Afganistan. Były szef GROM o wycofaniu współpracowników Polaków: Może być już trochę za późno

- Słyszę głosy polityków, którzy mówią, że należy ich wszystkich stamtąd zabrać, że to kwestia honoru, ale mam wrażenie, że jest już trochę za późno - powiedział Onet.pl płk Piotr Gąstał, były dowódca jednostki specjalnej GROM. Pułkownik podczas wywiadu był pytany m.in. o los współpracowników formacji w Afganistanie oraz o to, w jaki sposób mogliby zostać przetransportowani do Polski.

W rozmowie z portalem Onet.pl płk Piotr Gąstał stwierdził, że nie wie, co się w tej chwili dzieje ze współpracownikami GROM w Afganistanie. - Niestety nie wiem. Zanim ci ludzie rozpoczęli z nami współpracę, zostali dokładnie sprawdzeni i byli prowadzeni przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego. Mam nadzieję, że SKW ma listę afgańskich współpracowników Polskiego Kontyngentu Wojskowego i wie co się z nimi dzieje - przekazał Gąstał. 

Zobacz wideo Niepublikowane materiały marines z Afganistanu

Płk Piotr Gąstał: Mam nadzieję, że z lotniska w Kabulu zabrani zostaną też Afgańczycy, którzy współpracowali z siłami koalicyjnymi

Płk Gąstał podkreślił w wywiadzie dla Onetu, że nie wierzy w to, aby zostały stworzone plany ewentualnościowe na wypadek tak negatywnego rozwoju sytuacji w Afganistanie, aby pomóc współpracownikom GROM. - Słyszę głosy polityków, którzy mówią, że należy ich wszystkich stamtąd zabrać, że to kwestia honoru, ale mam wrażenie, że jest już trochę za późno. Podobna sytuacja miała miejsce, kiedy z Iraku wychodził Polski Kontyngent Wojskowy - powiedział płk Gąstał.

Były dowódca jednostki specjalnej GROM zauważył, że talibowie nie zajęli wszystkich prowincji. -  Teoretycznie wielu współpracowników sił koalicyjnych może więc szukać ratunku przekraczając granice w bezpiecznych miejscach. Wiemy też, że lotnisko w Kabulu jest wciąż w rękach sił prorządowych, i że jest pod kontrolą Amerykanów - powiedział. - Mam nadzieję, że z lotniska w Kabulu zabrani zostaną też Afgańczycy, którzy współpracowali z siłami koalicyjnymi. Ale to walka z czasem - każdy zabiera swoich - dodał płk Gąstał.

Jeśli zostaną zlokalizowani polscy współpracownicy, to istnieje szansa na wydostanie ich z Afganistanu 

Wojskowy powiedział także, w jaki sposób Polska może dotrzeć do "naszych ludzi w Afganistanie". - Możemy wysłać nasze siły specjalne, na przykład jednostkę GROM do Kabulu na pokładzie polskich samolotów transportowych C-130 Herkules lub C-17 Globemaster z bazy w Papa na Węgrzech, gdzie stacjonuje wspólna eskadra transportowa kilku państw NATO - wyjaśnił. I dodał, że jeśli polskie służby potrafią zlokalizować  naszych współpracowników, to istnieje możliwość wyciągnięcia ich z Afganistanu.  - Zresztą operacje podobnego typu były ćwiczone przez GROM. Przerzucaliśmy sprzęt i żołnierzy na przykład do Jordanii, aby wykonać operacje uderzeniowe na obiekty zajęte przez terrorystów, odbić i ewakuować polski personel dyplomatyczny. Polska ma więc możliwości, by taką operację wykonać w rzeczywistości nie tylko na ćwiczeniach - stwierdził płk Gąstał.

Pułkownik podkreślił, że jeśli nie wydostaniemy naszych współpracowników, to będzie to świadczyć o "słabości decydentów politycznych i o niczym innym". - Nie o słabości wojska, bo decyzje podejmują politycy, a wojskowi je wykonują. Głos decydujący, żeby wysłać nasze siły zbrojne do Afganistanu, ma pan prezydent, premier i minister obrony. Nikt więcej - dodał.

Tymczasem większość dyplomatów państw zachodnich opuściła już stolicę Afganistanu, Kabul. Poinformował o tym agencję Reutera przedstawiciel władz amerykańskich. Dodał, że mieście została część pomocniczego personelu dyplomatycznego. Śmigłowce od wczoraj przewoziły zagranicznych przedstawicieli z dzielnicy ambasad na lotnisko.

Talibowie ogłosili koniec wolny. Zdobyli Afganistan w dziewięć dni

Jeden z przywódców talibów, którzy kontrolują Afganistan, powiedział, że jest jeszcze za wcześnie na stwierdzenie, w jaki sposób rebelianci przejmą władzę w kraju. "Poczekamy na wycofanie się wszystkich obcych sił i dopiero wtedy zaczniemy odbudowywać struktury władzy" - powiedział w telefonicznej rozmowie z agencją Reutera nieujawniony z nazwiska przywódca talibów. Dodał, że bojownicy, którzy weszli do Kabulu, dostali rozkaz, by szanować cywilów i pozwolić im wrócić do normalnego życia.

W niedzielę późnym wieczorem talibowie ogłosili koniec wojny w Afganistanie. Zajęli pałac prezydencki w stolicy i mają de facto pełnię władzy. Rebelianci przejęli kontrolę w kraju w dziewięć dni, zanim zdążyły się stamtąd wycofać wszystkie wojska Stanów Zjednoczonych i NATO. Prezydent Afganistanu Ashraf Ghani uciekł z kraju, za granicę wyjechali też wiceprezydent, minister obrony, szef parlamentu i inni politycy. Część członków dotychczasowego rządu prowadzi obecnie rozmowy z talibami o ustanowieniu przejściowego rządu.

Oprócz Kabulu, talibowie kontrolują wszystkie inne większe miasta w Afganistanie i większość baz wojskowych. Przejęli też podarowany afgańskiej armii przez USA sprzęt, broń, śmigłowce czy nowoczesne systemy obronne. Weszli również do bazy Bagram, do niedawna największej amerykańskiej bazy w Afganistanie, będącej symbolem kończącej się właśnie 20-letniej misji NATO.

Więcej o: