Zabójstwo Krzysztofa Leskiego. Morderca usłyszał wyrok. Wcześniej mówił, że zabić kazał mu diabeł

Sąd skazał Łukasza B. na 25 lat więzienia za zabójstwo Krzysztofa Leskiego - podaje warszawska "Gazeta Wyborcza".

Krzysztof Leski został zamordowany w styczniu ubiegłego roku. Zginął z rąk swojego współlokatora, którego przygarnął do swojego mieszkania niedługo przed śmiercią. W trakcie śledztwa Łukasz B. mówił, że to diabeł kazał mu zabić. - Byłem pięć miesięcy temu w Niemczech i wziąłem taką tabletkę, że się znalazłem po tamtej stronie. Podpisałem pakt z diabłem, że od tego roku będę co miesiąc zabijał człowieka i tak zacząłem. To mieli być przypadkowi ludzie. Pan Leski też był przypadkowym człowiekiem - powiedział. Przed końcem procesu B. zmienił swoją wersję zdarzeń. Stwierdził, że bronił się przed atakiem Leskiego.

W środę Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował, że Łukasz B. spędzi w więzieniu 25 lat - informuje warszawska "Gazeta Wyborcza". Karę będzie odbywał w systemie terapeutycznym. Skazany wcześniej leczył się psychiatrycznie, jednak biegli orzekli, że w chwili zabójstwa był poczytalny. - Zabił swego dobroczyńcę, który dał mu przysłowiowy dach nad głową, pomagał mu wyjść z nałogu, znaleźć pracę, stanąć na nogi. Zabił człowieka dobrego, ufnego i życzliwego, który całe życie pracował jako dziennikarz i pomagał innym w potrzebie - uzasadniał swoją decyzję, jak podaje "Wyborcza", sąd.

Prokuratura wnioskowała o dożywocie. Taką samą karę chciała wymierzyć Łukaszowi B. jedna sędzia - Agnieszka Domańska.

Zobacz wideo

Krzysztof Leski był synem legendarnego "Bradla"

Krzysztof Leski był synem Kazimierza Leskiego, pseudonim "Bradl", żołnierza Armii Krajowej i uczestnika Powstania Warszawskiego. "Bradl" zajmował się kontrwywiadem, miał wykraść plany jednego z odcinków Wału Atlantyckiego - systemu umocnień wzdłuż zachodnich wybrzeży Europy, który naziści wybudowali, by utrudnić inwazję wojsk alianckich.

Po wojnie Kazimierz Leski był aresztowany przez UB i skazany na 6, a następnie kolejne 10 lat więzienia. Krzysztof Leski poznał ojca, dopiero gdy miał 19 lat. Opowiedział o ich relacji w 2017 roku w "Dzienniku Gazecie Prawnej": "On w konspiracji ryzykował życiem praktycznie bez przerwy, mnie w najgorszym razie groziło nie więcej niż 3 lata więzienia. Nie zamierzam bronić czy wychwalać komunistów, ale nie miałoby ono nic wspólnego z więzieniem stalinowskim, w którym siedział mój ojciec. Pamiętam, jaką miał minę, kiedy odwiedził mnie na Białołęce w czasie mojego internowania w stanie wojennym. Aż było mi głupio. Milczał, rozglądał się po sali widzeń i całym sobą dawał do zrozumienia, że moja martyrologia w porównaniu z jego martyrologią to gówno. Zgadzam się z nim, ale wtedy liczyłem na co innego".