Polska nie przyznała Romanowi Protasewiczowi azylu politycznego. "Czekał, decyzji nie otrzymał"

Romanowi Protasewiczowi, który w niedzielę został podstępem zatrzymany przez białoruski reżim, nie udzielono w Polsce azylu politycznego, choć się o niego ubiegał. Informację o tym, jakoby białoruski opozycjonista "miał azyl w Polsce" podał m.in. wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński. Później jednak się z niej wycofał. - Roma czekał [na azyl - red.], ale decyzji nie otrzymał - mówi była współpracowniczka opozycjonisty.

24 maja, dzień po zatrzymania Romana Protasiewicza, który został aresztowany przez białoruskie służby po wymuszeniu przez reżim Alaksandra Łukaszenki awaryjnego samolotu, wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński w rozmowie z TVN 24 powiedział, że "Roman Protasewicz ma azyl polityczny w Polsce". Dalej wyjaśnił, że zatrzymanie opozycjonisty "to atak na co najmniej trzech członków Unii Europejskiej, a tak naprawdę na wszystkie państwa, których obywatele byli w tym samolocie". Słowa te powtarzali także niektórzy politycy opozycji. - Przypomnę, że polski rząd udzielił azylu temu działaczowi niepodległościowemu z Białorusi - mówił na konferencji prasowej szef PO, Borys Budka.

Zobacz wideo Zatrzymanie Protasewicza. Shostak: Będziemy krzyczeć tyle, ile trzeba

Protasewicz nie ma azylu politycznego w Polsce. Wiceminister Jabłoński o "niedokończonej procedurze"

Ale informacja o tym, że Roman Protasewicz ma (lub kiedykolwiek miał) azyl polityczny w Polsce, jest nieprawdziwa. Co prawda od 2019 roku opozycjonista mieszkał przez pewien czas w Polsce, ale azylu - choć się o niego ubiegał - nie otrzymał. Wiceminister Jabłoński w rozmowie z Konkret 24 przyznał później, że Protasewicz "nie dokończył procedury azylowej w Polsce". Szef MSZ stwierdził też, że "Polska udziela mu azylu jako członek Unii Europejskiej, jako państwo sojusznicze". Ale w prawie europejskim nie ma zapisu, który obligowałby jedno z państw członkowskich do uznania azylu politycznego przyznanego danej osobie w innym państwie UE. 

Tymczasem dziennikarze portalu Oko.press dotarli do współpracowniczki i byłej partnerki Protasewicza, Katarzyny Jerozolimskiej, która jest także prowadzącą w niezależnej białoruskiej telewizji Malanka. Opowiedziała ze szczegółami, jak wyglądał proces ubiegania się Protasewicza o azyl. Wraz z takim samym wnioskiem zwrócił się Sciepan Puciła, współprowadzący z niezależnego kanału Nexta.

Roma wyjechał do Polski jesienią 2019 roku po tym, jak zatrzymano twórcę kanału Nexta Władimira Czudziencowa. Zrozumiał, że sam jest zagrożony, wiedział, że jest śledzony. Przyjechał do Warszawy i poprosił o azyl. W tamtym czasie już pracował dla Nexty. Rozumiał, że może mieć problemy, dlatego razem ze Sciepanem Puciłą, innym redaktorem Nexty, złożyli w Warszawie dokumenty wymagane od osób ubiegających się o azyl

- opisała Jerozolimska. Dodała, że ostatecznie w 2020 roku Puciła status azylanta otrzymał (jak opisywaliśmy, mimo to boi się o swoje życie, bo dostaje pogróżki, że "zostanie rozstrzelany w Warszawie).

Roma czekał, ale decyzji nie otrzymał. Zmieniliśmy adres, ale poinformowaliśmy o tym, kogo trzeba. Tak czy inaczej, żadnej odpowiedzi nie dostaliśmy. Kiedy zdecydowaliśmy o przeprowadzce do Wilna i wnioskowaniu o azyl w Litwie, udaliśmy się do Urzędu do Spraw Cudzoziemców, by odebrać paszport Romy. Przyszliśmy zapytać, czy możemy zrezygnować z azylu w Polsce, bo zbyt długo trwa proces decyzyjny. Inspektorka odpowiedziała nam wtedy, że decyzję już dawno podjęto, kilka miesięcy wcześniej, i że była to odmowa

- powiedziała w rozmowie z OKO.press, dodając, że "urząd miał podobno informację o decyzji pocztą", ale Protasewicz jej nie dostał. Wskazała także: "Oddali nam paszport Romy z przeterminowaną wizą. Mieliśmy przy tym szczęście, że była kwarantanna, bo dzięki temu mogliśmy pozostać w Polsce. W innym przypadku Romę mogli deportować do Białorusi. Ostatecznie w Litwie Roma nawet nie próbował aplikować o status azylanta".

Współpracowniczka Protasewicza przekazała też, że początkowo politycy - w tym premier Mateusz Morawiecki - chętnie odwiedzali siedzibę Nexty w Domu Białoruskim w Warszawie przy ul. Wiejskiej. W sierpniu 2020 roku Mateusz Morawiecki udzielił wywiadu współpracownikowi Protasewicza, Pucile. - To przełomowy moment w życiu Białorusi; czuję, że dzień po dniu, godzina po godzinie dzieje się historia - oznajmił premier Mateusz Morawiecki w rozmowie z białoruskim blogerem. "Wierzę, że zmiany, które się rozpoczęły, są już nie do zatrzymania - mówił wówczas. - Po sierpniu [2020] wszyscy byli zainteresowani tym, jak w Nexcie pracowaliśmy. Wszyscy deklarowali chęć pomocy i załatwienie formalności dla każdego i każdej z nas. Z tego, co wiem, to nikt oprócz Sciepana tych dokumentów ostatecznie nie dostał. Powodów odmowy azylu dla Romy nadal nie znamy - powiedziała Jerozolimska w rozmowie z OKO.press.

Długie kolejki przed Urzędem ds. Cudzoziemców. "Oczekiwalibyśmy sprawnej komunikacji"

Aktywiści zwracający uwagę na problem opieszałości procedur związanych z przyznawaniem azylu lub statusu uchodźcy osobom przyjeżdżającym do Polski, wskazują, że jego symbolem są długie kolejki ustawiające się przed Urzędem ds. Cudzoziemców w Warszawie. Na początku tego roku placówka poinformowała, że zezwolenia na pobyt w Polsce posiada obecnie prawie 460 tys. cudzoziemców. 34 tysiącom z nich zezwolenia przyznano w 2020 roku. Z 457 tys. cudzoziemców, którzy 1 stycznia 2021 r. posiadali ważne dokumenty pobytowe, największe grupy stanowili obywatele: Ukrainy - 244,2 tys. osób, Białorusi - 28,8 tys., Niemiec - 20,5 tys., Rosji - 12,7 tys., Wietnamu -10,9 tys., Indii - 9,9 tys., Włoch - 8,5 tys., Gruzji - 7,9 tys., Chin - 7,1 tys. oraz Wielkiej Brytanii - 6,6 tys.

Na kwestię formalności, na które napotykają cudzoziemcy przyjeżdżający do Polski, zwróciła w Porannej Rozmowie Gazeta.pl Jana Shostak, białoruska aktywistka. - Oczekiwalibyśmy sprawnej komunikacji z Urzędem ds. Cudzoziemców. Oczekiwalibyśmy dialogu i rozmowy z przedstawicielami i przedstawicielkami rządu, żeby nas głos został usłyszany. Nasz głos, czyli głos setek osób, które za 0 złotych robią porównywalnie lub nawet więcej w porównaniu z organizacjami i z tym, co robi rząd. Bardzo bym chciała, żeby nastąpił dialog - mówiła Shostkak. - Na przykład osoby z Czeczenii oczekują na status ochrony przez cztery, pięć lat. Nie są biali, nie są chrześcijanami, więc kogo [ich los - red.] obchodzi (...). Mam nadzieję, że polski rząd naprawdę usłyszy nasz głos - dodała.

Zwróciliśmy się do Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Urzędu ds. Cudzoziemców z pytaniami, dlaczego Protasewiczowi nie przyznano azylu oraz czy przyznano mu status uchodźcy. Do czasu publikacji tekstu nie otrzymaliśmy na nie odpowiedzi. 

Więcej o: