Wypadek pod Stalową Wolą. Ratownik: Kolega, który już ma dzieci, otwarcie płakał

"To była dla mnie okropna chwila. Zdałem sobie sprawę, że ten chłopczyk już nie ma rodziców i choć nic nie mogłem zrobić, bo nie było żadnych szans na ratunek dla tej kobiety, poczułem się jakby winny, że ta pacjentka odeszła" - czytamy w relacji ratownika, który przyjechał do tragicznego wypadku pod Stalową Wolą.

Relację ratownika Tomasza Ziemianina, który jest widoczny na słynnym już zdjęciu ze strażakiem trzymającym dziecko, zamieścił portal wp.pl. "Dotarliśmy jako trzeci zespół ratownictwa medycznego, więc już ze świadomością, że jedziemy po pacjentkę w stanie krytycznym, ale jest tam jeszcze dziecko. Okazało, że dziecko jest w stanie niezagrażającym życiu, trzyma je w ramionach jakaś przypadkowa pani" - opisuje ratownik.

Zobacz wideo Korytarz ratunkowy jest przeznaczony dla karetek. Nie blokuj go, bo sam możesz kiedyś potrzebować pomocy

Wypadek pod Stalową Wolą. Ratownik: Emocji nie da się do końca opisać

"Należą jej się słowa uznania i podziękowanie, bo była tam na miejscu ogromną pomocą. Dbała, by chłopczyk widział i słyszał jak najmniej, uspokajała go. Wszystkie siły musieliśmy skoncentrować na ratowaniu pacjentki. Przystąpiliśmy do resuscytacji, ale zorientowaliśmy się, że ona nie miała szans przynieść efektów. Wtedy zaczęło do mnie docierać, że to dziecko może być synkiem tej pary biorącej udział w wypadku" - czytamy dalej w relacji mężczyzny.

Dalej ratownik przyznaje, że to była dla niego "okropna chwila". "Zdałem sobie sprawę, że ten chłopczyk już nie ma rodziców i choć nic nie mogłem zrobić, bo nie było żadnych szans na ratunek dla tej kobiety, poczułem się jakby winny, że ta pacjentka odeszła. Trudno to oddać słowami. Tych emocji nie da się tak do końca opisać. I jeszcze ta bezsilność, która aż bolała w tamtej chwili. Kolega, który już ma dzieci, otwarcie płakał" - opisał Tomasz Ziemianin. 

Tragedia w Stalowej Woli. W wypadku śmierć ponieśli rodzice trojga dzieciTragedia w Stalowej Woli. "Liczba pijanych na polskich drogach jest olbrzymia"

Tragiczny wypadek w Stalowej Woli

Do wypadku doszło w sobotę przed godz. 15 na stalowowolskim odcinku drogi wojewódzkiej nr 871. Według wstępnych ustaleń policji kierujący audi S7, jadąc od Stalowej Woli w kierunku Jamnicy, podczas wyprzedzania zderzył się z jadącym z przeciwka audi A4, którym podróżowało trzy osoby. Dwie z nich - 37-letnia kobieta i 39-letni mężczyzna - zginęli na miejscu. Przeżył ich 2,5-letni syn, który został zabrany do szpitala. Kierowca audi S7 także odniósł obrażenia. Prokuratura wstępnie oceniła, że kierowca złamał zakaz wyprzedzania, znacznie przekroczył prędkość i najprawdopodobniej był w stanie nietrzeźwości. Mężczyźnie postawiono zarzuty spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym w stanie nietrzeźwości, a także kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości 

Para z powiatu niżańskiego, która zginęła w wypadku, osierociła trójkę dzieci. Fundacja Z Serca Dla Serca prowadzi internetową zbiórkę na rzecz rodzeństwa. "Pogrążone w rozpaczy dzieci trafiły pod opiekę najbliższej rodziny" - czytamy w opisie zbiórki.

Więcej o: