Zabójstwo 11-latka. Ojciec innego dziecka: Dwa dni wcześniej zamaskowany mężczyzna gonił moją córkę

W czwartek zamaskowany mężczyzna gonił 11-letnią dziewczynkę w Katowicach. Udało się jej uciec. Do zdarzenia doszło mniej niż kilometr od miejsca, gdzie w sobotę mężczyzna uprowadził 11-letniego Sebastiana, którego później zamordował. Rodzice zgłosili sprawę próby ataku na dziewczynkę na policję. Teraz zastanawiają się, czy mógł tego dokonać ten sam sprawca.

11-letni Sebastian zaginął w sobotę 22 maja. W niedzielę policjanci znaleźli jego ciało i zatrzymali mężczyznę, który przyznał się do porwania i zabójstwa chłopca. Dwa dni przed jego uprowadzeniem w tej samej części Katowic zgłoszono próbę ataku na 11-letnią dziewczynkę. Udało się jej uciec, a rodzice zgłosili to na policję. 

Do zdarzenia doszło w czwartek po południu - mówi w rozmowie z Gazeta.pl mieszkaniec Katowic, Krzysztof Kret. On był wtedy w pracy, a zdarzenie zrelacjonowała mu później córka. Tego dnia razem z kolegami bawiła się w okolicy domu, na pustej działce przy ul. Hallera. - Później razem poszli do sklepu, a córka zorientowała się, że zostawiła na działce portfel - powiedział. Dziewczynka wróciła po niego sama. 

- Odwróciła się, a za nią - jak mówiła - stał zamaskowany mężczyzna, sporej postury, w kominiarce, ciemnych spodniach i bluzie. Chciała odejść, zaczęła iść powoli. On zaczął iść za nią. Zaczęła biec, on zaczął biec za nią. Działka była kiedyś ogrodzona, teraz został tylko drut nad ziemią. Ona o tym wiedziała i go przeskoczyła. Ten facet nie wiedział, potknął się o drut i przewrócił. Córka uciekła, pobiegła do koleżanki i kolegi 

- mówił. 11-latka najpierw nie mówiła o zdarzeniu rodzicom, ale dowiedzieli się o tym od rodziców koleżanki. - Pytałem córki, czy może weszli na prywatną posesję, ktoś mógł chcieć ich wygonić. Pojechaliśmy zobaczyć to miejsce, ale działka jest niemal pusta: rozerwany płot, trawa, altanka - powiedział Krzysztof Kret. Był czwartek, późny wieczór. Mężczyzna zadzwonił na policję, gdzie usłyszał, żeby przyjść na komisariat w piątek rano.

- Rano zebraliśmy się z córką, na komisariacie opowiedziała, jak wyglądało zdarzenie. Policjanci spisali notatkę i powiedzieli, że przyjęli zgłoszenie. Rozmowa na tym się skończyła, nie mówili, czy wyślą tam patrol lub zrobią coś innego - opowiedział. 

Policja: Czynności zostały podjęte niezwłocznie

W sobotę wieczorem 11-letni Sebastian wyszedł na plac zabaw obok swojej szkoły przy ul. Grzegorzka. To 900 m w linii prostej od miejsca, gdzie w czwartek ktoś ścigał córkę pana Krzysztofa.

Krzysztof Kret dowiedział się o zniknięciu chłopca. - Jestem strażakiem ochotnikiem, uczestniczyłem w akcji poszukiwawczej od południa w niedzielę aż do jej zakończenia. Gdy spotkałem policjantów, wspomniałem im, że w czwartek jakiś zamaskowany facet gonił moją córkę. Ale oni się zajmowali swoją sprawą - powiedział. - Wieczorem zadzwonili do mnie policjanci z komendy z Sosnowca, z wydziału kryminalnego. Funkcjonariusz powiedział, że dowiedział się o moim zgłoszeniu, pytał o okoliczności - dodał. 

Krzysztof Kret w piątek opisał na Facebooku to, co przydarzyło się jego córce. Gdy doszło go uprowadzenia i - jak się okazało - zabójstwa chłopca, pod wpisem wywiązała się dyskusja: czy sprawy mogą być powiązane. Niektórzy komentujący pytali o to na facebookowej stronie śląskiej policji. Profil policji początkowo zaprzeczał, jakoby takie zgłoszenie wypłynęło: "Zaprzeczamy, aby takie zdarzenie w ogóle miało miejsce". "Być może Pani nie wie, ale nie wszystkie informacje, które pojawiają się w sieci, są prawdziwe. Nasze działania polegają na czymś więcej niż internetowy research" - opisano na jeden z komentarzy.

Później komentarz został jednak edytowany. "Faktycznie potwierdzamy, że w piątek rano policjanci z komisariatu Policji V w Katowicach interweniowali w związku ze zgłoszeniem w opisanej sprawie. Czynności zostały podjęte niezwłocznie. Wcześniejszy błędny przekaz wynikał z opóźnienia w komunikacji pomiędzy administratorem strony internetowej a funkcjonariuszami" - napisano. 

Wydział prasowy komendy wojewódzkiej skierował nas do komendy miejskiej w Katowicach, gdzie nie udało nam się dodzwonić. Wysłaliśmy pytania o zgłoszenie i o to, czy policja podejrzewa, że sprawy mogą być powiązane. Czekamy na odpowiedź.

Zdaniem taty dziewczynki jest możliwe, że zdarzenia są powiązane. 

Mężczyzna przyznał się do zabójstwa

Jak pisaliśmy, poszukiwania 11-letniego Sebastiana z Katowic zakończyły się tragicznie. W niedzielę śląska policja poinformowała, że znaleziono zwłoki chłopca. W związku ze sprawą zatrzymano 41-letniego mężczyznę, który - jak podawała policja -  "może być odpowiedzialny za uprowadzenie i zabójstwo" dziecka.

Jak dowiedział się TVN24, mężczyzna w rozmowie z policjantami miał przyznać się do porwania i zabicia Sebastiana. "Opowiadał o zbrodni ze szczegółami, nie było po nim widać śladów skruchy czy wyrzutów sumienia" - podaje stacja. 

Mężczyzna przyznał także, że planował porwać dziewczynkę, jednak przypadkowo wciągnął do auta chłopca z dłuższymi włosami.

Więcej o: