Antyszczepionkowiec wtargnął do szpitala, by udowodnić, że pandemia to fikcja. Sąd skrócił mu areszt

Bartosz T., 32-letni mężczyzna, który pod koniec marca wraz z kilkoma innymi osobami wtargnął do szpitala w Toruniu, właśnie wyszedł na wolność. Sąd Apelacyjny w Gdańsku zdecydował o skróceniu aresztu tymczasowego o miesiąc, tłumacząc, że inne zastosowane środki zapobiegawcze są wystarczające.
Zobacz wideo Czy antyszczepionkowcy to poważny problem dla programu szczepień?

Pod koniec marca do Szpitala Miejskiego w Toruniu wpadła grupa osób ignorujących wszelkie obostrzenia sanitarne z okrzykiem: "Suweren przyszedł na kontrolę". Bartosz T., który widoczny był na nagraniach z zajścia, właśnie opuścił areszt - pisze Onet.

Prof. Krzysztof SimonProf. Simon: Grożono mi śmiercią, a prokurator nic. W jakim ja kraju żyję?!

Chciał udowodnić, że pandemia to fikcja. Szpital zawiadomił prokuraturę

27 marca grupa osób wybrała się do toruńskiego szpitala w celu "udowodnienia", że pandemia to fikcja.

 - Jestem u siebie w szpitalu, w moim państwie i nikt mi tu nie będzie mówił, gdzie ja mogę wchodzić, a gdzie nie - mówił 32-letni Bartosz T., który nagrywał zdarzenie i umieścił je w sieci.

Dyrekcja placówki zdecydowała się zawiadomić prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa. 1 kwietnia mężczyzna został zatrzymany - początkowo na okres trzech miesięcy, później areszt tymczasowy przedłużono, jednak finalnie został on skrócony o miesiąc. Jak pisze Onet, Sąd Apelacyjny w Gdańsku zapoznał się z zażaleniem obrońcy 32-latka i zadecydował, że środki zapobiegawcze w wysokości 30 tys. zł, dozór policji oraz zakaz kontaktu ze świadkami w sprawie wystarczą.

Minister Obrony Narodowej Mariusz BłaszczakAntyszczepionkowcy w mundurach Wojska Polskiego. Jest reakcja Błaszczaka

Wtargnięcie do szpitala w Toruniu. Mężczyzna zwolniony z aresztu tymczasowego

O opuszczeniu przez mężczyznę aresztu poinformowała prowadzona przez niego strona, na której możemy przeczytać, że zajmuje się ona "rozmontowywaniem systemu przez decentralizację i powrót do prawa naturalnego". Za jej pośrednictwem partnerka Bartosza T.  zbierała środki finansowe na pomoc prawną dla mężczyzny. "Niestety przyszło nam żyć w czasach, w których prócz krzywdy, jaką wyrządza nam szeroko pojęty system, krzywdzimy coraz bardziej siebie nawzajem. [...] Post ten piszę z bólem serca, gdyż muszę naruszyć nim naszą z wiadomych względów ukrywaną prywatność - jakbyśmy nie mieli wystarczająco problemów i cierpienia" - pisała. W akcji udało jej się zebrać ponad 23 tys. zł.

Równocześnie kobieta odwołała się do wcześniejszej sprawy Bartosza T., "tak zwanej narkotykowej", podkreślając, że zbierane pieniądze dotyczyły wyłącznie sprawy toruńskiego szpitala. Jak tłumaczy Onet, mężczyzna "został skazany za pięć lat więzienia za współprowadzenie fabryki narkotyków (chodzi głównie o ecstasy) oraz handel nimi. Ten wyrok jest jednak nieprawomocny i 32-latek nie może go odsiadywać przed uprawomocnieniem". 

Więcej o: