Wrocław. Mężczyzna przyszedł na szczepienie i go nie otrzymał. W systemie jest już zaszczepiony

To dość zaskakująca sytuacja, gdy człowiek zjawia się po raz pierwszy w punkcie szczepień i dowiaduje się tam, że nie dostanie preparatu, bo - wg systemu - został już zaszczepiony. Jak podaje "Gazeta Wrocławska", zdarzyło się to wrocławianinowi Adamowi Arszyło. A kiedy zaprotestował - lekarze z przychodni wezwali ochronę.

Według danych z 29 kwietnia w Polsce wykonano już 11 081 369 szczepień (przynajmniej jedną dawką). Jednak okazuje się, że system czasem zawodzi i nie każdy chętny może zaszczepić.

Zobacz wideo Kiedy przyjąć drugą dawkę szczepionki na COVID-19, jeśli zachorowało się po pierwszej?

"Usłyszałem od lekarza, że nie może mnie zaszczepić, bo już zostałem zaszczepiony."

Do absurdu, który brzmi jak kiepski dowcip, doszło we wrocławskim punkcie szczepień. "Gazeta Wrocławska" przytacza historię Adama Arszyło, wrocławianina, który zgłosił się we wtorek (27 kwietnia) do jednego z miejskich punktów szczepień. Mężczyzna otrzymał wcześniej skierowanie na szczepienie, wyznaczono mu termin przyjęcia pierwszej dawki, a nawet dostał potwierdzenie SMS-em. Do szczepienia jednak nie doszło, choć pan Adam stawił się w punkcie szczepień.

- Usłyszałem od lekarza, że nie może mnie zaszczepić, bo już zostałem zaszczepiony. Nie chcieli słuchać, że to jakaś pomyłka. Nie byłem szczepiony! Tymczasem system wyświetlał informację, że 14 kwietnia przyjąłem szczepienie Moderna w lewe ramię - powiedział mężczyzna "Gazecie Wrocławskiej". Pana Adama wyprowadziła z przychodni ochrona.

Co na to przychodnia? - Jeżeli z jakichś powodów pacjent widnieje w systemie jako zaszczepiony, to my, w trosce o bezpieczeństwo pacjenta, nie możemy go zaszczepić "po raz drugi" - tłumaczyła Monika Kowalska, rzeczniczka Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, odpowiedzialnego za prowadzenie punkt szczepień przy Curie-Skłodowskiej, do którego udał się pan Adam.

Nie dostał szczepionki. Pacjent musiał sam dowiedzieć się, gdzie tkwi błąd systemu

- Nie leży w naszej kompetencji sprawdzanie, czy dana przychodnia jest punktem szczepień, czy też nie. Nie możemy też prowadzić dochodzenia, kto odpowiada za błąd w systemie. Pacjent, którego taka sprawa dotyczy, musi sam sprawę wyjaśnić, najlepiej w miejscu, w którym miał teoretycznie zostać zaszczepiony - dodała rzeczniczka Monika Kowalska.

Pan Adam zaczął dociekać, dlaczego w systemie okazuje się, że została już podana mu jedna dawka szczepionki.  Według dostępnych informacji mężczyzna "otrzymał" szczepionkę przeciw COVID-19 w połowie kwietnia we wrocławskiej przychodni Eskulap. Na miejscu okazało się, że placówka w ogóle nie prowadzi punktu szczepień. W pobliżu znajdowała się jeszcze jedna przychodnia, ale to również nie było miejsce, w którym rzekomo miał otrzymać dawkę wrocławianin. 

Śledztwo dziennikarzy przyniosło skutek. Pomylono jedną cyfrę w PESEL-u… innego pacjenta

Pan Adam znał nazwisko lekarza, przez którego - według systemu - został zaszczepiony. "Gazeta Wrocławska" przeprowadziła własne śledztwo w tej sprawie. Okazało się, że lekarz widnieje w internecie jako "polecany internista z Raciborza". W mieście również funkcjonuje centrum medyczne Eskulap, w którym prowadzony jest punkt szczepień.

- Po przeanalizowaniu danych z systemu jesteśmy już pewni, że zaszła pomyłka. Ktoś w tej przychodni w Raciborzu pomylił jedną cyfrę w PESEL-u pacjenta. To dlatego pan Adam został zakwalifikowany jako "już zaszczepiony" - wyjaśniła Anna Szewczuk-Łebska, rzeczniczka prasowa NFZ we Wrocławiu.

Interwencja dziennikarzy przyniosła skutek i pan Adam może ponownie ubiegać się o pierwszą dawkę szczepionki na koronawirusa. Jak jednak zapowiedział, na pewno nie zrobi tego w przychodni, z której go wyrzucono. Ma zamiar poczekać na dostępny termin w innej placówce.