Obrońca praw zwierząt z zarzutami kradzieży zaniedbanych psów. "Z przestępców robi się pokrzywdzonych"

Przeciwko prezesowi Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt skierowano akt oskarżenia, który dotyczy m.in. kradzieży kilkudziesięciu zwierząt czy dopuszczenia się przemocy wobec właścicielki jednego z odebranych psów. Grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności.

Oprócz Konrada Kuźmińskiego zarzuty usłyszała również Krystyna Pietruszka, wiceprezes Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt. Sprawa trafiła już do Sądu Rejonowego w Jeleniej Górze. Oskarżeni nie przyznają się do popełnienia zarzucanych im czynów. 

Zobacz wideo Nie tylko ludzie potrzebują pomocy! W tym roku policjanci i strażnicy miejscy ratowali również zwierzęta

Konrad Kuźmiński: Osoby, które przez lata zaniedbywały swoje zwierzęta, zostały przez prokuraturę postawione na piedestał

Prokuratura Rejonowa w Jeleniej Górze oskarżyła prezesa DIOZ m.in. o kradzież kilkudziesięciu zwierząt (psów i krów), naruszenie miru domowego, dopuszczenie się przemocy wobec właścicielki jednego z odebranych psów i spowodowanie u niej obrażeń ciała - informuje onet.pl. Czynów tych miał się dopuścić Kuźmiński od lipca 2014 do sierpnia 2018 roku. Z kolei Krystyna Pietruszka usłyszała zarzuty naruszenia miru domowego oraz kradzież trzech psów w Lubaniu, w lutym 2019 r. Konradowi Kuźmińskiemu i Krystynie Pietruszce grozi kolejno do 10 i do pięciu lat pozbawienia wolności.

Portalowi Onet.pl udało się porozmawiać z Prezesem DIOZ. - W Polsce z przestępców robi się pokrzywdzonych. Osoby, które przez lata zaniedbywały swoje zwierzęta, zostały przez prokuraturę postawione na piedestał. Część z tych właścicieli została już prawomocnie skazana za znęcanie się nad tymi zwierzętami albo sądy uznały, że zwierzęta faktycznie były zaniedbane, ale właściciele nie mieli świadomości, że źle z nimi postępują - powiedział Onetowi Konrad Kuźmiński. I dodał, że "tak na przykład było w przypadku odbioru 60 psów od 70-letniego właściciela, które zagryzały się między sobą i mnożyły na potęgę. - Na wszystkie psy przypadały jedynie cztery budy - powiedział.

Jarosław GowinGowin o dymisji wiceminister Korneckiej. "Nie była konsultowana"

Konrad Kuźmiński: Nie wiem jak mielibyśmy odbierać zwierzęta bez wejścia na czyjąś posesję

Prezes DIOZ wypowiedział się także w sprawie zarzucanej mu przemocy wobec właścicielki jednego z odebranych zwierząt. - Prokurator Sebastian Ziembicki nie przeprowadził dowodu z filmu, na którym widać, że to właścicielka bije mnie po głowie, gdy siedziałem w samochodzie i czekałem na policję. Jedyne co zrobiłem, to wypchnąłem jej ręce z auta - zrelacjonował Onetowi Kuźmiński.

Prezes przyznał również, że przy obecnych przepisach prawa, podczas odbierania zwierząt właścicielom i wchodzenia na ich posesję za każdym razem można postawić zarzut naruszenia miru domowego. Problem ten miała rozwiązać szumnie zapowiada przez Jarosława Kaczyńskiego oraz Prawo i Sprawiedliwość tzw. "piątka dla zwierząt", która w wyniku krytyki m.in. ze strony właścicieli firm futrzarskich czy rolników została porzucona. W październiku 2020 roku wiceminister rolnictwa Ryszard Bartosik zapewniał, że pojawi się nowy projekt ustawy ws. ochrony zwierząt. 

Donald TuskTusk: Nie chcę słuchać w kościele powtórki z przemówienia Kaczyńskiego

Prokuratura przedstawia listę zarzutów. Biegłym w sprawie był myśliwy, a nie weterynarz?

Portal Onet skontaktował się także z prokuratorem Tomaszem Czułowskim, rzecznikiem Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze, który przekazał, że Kuźmińskiemu zarzuca się również popełnienie przestępstwa oszustwa "polegającego na wprowadzeniu w błąd właścicielki psa co do okoliczności uprawniających do odbioru zwierzęcia i podanie się za przedstawiciela Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami" czy "sfałszowania dokumentów TOZ we Wrocławiu i posłużenia się nimi przed różnymi instytucjami, w tym urzędami, sądami i prokuraturą".

Prokurator przekazał, że biegły nie potwierdził jakoby stan odebranych zwierząt lub warunki ich przetrzymywania zagrażały ich życiu lub zdrowiu. Jednak jak informuje prezes DIOZ, biegłym nie miał być lekarz weterynarii tylko myśliwy krytykujący organizacje podobne do DIOZ.

- W sprawie tych samych zwierząt wypowiadał się prof. Zenon Sołtysiak z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, który był powoływany jako biegły do postępowań przeciwko ich właścicielom i na podstawie tego samego materiału dowodowego ocenił, że interwencje były jak najbardziej zasadne. Ale jego opinie oczywiście nie znajdują się w aktach jeleniogórskiej prokuratury - wytłumaczył Onetowi Kuźmiński. 

Więcej o: