Śmierć Ewy Tylman. Do sądu trafił nowy dowód. Ktoś wysłał dwa telefony komórkowe

Pojawił się nowy dowód ws. śmierci Ewy Tylman. To dwa telefony komórkowe, które zostały przesłane agencji detektywistycznej. W urządzeniach mają znajdować się informacje dotyczące sprawy.

Sędzia Katarzyna Obst poinformowała w czasie rozprawy, że do akt sprawy został dołączony nowy dowód - informuje PAP. Chodzi o dwa telefony, które biuro detektywistyczne przesłało do komisariatu w Łodzi oraz dołączony do nich list o treści:

Szanowni państwo, w związku z bardzo ważnymi informacjami, które znalazłem w telefonach, które wyrzucił radny Krakowa Sebastian A. Dotyczą one zamordowanej Ewy Tylman. Przesłałem je pod adres waszej agencji, dane na kopercie są nieprawdziwe z powodu bezpieczeństwa, gdyż nie chce skończyć jak Ewa Tylman.

Telefony nie zostały uruchomione w biurze detektywistycznym, ale od razu przekazane policji. Sędzia zapowiedziała, że telefony zostaną sprawdzone.

Zobacz wideo Policja zatrzymała 27-latka, który pobił i utopił w stawie swojego znajomego

Śmierć Ewy Tylman

Zdaniem prokuratury 23 listopada 2015 roku oskarżony Adam Z. zepchnął Ewę Tylman ze skarpy, a następnie wrzucił ją do wody. Oskarżyciele domagali się 15 lat więzienia, natomiast rodzina ofiary - maksymalnej możliwej kary, czyli dożywotniego pozbawienia wolności. 

Obrona przekonywała, iż oskarżony jest niewinny, czego dowodził także on sam. Po dwóch i pół roku Adam Z. został uniewinniony, jednak wyrok był nieprawomocny. W styczniu 2020 został uchylony, a sprawę przekazano do ponownego rozpatrzenia.

Przy uzasadnieniu wyroku drugiej instancji sędzia Marek Kordowiecki wskazywał, że zdenerwowanie oskarżonego, które zostało zarejestrowane na nagraniach monitoringu, wynika z faktu, iż wiedział, że kobieta znalazła się w wodzie. Podkreślał, że przedstawione dowody nie są wystarczające, by wskazać, że mężczyzna dopuścił się zabójstwa w taki sposób, jak opisano w akcie oskarżenia. Przypomniał, że podczas jednego z przesłuchań, mężczyzna przekonywał, iż Tylman uciekała przed nim i wpadła do Warty. On sam miał nie udzielić jej pomocy oraz uciec. Tym samym, jego zdaniem, Adam Z. powinien zostać oskarżony o nieudzielenie pomocy. 

18 marca proces Adama Z. ruszył ponownie.

Więcej o: