Gdzie była "apolityczność" "PnŚ", gdy ocieplano wizerunek Kaczyńskiego? W TVP już przyjęto węgierskie prawo

Wiktoria Beczek
Kilkadziesiąt sekund występu słowackiej wokalistki z tęczową flagą okazało się łamać zasadę "apolityczności", sprawiło "dyskomfort niemałej części widzów" i było okazem braku "szacunku dla wrażliwości różnych grup" odbiorców. Swoim oświadczeniem TVP pokazała, że nie wypełnia ustawowej misji, a stosuje się do homofobicznego węgierskiego prawa, które o osobach LGBT+ nie pozwala mówić inaczej niż źle.

Nie milkną echa "skandalu", jaki wywołała słowacka wokalistka Karin Ann, gdy w programie śniadaniowym TVP wystąpiła z tęczową flagą. Konsekwencją tego zdarzenia było zerwanie współpracy z wydawcą programu "Pytanie na śniadanie", który to program - jak podano w przesłanym nam oświadczeniu - "z założenia wolny jest od tematów światopoglądowych i kontrowersyjnych symboli". "Siłą tego formatu jest apolityczność i szacunek dla wrażliwości różnych grup Widzów" - przekazano w stanowisku.

Słowa o jakiejkolwiek apolityczności w TVP mogą wywoływać wyłącznie rozbawienie, ale w przypadku samego "PnŚ" bawią szczególnie, kiedy sięgnie się pamięcią do wyborów w maju 2019 roku. Krótko przed nimi w "Pytaniu na śniadanie" ocieplano wizerunek Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS opowiadał na pytania dziennikarzy o to, czy lubi wstawać rano, co robi w wolnym czasie, co lubi jadać oraz czy nawiązał "bliską więź ze swoimi kotami". To w tym programie padły też słynne już słowa o tym, że Julia Przyłębska jest "odkryciem towarzyskim" Kaczyńskiego.

Michał Olszański, jeden z prowadzących program, mówił później, że tematyka została z góry ustalona przez zespół PR prezesa PiS. Po tej wypowiedzi Olszański, pracujący przy programie od dekady, został zdjęty z grafiku.

"Inwazja" LGBT na Polskę

Centrum Informacji TVP w oświadczeniu stwierdziło również, że "swój występ pani Karin Ann wykorzystała jako okazję do własnej kampanii, sprawiając dyskomfort niemałej części widzów 'Pytania na śniadanie' i wciągając jednocześnie program do sporu ideologicznego, w którym nie ma on zamiaru uczestniczyć". "Kampanią", która sprawia "dyskomfort" TVP nazywa - przypomnijmy - tęczową flagę i skierowane do osób LGBT+ słowa wokalistki o tym, że "zasługują na bycie kochanymi" i "by czuć się bezpiecznie".

Dziś TVP wałkuje powrót Donalda Tuska do Polski i jak katarynka powtarza wyrwany z kontekstu fragment przemówienia byłego premiera, w którym padają słowa "für Deutschland", ale jeszcze nie tak dawno tematem numer jeden były osoby LGBT+. W wyborczym cyklu maj 2019 (wybory do Parlamentu Europejskiego) - październik 2019 (wybory do Sejmu i Senatu) - lipiec 2020 (wybory prezydenckie) chwytano się wszelkich sposobów, by osoby nieheteroseksualne zohydzić. 

Zaledwie trzy dni przed wyborami w październiku 2019 - słowo "kampania" pasuje tu więc szczególnie - w TVP emitowano film "Inwazja", który miał ukazać rzekomy najazd "ideologii LGBT" na Polskę. To do tej produkcji nadawca publiczny wysłał swoją wyposażoną w ukryte kamery pracowniczkę na wolontariat w Kampanii Przeciw Homofobii, gdzie próbowała sprowokować działaczy do "niewygodnych" wyznań, a ostatecznie została zdekonspirowana.

To w "Inwazji" szerzej nieznany vloger usprawiedliwiał przemoc fizyczną wobec osób LGBT+, wykładowca UKSW przekonywał, że edukacja seksualna w szkołach, za którą to rzekomo osoby nieheteroseksualne są odpowiedzialne, to "czysty kryminał", a ostatecznie zasugerowano, że po uznaniu małżeństw jednopłciowych, osoby LGBT+ będą się domagały legalizacji pedofilii. Co więcej, jak się później okazało, wypowiedzi ekspertów - seksuologa i psycholożki - zostały zmanipulowane.

W TVP o "deprawacji", "ślubach z psem" i "chorych umysłowo"

W tym samym wyborczym okresie homofobiczne materiały były też nieustannie emitowane w "Wiadomościach" TVP. Na przełomie lipca i sierpnia przez 38 dni wyemitowano 29 krytycznych materiałów. A wszystko to i tak blednie przy rynsztoku serwowanym w TVP Info. Po przyjęciu przez warszawski samorząd Deklaracji LGBT+, w jednym z programów publicystycznych stacji tłumaczono widzom, że chodzi o "dziwaków", "osoby zaburzone", "deprawację", "molestowanie dzieci za publiczne pieniądze" i "promocję pedofilii". Stwierdzono również, że celem osób LGBT+ jest "poszerzanie liczby homoseksualistów", żeby "dzieci były do dyspozycji" oraz że homoseksualność jest "jak wampiryzm" i można się nią zarazić.

W innym programie TVP Info - "Studio Polska" - usłyszeć można było natomiast, że dzieci wychowywane przez pary jednopłciowe "wyrastają na zboczeńców", że orientacja homoseksualna to "zezwierzęcenie", a związki partnerskie porównywano do "ślubu mężczyzny z psem". Prowadzący program Magdalena Ogórek i Jacek Łęski na te wypowiedzi nie reagowali.

Choć przykłady można mnożyć, zamknę je pewną klamrą, za którą posłuży Jarosław Jakimowicz - dawniej aktor, dziś prowadzący i jednocześnie stały komentator programów TVP, którego kariera u publicznego nadawcy rozpoczęła się od hołdu dziękczynnego dla Antoniego Macierewicza. W programie "#Jedziemy" - jak sam powiedział - "wziął na siebie" ocenę działacza na rzecz świeckości i stwierdził, że jest on "chory umysłowo", wygląda na takiego "co na WF nie chodził" i "jest zadowolony, że siedzi w męskiej szatni". Wśród programów, które prowadzi w TVP Jakimowicz, jest "Pytanie na śniadanie Extra".

Węgierska kolonia na Woronicza

TVP pod rządami Jacka Kurskiego od dawna jest swego rodzaju państwem w państwie, na co najlepszym dowodem jest lansowanie Mariusza Błaszczaka na następcę Mateusza Morawieckiego, którego to z kolei czasem stacja krytykuje. Okazuje się natomiast, że państwo "Kury" jest kolonią węgierską. Obowiązują tam bowiem homofobiczne przepisy, które zakazują telewizjom przedstawiania osób LGBT+ w innym niż negatywnym świetle. 

A co z ustawową misją, która nakazuje publicznemu nadawcy oferować programy, "cechujące się pluralizmem, bezstronnością, wyważeniem i niezależnością"? Co z zapisanymi w polskiej ustawie o radiofonii i telewizji "odpowiedzialnością za słowo", "ukazywaniem różnorodności wydarzeń i zjawisk w kraju i zagranicą", "prezentowaniem zróżnicowanych poglądów i stanowisk"? Nie, to by mogło wywołać w widzach "dyskomfort".

Zobacz wideo Śmiszek: Prowadzicie systemową politykę dyskryminacji i pogardy wobec osób LGBT
Więcej o: