Zabójca 11-letniego Sebastiana 13 lat temu uprowadził innego chłopca. "Wyrok był skandalicznie niski"

Tomasz M., który przyznał się do uprowadzenia oraz zabicia 11-letniego Sebastiana, już wcześniej porywał dzieci. Jak podaje "Gazeta Wyborcza", 13 lat temu mężczyzna porwał 10-latka z Siemianowic Śląskich. Dziecko wróciło do domu całe i zdrowie. Mimo poważnych zarzutów prokuratura wnioskowała o karę w zawieszeniu. Zdaniem matki uprowadzonego kilkanaście lat temu chłopca, "wyrok był skandalicznie niski".

Mężczyzna, który przyznał się do zabójstwa 11-letniego Sebastiana, był wcześniej karany za uprowadzenie innego dziecka. Nie trafił jednak do więzienia - otrzymał wyrok w zawieszeniu. Teraz optyk z Sosnowca został oskarżony o zabójstwo oraz porwanie Sebastiana, 11-latka z Katowic. Mężczyzna spędzi trzy miesiące w areszcie.

Zobacz wideo Katowice. Policjanci zatrzymali 41-letniego mieszkańca Sosnowca, który przyznał się do zabójstwa 11-letniego Sebastiana

Tomasz M. zamordował 11-letniego Sebastiana. Wcześniej porwał inne dziecko

To nie pierwszy raz, gdy Tomasz M. dopuścił się porwania dziecka. "Gazeta Wyborcza" podaje, że w 2008 r. mężczyzna porwał dziecko sprzed sklepu w Siemianowicach Śląskich. Uprowadził wtedy 10-letniego chłopca i przetrzymywał je przez jeden dzień. W międzyczasie robił mu nagie fotografie. 

- Syn poszedł około godziny 13.00 do Biedronki. Po godzinie, gdy nie wrócił, zaczęłam go szukać. Zgłosiłam to na policję. Potem ustalono, że na parkingu przed sklepem jakiś mężczyzna wciągnął syna do samochodu i go wywiózł - powiedziała "Wyborczej" pani Monika, matka uprowadzonego 13 lat temu chłopca. - Wieczorem tego samego dnia syn został przywieziony i wypuszczony przez tego człowieka przy ul. Powstańców. Syn przybiegł do domu. Był wystraszony. Nie chciał nić mówić. Od razu poszliśmy na policję. Syn opowiedział co się stało - dodaje kobieta. 

Jak się okazało, Tomasz M. uprowadził chłopca spod sklepu i zabrał w nieokreślone miejsce. Tam kazał mu się rozebrać i robił mu nagie zdjęcia. - Mężczyzna powiedział również synowi, że za kilka dni znowu spotkają się pod sklepem. Byliśmy tam tego "umówionego" dnia z mężem. Asystowali nam policjanci. Mężczyzna nie pojawił się - opowiedziała pani Monika. 

Chłopca przesłuchiwali śledczy w obecności psychologa. Podczas rozmowy okazało się, że dziecko dokładnie zna drogę, którą wiózł go porywacz. Dzięki relacji 10-latka udało się namierzyć Tomasza M.

13 lat temu w mieszkaniu Tomasza M. znaleziono treści pedofilskie. Sprawa skończyła się karą w zawieszeniu

Zeznania porwanego chłopca doprowadziły 13 lat temu do  zatrzymania Tomasza M. Okazało się, że mężczyzna był żonaty i miał dwójkę małych dzieci - 3-letnią córkę i 2-miesięcznego syna. Porywacz przyznał się do stawianych mu zarzutów. Jego mieszkanie przeszukano. Wewnątrz znaleziono treści pornograficzne z udziałem dzieci.

- Postawiono mu wówczas trzy zarzuty: przestępstwo uprowadzenia małoletniego, posiadanie treści pornograficznych z udziałem małoletnich oraz paserstwo programów komputerowych - wyliczył w rozmowie z "Wyborczą" Mariusz Witkowski, prezes Sądu Rejonowego w Siemianowicach Śląskich. - Żadna ze stron od wyroku się nie odwoływała. Sama prokuratura występowała z aktem oskarżenia oraz wnioskiem o skazanie z zastosowaniem kary w zawieszeniu. To pewnego rodzaju dobrowolne poddanie się karze - zauważył Witkowski.

Prokuratura w Siemianowicach Śląskich złożyła wniosek do sądu o skazanie Tomasza M. bez przeprowadzania rozprawy. Wówczas sąd skazał go na karę dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat. - Dla nas wyrok był skandalicznie niski. W trakcie procesu nikt nas nie informował, że możemy być oskarżycielem posiłkowym. Nie informowano nas również o możliwości odwołania się od wyroku. W sądzie, na rozprawie, byłam tylko raz - powiedziała pani Monika.

Tomasz M. rozwiódł się w 2018 r. Wcześniej informowaliśmy, że mężczyzna ze względu na znęcanie się nad rodziną otrzymał zakaz zbliżania się do byłej żony oraz dzieci.

Więcej o: