TVP łączy zabójstwo przed 26 lat z działaczką LGBT. Podejrzenia rzuca ojciec, który oskarża kolejne osoby

Od morderstwa Darii Relugi minęło 26 lat, do dziś nie ujęto sprawcy. Mama 19-latki ograniczyła kontakty z innymi ludźmi, rzadko wychodzi z domu. Z kolei ojciec wciąż domaga się działań, podejrzewa kolejne osoby - ostatnią z nich jest przyjaciółka córki, która, jego zdaniem, zleciła zabójstwo, bo Daria nie odwzajemniała jej uczuć. "Hipotezę" ojca podchwyciło TVP, by - jak mówi przyjaciółka - podżegać do nienawiści.

Daria Reluga zginęła 4 sierpnia 1995 roku w oliwskim lesie, do którego poszła pobiegać. Maturzystka została zgwałcona i uduszona, a jej ciało sprawca ukrył pod stertą gałęzi. Materiał o śmierci Darii w programie "Alarm" w TVP trwał około ośmiu minut. Jedną czwartą tego czasu poświęcono najnowszej "hipotezie" ojca 19-latki o tym, że morderstwo zleciła jej przyjaciółka. - Uważam, że zleceniodawcą była bliska osoba. Nie wykonawcą, zleceniodawcą. W formie kary, zemsty. Daria nie miała zginąć, Daria miała być przestraszona - stwierdził Dariusz Reluga. Głos z offu poinformował, że do "organów ścigania wpłynął wniosek o przesłuchanie jednej z najbliższych przyjaciółek". 

Autor materiału, Krzysztof Plona, wyjaśniał dalej, że spotkał się z rzeczoną przyjaciółką i rozmawiał o wspomnieniach związanych z Darią. Ale nie tylko. 

Pani poznała wiele różnych hipotez, czy zna pani również tę hipotezę, która mówi o tym, że to pani dogadała człowieka, który zabił Darię? Zaznaczam, to jest hipoteza pana Dariusza, że Daria była pani niespełnioną miłością, nie chciała tej miłości pani odwzajemnić, w związku z czym pani postanowiła w akcie zemsty nasłać kogoś na nią, żeby ją nastraszył, co później wymknęło się spod kontroli

- mówił Plona. Jak poinformował, kobieta po programie wycofała zgodę na wykorzystanie jej wypowiedzi. - Co więcej, nauczycielka akademicka rozpętała w internecie burzę, bezpodstawnie oskarżając naszego reportera - dodał. 

Ojciec Darii Relugi oskarża kolejne osoby 

Temat zabójstwa Darii Relugi opisał też Onet. Z tą różnicą, że portal zebrał wszystkie znane fakty, precyzyjnie opisał ostatni dzień życia Darii i wydarzenia po jej zamordowaniu, przytoczył zeznania świadków i wskazał osoby, które przewijały się w trakcie śledztwa.

Ponadto autor materiału, choć w sposób bardzo taktowny i ze zrozumieniem dla bólu rodzica, który stracił dziecko, z pewnym dystansem podszedł do jego prywatnych ustaleń. Jak dowiadujemy się z materiału, Dariusz Reluga wciąż wskazuje kolejne osoby, od których należy pobrać DNA, w tej sprawie przebadano już ponad 70 mężczyzn. "Mężczyzna docieka, żąda zdecydowanych działań od policji, ma żal do śledczych, podejrzewa kolejne osoby, w swoich opiniach bywa ostry. Czasem przyznaje się do błędu i złego osądu poszczególnych ludzi. Jednak czy można mieć pretensje do ojca, który od 26 lat stara się odnaleźć mordercę córki?" - zastanawiał się dziennikarz. Matka Darii z kolei "rzadko wychodzi z domu, a kontakty z innymi ograniczyła do minimum".

W materiale Onetu nie pojawia się ostatnia z "hipotez" ojca Darii. Zwrócono natomiast uwagę na błędy służb. Poczynając od zagubienia akt, do czego doszło między 2001 a 2006 rokiem, za co jednak żaden prokurator nie poniósł konsekwencji, przez naciski policjantów na rówieśników Darii, aż po niepodjęte tropy. Wiadomo, że po zabójstwie dziewczyny na policję zgłosił się kierowca autobusu, do którego niedaleko miejsca odkrycia zwłok Darii wsiadło dwóch mężczyzn. Udało się sporządzić portrety pamięciowe, kierowca rozpoznał jednego z mężczyzn w szpitalu, ale później nie podjęto już żadnych kroków. Po latach w portrecie pamięciowym ktoś rozpoznał swojego znajomego. Osoba ta miała często przebywać w okolicy, gdzie popełniono zabójstwo. Śledczy nie zdecydowali się jednak na działania.

Ze zgromadzonych informacji, w tym wyników sekcji zwłok, wynika, że sprawca czekał ukryty za drzewami i zaatakował Darię Relugę od tyłu, gdy biegła leśną ścieżką. Wszystko wskazuje na to, że trzymał ją za szyję od tyłu i zatykał usta. "Dziewczyna została uduszona w nietypowy sposób, przedramieniem. Co świadczyć może, że sprawca nie planował jej zabić, a jedynie obezwładnić" - czytamy.

"Wtedy zrozumiałam, że to materiał, który najprawdopodobniej będzie o mnie"

Przyjaciółką, o której mowa, jest Anna Strzałkowska, wykładowczyni Uniwersytetu Gdańskiego. Swoje przeprawy z pracownikiem TVP opisała po raz pierwszy 26 maja.

Dziennikarz podczas przeprowadzania wywiadu zasugerował, wprost podał hipotezę, że za tym morderstwem stoję ja. Że to pewnie dlatego, że moje zaloty zostały odrzucone i z zemsty doszło do morderstwa. Osłupiałam. Nigdy nie sądziłam, że ktoś może posunąć się do czegoś takiego. Na koniec, pomimo że zwracał się do mnie "pani profesor", powiedział, że TVP podpisze mnie w materiale "aktywistka LGBT", nie "przyjaciółka Darii", tylko "aktywistka LGBT". Wtedy zrozumiałam, że dałam się sprowokować, że to materiał, który najprawdopodobniej będzie o mnie. Poprosiłam o autoryzację, wysłałam zapowiedź podjęcia kroków prawnych, ale nikt już po nagraniu nie odebrał telefonu, nie odpisał na moje SMS-y ani na wysłanego maila

- napisała. Plona, który pojawił się w komentarzach do wpisu, stwierdził, że Strzałkowska nie podejmowała prób kontaktu, a później przyznał, że dostał maila z żądaniem autoryzacji i zapowiedzią kroków prawnych, na którego jednak nie odpisał. Pracownik TVP w oświadczeniu napisał, że "dziennikarz nie sugeruje, lecz pyta".

Z relacji Strzałkowskiej wynika, że ojciec Darii był oburzony insynuacjami TVP. Dopiero później miała się dowiedzieć, że to on rzucił na nią podejrzenia. 

Redakcja trójmiejskiej "Gazety Wyborczej" potwierdziła na policji i w prokuraturze, że wpłynął wniosek ojca Darii o przesłuchanie w charakterze świadka jej przyjaciółki "w związku z wysuniętym we wniosku domniemaniem jej zaangażowania w zabójstwo, którego motywem miało być nieodwzajemnione uczucie". Dziennikarze zadzwonili też do Dariusza Relugi, który nie chciał potwierdzić, że chodzi o Strzałkowską.

"Trudno wyrazić ból, który czuję, gdy widzę te zdjęcia w takim programie"

Po emisji programu psycholożka zabrała głos po raz kolejny. Wyjaśniła, że o rozmowę z TVP poprosił ją osobiście właśnie Dariusz Reluga. Pracownik TVP poinformował kobietę, że chce nagrać kilka minut wspomnień o przyjaciółce. "W mojej ocenie to nie była prawda lub tylko jej część, w rzeczywistości uważam, że reporter chciał nagrać moją reakcję na to, że to ja stoję za zbrodnią. Jak to usłyszałam, to zdębiałam, spodziewałam się rozmowy o Darii…" - relacjonuje.

Strzałkowska przyznała, że nie pamięta, co odpowiedziała na słowa o "hipotezie", jakoby to ona stała za zabójstwem. "Wiadomo, że na tak zadane pytanie, z ukrytym założeniem, nie ma dobrej odpowiedzi. To tak jakbym zapytała kogoś: 'Czy przestała pani już bić swoje dziecko?' Proszę na to odpowiedzieć, a my puścimy ten materiał na całą Polskę" - relacjonowała dalej.

"Uświadomiłam sobie skalę przeinaczania, że może to być materiał przedstawiający osoby LGBT jako tych, którzy zabijają z zemsty i zazdrości, więc należy ich izolować od 'zdrowej części społeczeństwa'. Pomyślałam wtedy, że może to być wykorzystanie najgorszych uprzedzeń, podżeganie do nienawiści, wzniecanie agresji" - napisała.

Strzałkowska dodała, że w materiale użyto nagrań i zdjęć Darii z jej przyjaciółmi z liceum. Widać tam między innymi fragment wideo, na którym Daria składała jej życzenia na 18-ste urodziny. "Powiedziała wtedy, że ma nadzieję, że zostaniemy przyjaciółkami do końca życia… Trudno wyrazić ból, który czuję, gdy widzę te zdjęcia w takim programie" - napisała.

Więcej o: