Historia (bez) Polki. Nasz list otwarty trafił do ministra Czarnka

Czego uczą się dzieci w Polsce o Polkach na lekcjach historii? Prawie niczego. Bo materiału nie ma za dużo, co wykazaliśmy w marcu, publikując "Historię (bez) Polki". Wtedy też przygotowaliśmy list otwarty do osób odpowiedzialnych za kształt polskiej edukacji. Właśnie przekazaliśmy go, wraz z egzemplarzem "Historii (bez) Polki", na ręce Ministra Edukacji i Nauki Przemysława Czarnka. Chcemy wyrazić nasz sprzeciw wobec obecnej narracji o kobietach w podręcznikach i zawalczyć o realne zmiany.

8 marca Gazeta.pl wydała "Historię (bez) Polki". To kompilacja treści o Polkach z podręczników do historii dla szkół podstawowych czterech wiodących wydawnictw. Z lektury prawie dwóch tysięcy stron, poświęconych historii Polski, z których uczą się setki tysięcy uczennic i uczniów złożyliśmy... trzydziestostronicową broszurę. Bogato ilustrowaną. Wyłania się z niej osobliwa narracja o historii Polek. Z pełną treścią naszej publikacji możesz zapoznać się na stronie: https://historiabezpolki.pl/

Czego więc uczą się dzieci w Polsce o Polkach? Prawie niczego. Czy to rzetelna wiedza? Czy podręczniki tłumaczą w prosty i jasny sposób, z czego wynikała wielowiekowa "niewidzialność" i sytuacja kobiet? Krótka odpowiedź brzmi: nie.

Chcemy zmian!

Zdecydowaliśmy, że nasza broszura to nie koniec. Poza debatą, która wywiązała się w dniu jej publikacji, chcemy realnych zmian. Dlatego przesłaliśmy treść listu otwartego do Ministerstwa Edukacji i Nauki. Chcemy, aby osoby odpowiedzialne za kształt polskiej edukacji pochyliły się nad tym, w jaki sposób ukazywana jest historia kobiet w podręcznikach. 

Namawiamy do poważnej debaty nad podstawą programową, która, skoncentrowana na wojnach i narodowych klęskach, zapomina o kobietach. To, że były pomijane w historii – kiedy odmawiano im prawa do decydowania o swoim życiu, zarabiania czy edukacji - nie oznacza, że powinny być pomijane i dzisiaj. Chcemy rzetelnej wiedzy o przyczynach trwającej stulecia 'niewidzialności' kobiet. Chcemy otwarcia edukacji na bohaterki, które nie tylko ginęły i cierpiały za Polskę, co dziś jest najskuteczniejszym sposobem na znalezienie się w podręcznikach. Chcemy, żeby nauczycielki i nauczyciele nie musieli omijać systemu, żeby o tym wszystkim mówić.

Pełna treść naszego apelu przekazanego do ministerstwa, znajduje się poniżej. Naszym celem są realne zmiany. Nadal możesz podpisać list otwarty, przechodząc tutaj.

Historia (bez) Polki: list otwarty do osób odpowiedzialnych za kształt polskiej edukacji

Mamy 2021 rok. Rok, w którym poetka Amanda Gorman jest centralną postacią inauguracji prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych. Rok, w którym debatuje się poważnie o rondach i placach Praw Kobiet. Rok, w którym artystka i rysowniczka Kasia Babis rozprawia się z "dziadami polskiej fantastyki", a miliony Polek znów będą walczyć o tak oczywiste rzeczy jak szacunek, podmiotowość i prawdziwie równe traktowanie.

Tymczasem w podręcznikach historii dla szkół podstawowych czytamy między innymi:

O zaaranżowanym małżeństwie 12-letniej Jadwigi: "Dla dobra Polski, Litwy i chrześcijaństwa Jadwiga zgodziła się poślubić 35-letniego Jagiełłę, którego nigdy wcześniej nie spotkała. Wiedziała jednak, że dzięki jej poświęceniu Litwini nawrócą się na chrześcijaństwo".

O "szanowaniu kobiet i tradycji" w XVII wieku: "Szlacheckie małżeństwa były trwałe, a przemoc w stosunku do kobiet zdarzała się rzadko" - to o szanowaniu kobiet przez sarmatów w podręczniku dla klasy 6.


O modzie Dwudziestolecia: "W latach 30. XX wieku nastąpił powrót do bardziej tradycyjnej kobiecej sylwetki - podkreślano talię" - to z kolei podręcznik dla klasy 7.

Mamy rok 2021, a podręczniki oferują dziś uczennicom i uczniom narrację, w której wielowiekową podrzędną pozycję Polek w społeczeństwie po prostu się komunikuje, bez próby wyjaśnienia, dlaczego tak się działo i kto za to odpowiada. Narrację, w której kobietom, z nielicznymi wyjątkami, zostawia się marginesy i traktuje je ciekawostkowo, a całość często pływa w sosie spod znaku "całujemy rączki". Tak dzieje się, chociażby przy informacji o złotym medalu olimpijskim Haliny Konopackiej z 1928 roku (pierwszym polskim olimpijskim złocie w historii), kiedy równie istotnym faktem jest, że dyskobolka została także Miss Igrzysk.

Nie domagamy się szukania kobiet wojowniczek w drużynie wojów Mieszka I.  Chcemy historii uczciwie zauważającej wielowiekowe wykluczenie kobiet oraz tłumaczącej tego wykluczenia przyczyny.

Namawiamy do poważnej debaty nad podstawą programową, która, skoncentrowana na wojnach i narodowych klęskach, zapomina o kobietach. To, że były pomijane w historii – kiedy odmawiano im prawa do decydowania o swoim życiu, zarabiania czy edukacji - nie oznacza, że powinny być pomijane i dzisiaj. Chcemy rzetelnej wiedzy o przyczynach trwającej stulecia "niewidzialności" kobiet. Chcemy otwarcia edukacji na bohaterki, które nie tylko ginęły i cierpiały za Polskę, co dziś jest najskuteczniejszym sposobem na znalezienie się w podręcznikach. Chcemy, żeby nauczycielki i nauczyciele nie musieli omijać systemu, żeby o tym wszystkim mówić.

Bo mamy 2021 rok i jesteśmy treściami o kobietach w podręcznikach "bardzo zaniepokojeni". 

Więcej o: