Koszalin. Jest akt oskarżenia po śmierci pięciu 15-latek w escape roomie. "Nie zrobił nic, by uratować"

Po ponad dwóch latach śledztwa do Sądu Okręgowego w Koszalinie trafił akt oskarżenia ws. pożaru w budynku escape roomu, w którym zginęło pięć 15-latek. Zarzuty postawiono czterem osobom, w tym pracownikowi lokalu, który - zdaniem śledczych - "nie zrobił niczego, co leżało w jego możliwościach, by uratować zmarłe pokrzywdzone".

Do pożaru w budynku escape roomu doszło na początku stycznia 2019 roku. Śledczy ustalili, że bezpośrednią przyczyną pojawienia się ognia w pomieszczeniu było rozszczelnienie umieszczonej w piecyku butli z gazem. Ogień odciął dostęp do pokoju - przebywało w nim pięć 15-latek, które udały się do escape roomu, by świętować urodziny jednej z nich. Z ekspertyzy biegłego sądowego wynika, że wszystkie zginęły w wyniku zatrucia tlenkiem węgla.

Koszalin. Do sądu trafił akt oskarżenia ws. pożaru w escape roomie

Jak poinformowała redakcja szczecińskiej "Gazety Wyborczej", w piątek, po ponad dwóch latach śledztwa, Prokuratura Okręgowa w Koszalinie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko czterem osobom, których zaniedbania miały doprowadzić do tragedii. Głównym oskarżonym jest Miłosz S., organizator koszalińskiego escape roomu, już wcześniej tymczasowo aresztowany. Śledczy postawili zarzuty również: Małgorzacie W. (babcia Miłosza S., która zarejestrowała działalność), Beacie W. (matka i wspólniczka S.) oraz Radosławowi D. (pracownik lokalu). Odpowiedzą oni za umyślne stworzenie niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślne doprowadzenie do śmierci pięciu osób.

Jak podaje "GW", zaniedbania wymienione w akcie oskarżenia polegają przede wszystkim na nieprzestrzeganiu przepisów przeciwpożarowych. Właściciele escape roomu m.in. nie poinformowali władz miasta i odpowiednich służb o zmianie przeznaczenia budynku na obiekt użyteczności publicznej. 

Zobacz wideo Pożar restauracji nad zalewem Rejów

W escape roomie nie stworzono dróg ewakuacyjnych, a jednocześnie nagromadzono tam wiele materiałów łatwopalnych. Co więcej, jedynym źródłem ogrzewania były przenośne piecyki gazowe zasilane butlami. W pokoju, w których toczyła się gra, nie było przycisku bezpieczeństwa, a okno było zakratowane i zabite od środka płytą kartonowo-gipsową.

Śledczy o pracowniku escape roomu: Nie zrobił niczego, co leżało w jego możliwościach, by uratować zmarłe pokrzywdzone

Śledczy twierdzą, że po wybuchu pożaru pracownik escape roomu "nie zrobił niczego, co leżało w jego możliwościach, by uratować zmarłe pokrzywdzone". - Na podstawie umowy zobowiązał się, że będzie prowadził obsługę obiektu. Nie próbował stłumić ognia, użyć gaśnic. Nie wzywał pomocy ze strony służb ratowniczych. To zaniechanie jest podstawą oskarżenia - powiedział Ryszard Gąsiorowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie, cytowany przez portal koszalin.naszemiasto.pl.

Radosław D. nie przyznał się do popełnienia zarzucanego czynu. Jako jedyny złożył wyjaśnienia w prokuraturze, twierdząc, że "chciał zrobić wszystko, by uratować dziewczynki", ale dostęp do pokoju zablokowała mu ściana ognia. - Prokurator nie dał temu wiary. Wyjaśnienia D. nie zgadzają się z pozostałym materiałem dowodowym. Mógł udzielić pomocy, ale tego zaniechał - podkreślił Gąsiorowski.

Podejrzanym grozi do 8 lat pozbawienia wolności. Proces przed Sądem Okręgowym w Koszalinie ruszy najprawdopodobniej po wakacjach.  

Escape room to forma rozrywki. Uczestnicy zabawy są dobrowolnie zamykani w pomieszczeniu, z którego muszą się wydostać dopiero po rozwiązaniu zagadek logicznych.

Więcej o: