Zamieszki w Lubinie. Ekspert: Ludzie widzą, że policja w Polsce bardzo często jest ponad prawem

W niedzielę w Lubinie doszło do protestów i zamieszek, w wyniku których zatrzymano 40 osób. To reakcja społeczeństwa na interwencję policji, w czasie której miał zginąć mężczyzna. - Ludzie widzą, że policja w Polsce bardzo często jest ponad prawem. Ta reakcja to element buntu społecznego, który zachodzi wtedy, gdy w społeczeństwie narasta poczucie beznadziejności - tłumaczy socjolog i kryminolog Paweł Moczydłowski.

W piątek 6 sierpnia policjanci z Lubina próbowali obezwładnić (jak wynikało z komunikatu policji) agresywnego mężczyznę. Ten zmarł w szpitalu po dwóch godzinach od zatrzymania. Poseł KO Piotr Borys dotarł do nieoficjalnych informacji z których wynika, że w lubińskim szpitalu w piątek w ogóle takiego pacjenta nie było. Wydarzenie spowodowało protesty i zamieszki pod komendą policji w Lubinie. Zatrzymano 40 osób. Rozmawiamy o tym z Pawłem Moczydłowskim, polskim socjologiem i kryminologiem.

Zobacz wideo Policja zatrzymała 37-latka z Wielkopolski, który jest podejrzany w sprawie wycieku danych klientów ogólnopolskiej firmy energetycznej

Co powoduje, że ludzie tak agresywnie reagują na takie sytuacje z udziałem policji?

Gdy zobaczyłem, co wydarzyło się w Lubinie, przypomniało mi to atak tłumu protestujących na posterunek policji w Otwocku w 1981 roku. To miejsce było znane z tego, że policja w czasie interwencji biła obywateli. Brutalność mundurowych wzbudziła sprzeciw społeczeństwa i doszło do zamieszek. Otwock był symbolem bezkarności policji, która stanęła po stronie władzy, a władza po stronie policji. W dalszym ciągu w Polsce traktuje się policję jako instytucję uprzywilejowaną i bezkarną. Jest to urząd, który powinien stać po stronie obywateli, lecz wciąż opowiada się po stronie władzy. To powoduje gniew w ludziach.

Społeczeństwo ma poczucie, że policja jest w swoich działaniach bezkarna?

Ludzie widzą, że policja w Polsce bardzo często jest ponad prawem. W sytuacjach kryzysowych nadal pewne informacje są ukrywane, wymazywane ze statystyk. Gdy na skutek interwencji policji dochodzi do śmierci,  prokuratorzy uznają w większości, że policjanci nie ponoszą winy. Nawet, jeśli przyczyny zgonów nie są do końca jasne.

Między innymi w przypadku głośnej sprawy Igora Stachowiaka pojawia się kontrowersyjna teoria o "excited delirium", która oczyszcza policjantów z podejrzeń o doprowadzenie do śmierci zatrzymanych osób.

Ten przykład pokazuje, do jak wielu zaniedbań ciągle dochodzi w polskiej policji. Zamiatano sprawę pod dywan, w dokumentach panował chaos. Policjanci myśleli, że trafią na rodzinę, której powiedzą, co tylko chcą. Która uwierzy we wszystko. Nadal służby stosują socjotechniki, które mają na celu uzyskanie konkretnych zeznań, które usprawiedliwią policyjne niedociągnięcia.

Bardzo często też wykorzystuje się w medialnej narracji narkotyki, alkohol, dopalacze - to sprawia, że społeczeństwo rozumie działania policji. Nie buntuje się. Teoria "excited delirium" jest wygodna dla mundurowych, gdyż oczyszcza ich z zarzutów. Jest to opis sytuacji, w której dochodzi do ataku (np. na policję) pod wpływem zażycia dopalaczy, narkotyków. Policjanci mogą wówczas zastosować wszelkie środki przymusu bezpośredniego. Z tego typu interwencji nie zostają wyciągnięte konsekwencje.

Interwencja policji w Lubinie.Lubin. Prokuratura o szczegółach śledztwa. Wskazano możliwe zarzuty

Mieszkańcy Lubina wyszli licznie na ulice, chociaż w większości nie znali ofiary. Z czego to wynika?

Śmierć młodego mężczyzny była zapalnikiem. Polakom sumują się drobne, podobne doświadczenia z policją z ich życia prywatnego, z medialnych doniesień. W społeczeństwie kumuluje się poczucie niesprawiedliwości. Myślimy: Policja zawłaszczyła sobie prawo do definiowania każdej sytuacji. Mogą wybielić swoje działania i nikt nie wyciągnie z tego konsekwencji. Nie godzimy się na to.

Wczorajszy protest zakończyły zamieszki. Dlaczego manifestacja przekształciła się w agresję?

Ludzie zauważyli, że policja w odpowiedzi na ich protest zaczęła się zbroić. Kordon policji otoczył ludzi, co też jest jedną z technik. Takie otoczenie manifestujących ma sprawić, że narośnie w nich frustracja, a następnie zniechęcenie. Tymczasem tutaj grupa ludzi widząc znów "władzę policji" nad przeciętnymi obywatelami zareagowała agresywnie. Jest to element buntu społecznego, który zachodzi wtedy, gdy wśród ludzi narasta poczucie beznadziejności.

Ci ludzie czuli, że tylko oni mogą zawalczyć o sprawiedliwość?

Polacy wiedzą, że policja ma monopol na władzę. Nie mogą liczyć, że partia rządząca rozliczy funkcjonariuszy i że spotka ich sprawiedliwość. To są nastroje, które w naszym społeczeństwie będą narastać, jeśli nie zmienimy całego systemu. 

Więcej o: