Ks. Isakowicz-Zaleski o sprawie sierocińca w Kamerunie: Dramat dzieci. Można było temu zapobiec

"To bardzo bolesna sprawa, ukazująca dramat dzieci i tych, którzy zaufali duchownemu. (...) Można było temu zapobiec, gdyby władze kościelne reagowały na apele osób świeckich" - tak o sprawie Dariusza Godawy pisze ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. "Gazeta Wyborcza" ujawniła wstrząsające fakty na temat sierocińca, który prowadzi w Kamerunie były dominikanin.

"Gazeta Wyborcza" we wtorek opublikowała pierwszą część śledztwa dziennikarskiego dotyczącego działalności zakonnika Dariusza Godawy, który prowadzi sierociniec w Kamerunie. Dziennik opisuje warunki, w jakich żyją podopieczni jego placówki.

Zobacz wideo Kryzys Kościoła. „Przed Wielkanocą oczekuję od nas głębokiej skruchy”

Jeszcze w poniedziałek wieczorem do publikacji odniósł się ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. "To bardzo bolesna sprawa, ukazująca dramat dzieci i tych, którzy zaufali duchownemu. Rzuca ona też cień na wielu gorliwych misjonarzy, którzy zakładają szpitale, szkoły i domy pomocy. Można było temu zapobiec, gdyby władze kościelne reagowały na apele osób świeckich" - napisał duchowny. Jak dodał, o sprawie informował świeckie i kościelne instytucje. "Dodam, że na prośbę owych osób powiadomiłem o tym Państwową Komisję ds. Pedofilii, ojca prowincjała dominikanie.pl i biskupa Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej oraz ambasadę polską w Nigerii (ta placówka swym zasięgiem obejmuje także Kamerun)" - czytamy. Zwróciliśmy się do Państwowej Komisji ds. Pedofilii z pytaniami dotyczącymi szczegółów zawiadomienia. 

Zgłoszenie od ks. T. Isakowicza-Zaleskiego wpłynęło do Państwowej Komisji ds. Pedofilii 22 kwietnia br., w tej samej sprawie otrzymaliśmy też informacje z Ministerstwa Sprawiedliwości. Po przeprowadzeniu analizy Państwowa Komisja podjęła decyzję o przekazaniu sprawy Prokuraturze Krajowej. Stosowne zawiadomienie zostało wysłane 28 kwietnia br.

- wskazano w odpowiedzi.

"Gazeta Wyborcza" o "koszmarnym" sierocińcu Dariusza Godawy

Jednym z opisywanych w artykule "Pan życia i śmierci. Koszmarny sierociniec zakonnika Dariusza Godawy" wydarzeń jest zawalenie się w 2009 roku jednego z budynków sierocińca. Pod gruzami znaleziono ciała dwóch chłopców w wieku 11 i 12 lat. "Dowody wskazują na katastrofę budowlaną, ale coś się nie zgadza. Konstrukcja runęła w nocy, w budynku były tylko toalety, a ofiary miały na sobie dzienne ubrania" - opisuje "Gazeta Wyborcza". Z ustaleń policji wynika, że chłopcy zostali zamknięci na noc w toaletach. Miała to być kara za to, że nie nakarmili psów dominikanina Dariusza Godawy. 

Anna Maria SiarkowskaPosłowie znów znaleźli ideologię, przed którą nas obronią. To sanitaryzm

Misjonarza i jego pomocnicę Marianne Ndingę zatrzymano, ale wyszli za kaucją w wysokości 500 tys. franków zachodnioafrykańskich (3,5 tys. zł). Wpłacił ją ks. Andrzej Kryński, później rektor Akademii Polonijnej w Częstochowie. Godawa wyleciał na jakiś czas do Europy, ale w 2012 roku przyleciał znowu do Kamerunu. Prowadzi tam kolejną placówkę dla dzieci. Przez pewien czas z misjonarzem współpracowała Anna Sobków. W 2013 r. kobieta przekazała o. Krzysztofowi Popławskiemu, prowincjałowi dominikanów, sprawozdanie dotyczące warunków w sierocińcu. 

"Gazeta Wyborcza" opisuje, że dzieci w sierocińcu muszą dużo pracować. Raz dziennie przysługuje im nieduży posiłek. Z relacji Anny Sobków wynika, że gdy dzieci jedzą skromnie, o. Godawa je pięć posiłków dziennie, często są to drogie produkty. "Normalnym zachowaniem było dawanie resztek dzieciom. Na przykład, gdy ojciec zjadł rybę i zostały ości, resztki głowy, wołał: 'Kto chce rybę?'. Wtedy dzieci na wyścigi biegły. Podobnie ze skorupami po krewetkach czy kośćmi po mięsie. Dla mnie było to upokarzające, mówiłam o tym, ale riposta była taka, że to normalne, a ja nie znam się po prostu na zwyczajach" - czytamy we fragmencie sprawozdania Sobków, które przytacza "GW". W placówce ma obowiązywać system kar. Dzieci miały na przykład klęczeć przez parę godzin po tym, jak duchowny przyłapał je na kradzieży.

"Wyborcza" podaje, że w 2013 roku o. Krzysztof Popławski rozmawiał z wolontariuszką Anną Sobków. - Powiedział, że wszystko rozumie, dominikanie wiedzą, że to nie jest w porządku. Ale potem dodał: "No co my możemy zrobić?". Byłam rozczarowana - powiedziała wolontariuszka. 

Sosnowiec. Nietrzeźwy ojciec nie słyszał płaczu 8-miesięcznego dzieckaNiemowlę długo płakało, obok spał pijany ojciec. Policjanci nakarmili dziecko

O. Popławski potwierdził, że rozmowa miała miejsce. Rozmawiał też z Godawą. - Spotkałem się z nim w Warszawie. Podkreślał, że z różnych powodów było mu nie po drodze z panią Anną. Mówił o jej problemach i nadwrażliwości - powiedział. - W sprawie nadużywania alkoholu Darek mówił, że się leczył i musi uważać. Że jest jakaś nadinterpretacja jego słów i żartów. Mówił też o niezrozumieniu kontekstu kulturowego - dodał. Popławski przekonuje, że nie deprecjonuje relacji wolontariuszki. Przyznaje jednak, że tłumaczenie Godawy go przekonywało. - Tam było jakieś napięcie między nim a panią Anną. Też trzeba uczciwie powiedzieć: ja nie miałem w tamtym momencie żadnego sposobu, aby te niepokojące sygnały weryfikować - stwierdził. 

Wydalenie z zakonu

W kwietniu prowincjał dominikanów Paweł Kozacki zamieścił oświadczenie ws. Godawy. "W ostatnim czasie docierają do mnie pytania o aktualny status Dariusza Godawy - misjonarza w Kamerunie. Oświadczam zatem, że nie jest on już dominikaninem i używanie przez niego habitu lub skrótu OP po nazwisku jest bezprawne" - napisał. Z oświadczenia wynika, że od 2014 r. o. Kozacki próbował wyjaśnić "kwestię braku przejrzystości prawnej i finansowej" działań Godawy. Ostatecznie został wydalony z zakonu w 2019 r.  

Więcej o: