W wybuchu gazu w Szczyrku zginęła cała rodzina. Zakończono śledztwo. Oskarżeni szef i pracownicy firmy

Zakończyło się śledztwo w sprawie wybuchu gazu w domu w Szczyrku w 2019 roku, kiedy to zginęła ośmioosobowa rodzina. Do sądu trafił właśnie akt oskarżenia obejmujący sześć osób. Głównymi winnymi tej tragedii według prokuratury są szef firmy, która prowadziła w pobliżu przewiert, operator wiertnicy, a także jego pomocnik.

Do tragicznego wydarzenia doszło w Szczyrku 4 grudnia 2019 roku. W wyniku eksplozji gazu runął trzykondygnacyjny dom, zamieszkały przez ośmioosobową rodzinę. Wszyscy, w tym czworo dzieci, zginęli na miejscu. Wybuch uszkodził siedem sąsiednich budynków oraz pięć samochodów. Straty materialne oszacowano na ponad 1,12 mln zł. Podczas półtorarocznego śledztwa przesłuchano około 80 świadków, niektórych z nich nawet pięciokrotnie. Zasięgano także opinii biegłych wielu specjalności, m.in. genetyczno-sądowej, geodezyjnej, geologicznej, budowlanej i gazowniczej. Bezpośrednią przyczyną wybuchu był przewiert gazociągu pod drogą asfaltową na ul. Leszczynowej. Według śledczych, pracownicy mieli tamtego dnia wykonać otwarty wykop, a zamiast tego drążyli tunel.

Wybuch gazu w Szczyrku. Inwestycja prowadzona "niezgodnie z decyzjami starosty i burmistrza"

31 maja do Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej wpłynął akt oskarżenia przeciwko sześciu osobom, w tym trzem bezpośrednio odpowiedzialnym za spowodowanie tej katastrofy: to Roman D., szef firmy budowlanej, która zleciła wykonanie przewiertu, Marcin S., operator wiertnicy, oraz jego pomocnik Józef D. Grozi im do 12 lat więzienia.

Policja - zdjęcie ilustracyjneNie żyje 23-latka. Policjant, który miał spowodować wypadek, wciąż pełni służbę

- Inwestycja ta prowadzona była metodą przewiertu podziemnego przy użyciu wiertnicy, a zatem niezgodnie z decyzjami starosty bielskiego i burmistrza Szczyrku, a także niezgodnie z projektem budowlano-wykonawczym. Nakazywały one prowadzenie inwestycji metodą wykopu otwartego. Co więcej, te prace były wykonywane niezgodnie z ustaleniami poczynionymi na naradzie koordynacyjnej w starostwie z lipca 2019 r. Ustalono wówczas, że początek prac musi zostać zgłoszony w Polskiej Spółce Gazowniczej, a same roboty muszą się odbywać w obecności jej pracownika i pod jego nadzorem - powiedziała we wtorek rzeczniczka bielskiej prokuratury okręgowej Agnieszka Michulec, cytowana przez TVN24

- Prace były prowadzone przy użyciu wiertnicy. Nie zostały przerwane nawet wówczas, gdy 4 grudnia około godziny 11 przewiercono wodociąg, co wskazywało na kolizyjne ułożenie innego uzbrojenia terenu. W efekcie tego doszło później do przewiercenia gazociągu i wypływu gazu, który przez porowate struktury gruntu dopłynął pod budynek. Zgromadził się w przyziemiu. Gdy doszło do odpowiedniego stężenia mieszanki gazu i powietrza nastąpił wybuch. W jego wyniku zawalił się dom i zginęło osiem osób - dodała rzeczniczka.

Zdjęcie ilustracyjneKomornik, który zajął rentę rodzinną 11-letniej Zuzi, został uniewinniony

Pozostałe trzy osoby - pracownicy innej firmy, realizującej inwestycję związaną z rozbudową gazociągu - odpowiedzą przed sądem za fałszowanie i posługiwanie się falsyfikatami dokumentów, za co czekać ich może 5 lat pozbawienia wolności. Mieli także składać fałszywe zeznania, za co grozi im z kolei 8 lat więzienia.

- Oskarżeni nie przyznali się do popełniania głównych zarzutów. Jedynie z trójki, która odpowie za m.in. o fałszowanie dokumentów, przyznała się do tego kobieta, a dwaj mężczyźni potwierdzili, że podżegali do składania nieprawdziwych zeznań - mówiła Michulec.

Obecnie w areszcie przebywa jedynie Roman D. Pozostali oskarżeni są na wolności - zastosowano wobec nich dozór policji.

Zobacz wideo Chciał pomóc nieznajomemu, został okradziony. Warszawska policja szuka złodzieja
Więcej o: