywani przez pana Łukaszenkę, mogę powiedzieć, że musimy chronić terytorium Rzeczypospolitej Polskiej i oczywiście od nas musi zależeć, kogo my wpuszczamy, a kogo nie. Nie może być tak, aby szantaż pana Łukaszenki zmuszał nas do przyjmowania kogokolwiek - odpowiedział Morawiecki.

Grupa migrantów od tygodnia koczuje w Usnarzu Górnym, na granicy polsko-białoruskiej. "Wśród nich są kobiety z małymi dziećmi. Często słychać, jak płaczą" - pisze dziennikarz TOK FM.

"Cały czas z obozowiska na granicy słychać płacz dziecka, płacze bez przerwy od 20 minut. SG i wojsko wkłada dużo wysiłku w to, żeby nic nie było widać, między nami a obozem ustawili ścianę z terenówek i ciężarówki. Ale dziecka uciszyć nie mogą" - zauważa Jakub Medek z TOK FM.

Zdaniem polskiego rządu, uchodźców, którzy pochodzą m.in. z Iraku i Afganistanu, wypychają na teren Polski białoruskie służby. Jak tłumaczą eksperci, taką taktykę od tygodni stosuje reżim Alaksandra Łukaszenki, by wywrzeć presję na Unię Europejską z powodu sankcji nałożonych na władze Białorusi.

We wtorek w sieci pojawiło się nagranie z domniemanej akcji pograniczników, na którym - o ile jest ono autentyczne - widać jak białoruscy pogranicznicy przepędzają migrantów na polską stronę.

Coraz więcej migrantów dociera do Polski

Z  danych przesłanych nam przez MSWiA wynika, że 758 cudzoziemców zostało zatrzymanych i osadzonych w zamkniętych ośrodkach dla uchodźców. Tylko ostatniej doby funkcjonariusze udaremnili przekroczenie granicy 130 osobom, a ośmiu cudzoziemców zostało zatrzymanych.

Imigranci, którzy trafiają do zamkniętych ośrodków, są weryfikowani przez polskie służby pod kątem bezpieczeństwa. Prowadzone jest także postępowanie w sprawie udzielenia cudzoziemcom pomocy międzynarodowej, bądź deportacji do kraju pochodzenia.

Więcej o: