Rząd pracuje nad putinowskim prawem w Polsce? Woś o "zakazie działań propagandowych LGBT"

Polski rząd ma pracować nad "zakazem związany z działaniami promocyjnymi, propagandowymi środowisk LGBT" - powiedział wiceminister sprawiedliwości Michał Woś. Tego typu prawo wprowadzono niedawno na Węgrzech, co skrytykowała większość krajów Unii Europejskiej. Od lat takie przepisy obowiązują w Rosji, gdzie wiąże się je z "dramatycznym wzrostem" przemocy wobec osób LGBT.
Zobacz wideo Polityczna przyszłość Lewicy. "Jesteśmy jak jedna pięść"

Minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek sugerował w tym tygodniu, że uczestnicy Parady Równości "nie zachowują się normalnie" i zarzucał im "demoralizację" oraz "promowanie różnego rodzaju dewiacji". 

O jego słowa byli pytani w TVN24 Adrian Zandberg z partii Razem oraz wiceminister sprawiedliwość Michał Woś (Solidarna Polska). Woś sugerował, że Parada Równości to osoby "biegające z gołym tyłkiem po ulicach" i "nie jest to do końca normalne". Zarzucił też, że środowisko LGBT "próbuje wpychać do szkół różne swoje pomysły związane z organizacją, te pontony inne, seks edukacje, deprawujące dzieci". Zandberg stwierdził, że Czarnek "chyba pomylił stulecie, w którym żyje". 

Po tym padło pytanie, czy Polska powinna zakazać "propagowania homoseksualizmu", co zrobiły niedawno Węgry, a wcześniej Rosja

Woś najpierw stwierdził, że minister w Kancelarii Premiera Michał Wójcik (także Solidarna Polska) pracuje nad "zakazem zmiany płci". Dopytany o te słowa sprecyzował, że chodzi o "zakaz związany z działaniami promocyjnymi, propagandowymi środowisk LGBT, ale tu o szczegóły trzeba rzeczywiście pytać ministra Wójcika". Na Twitterze przypomniał wpis Wójcika z marca, w którym ten pisał, że "zakaz adopcji dzieci przez pary homoseksualne to dopiero przygrywka".

Rząd pracuje nad putinowskim prawem?

W tym miesiącu Węgry wprowadziły homofobiczne prawo, które łączy homoseksualność z pedofilią. Zgodnie z nową ustawą zajęcia szkolne, na których podejmowana będzie kwestia seksualności, nie mogą "propagować" homoseksualności oraz transpłciowości. Viktor Orban został za to skrytykowany przez większość państw Unii Europejskiej, a holenderski premier Mark Rutte najpierw publicznie powiedział, że jego zdaniem dla Węgier "nie ma miejsca".

Jednak takie prawo nie jest nowością - od lat obowiązuje w Rosji, gdzie w 2013 roku homofobiczną ustawę przyjęła Duma państwowa i podpisał ją prezydent Władimir Putin. Ustawa "przeciwko gejowskiej propagandzie" ma wg rosyjskich władz "chronić dzieci" przed wystawieniem na "homoseksualne treści", pokazujące, że różne orientacje seksualne są normalne w społeczeństwie. Argumentowano, że uderza to w "tradycyjne rodzinne wartości".

Ustawa zakazuje propagowania wśród dzieci "nietradycyjnych relacji seksualnych", co oznacza m.in. materiały mogące "budzić zainteresowanie" w takich relacjach czy "skłaniać nieletnich do tworzenia takich związków". Na podstawie przepisów można zamykać biznesy, a obcokrajowcy mogą zostać aresztowani i deportowani. Ustawa jest określana jako powód "dramatycznego wzrostu" przemocy wobec osób LGBT w Rosji.

"Protesty, jakich jeszcze nie było"

Aktywista Bart Staszewski napisał, że jeśli to prawda, że PiS "pracuje nad prawem walczącym z 'propagandą LGBT' wzorowanym na Węgrzech (vide Rosji)", to polski rząd "zobaczy protesty, jakich jeszcze nie było".

Także dziennikarz Tomasz Piątek pisał, że ten pomysł to "dokładna kopia tego, co zrobił Putin". 

Więcej o: