Śmierć Piotra Pawłowskiego. Akt oskarżenia przeciwko lekarzowi. "Nawet nie podszedł do pacjenta"

Prokuratura skierowała akt oskarżenia przeciwko lekarzowi pogotowia, który w 2018 roku brał udział w akcji ratunkowej Piotra Pawłowskiego, prezesa fundacji Integracja. Pełnomocniczka rodziny zmarłego mężczyzny przekazała, że w trakcie interwencji lekarz nie wyrażał zainteresowania pacjentem, tylko "stał z tabletem przy oknie". Teraz sprawą zajmie się sąd.
Zobacz wideo CPŚP rozbiło zorganizowaną grupę przestępczą handlującą bronią

Jak podaje "Wyborcza", Prokuratura Regionalna w Warszawie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Jerzemu M., lekarzowi pogotowia, któremu zarzuca się narażenie Piotra Pawłowskiego, prezesa Fundacji Integracja na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz poświadczenie nieprawdy w dokumentacji medycznej. Wcześniej przeciwko mężczyźnie został sporządzony także inny akt oskarżenia, dotyczący innego przypadku.

Radiowóz (zdjęcie ilustracyjne)Toruń. Rodzice nieżyjącej trzylatki mogą usłyszeć zarzut zabójstwa

Prezes Fundacji Integracja zmarł w wyniku niedotlenienia mózgu

Piotr Pawłowski zmarł w październiku 2018 roku w wieku 52 lat. Przez 25 lat aktywie działał na rzecz osób z niepełnosprawnościami. Sam od 16 roku życia, po niefortunnym skoku do wody, poruszał się na wózku inwalidzkim. Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie jego śmierci - miała ona nastąpić w wyniku niedotlenienia mózgu, a żona mężczyzny, wykwalifikowana pielęgniarka, twierdziła, że został on zbyt późno zaintubowany. 

W styczniu ubiegłego roku Jerzy M. usłyszał w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie zarzuty sfałszowania dokumentacji medycznej oraz błędu medycznego, który przyczynił się do śmierci Pawłowskiego. Lekarz nie przyznawał się jednak do winy.

Sławomir NowakPrawniczka Sławomira Nowaka: Taka sytuacja byłaby absolutnym bezprawiem

Pełnomocniczka rodziny: Śmierci Pawłowskiego można było uniknąć

Z relacji żony szefa Fundacji Integracja wynikało, że lekarz pogotowia nie wspomagał ratowników w interwencji. 

- Lekarz, który miał nie pomóc Piotrowi Pawłowskiemu, stał z tabletem przy oknie, nie badał, nie uczestniczył w żadnych czynnościach, nawet nie podszedł do pacjenta ani nie pytał ratowników, czy potrzebują pomocy. Do tego stopnia był bierny, że żona pomagała przenosić pana Piotra na nosze - powiedziała w 2020 roku Beata Bosak-Kruczek, pełnomocniczka rodziny Pawłowskiego. 

Intubacja Pawłowskiego miała nastąpić dopiero po 85 minutach od przyjazdu karetki. Sekcja zwłok wykazała, że u mężczyzny doszło do obustronnego obrzęku mózgu spowodowanego niedotlenieniem. 

- Choć taka kategoria wymaga natychmiastowych działań, pacjenta zaintubowano dopiero 30 minut później, czyli około półtorej godziny od wypadku - przekazała "Wyborczej" Bosak-Kruczek. Jej zdaniem, gdyby nie bierność lekarza prowadzącego, mężczyznę można byłoby uratować. Zdanie to podzieliła prokuratura

Więcej o: