Zmarł, bo szpital nie wykonywał kluczowych badań. Sąd uznał winę lekarzy, ale kary brak. "Chce dać szansę"

Mirosław Blejzyk zmarł w 2014 roku po tym, jak w łódzkim szpitalu nie zapewniono mu podstawowych badań. Miał tętniaka aorty brzusznej. Po siedmiu latach od jego śmierci sąd twierdził winę lekarzy, ale ich nie ukarał. Sędzia - jak wynika z uzasadnienia wyroku - "chciał im dać szansę".

Mirosław Blejzyk trafił do łódzkiego szpitala imienia Jonschera w maju 2014 roku. Skarżył się na ostry ból brzucha. W placówce nie wykonano mu podstawowych badań: USG i tomografii komputerowej

Zobacz wideo Konieczny: Pacjenci niecovidowi często trafiają do szpitala, gdy na pomoc jest za późno

Mężczyźnie nie zrobiono badań, operacja musiała zostać przerwana. Pacjent zmarł

Na początku twierdzono, że wynikało to z awarii sprzętu, okazało się jednak, że w placówce takie badania wykonywano tylko w dni powszednie. Pan Mirosław trafił do szpitala 2 maja - był to teoretycznie dzień pracujący, ale placówka funkcjonowała w trybie weekendowym z powodu majówki.

Policja - zdjęcie ilustracyjne17-latka zmarła podczas kąpieli w wannie. Sekcja zwłok wykazała przyczynę

Pan Mirosław został przywieziony do szpitala koło godziny 10:00, a na stole operacyjnym, bez zrobienia badań, położono go prawie siedem godzin później. Tam okazało się, że mężczyzna miał tętniaka aorty brzusznej. Operacja została przerwana, a pacjent przewieziony do szpitala MSWiA na oddział chirurgii naczyniowej. Pan Mirosław zmarł. Miał 57 lat - opisywała sprawę w 2014 roku "Gazeta Wyborcza".

Sąd uznał lekarzy za winnych, ale nie będzie kary. Działali nieumyślnie

Prokurator, która zajmowała się sprawą, w 2016 roku oskarżyła dwóch lekarzy o nieumyślne narażenie pacjenta na utratę zdrowia lub życia. 12 marca 2019 roku zostali za to nieprawomocnie skazani na pół roku więzienia w zawieszeniu na rok. Winę Marcina Ś. i Katarzyny P. potwierdził w tym tygodniu Sąd Okręgowy w Łodzi. Sędzia Paweł Sydor uznał, że lekarze działali nieumyślnie. Umorzył postępowanie na dwa lata. Sędzia chciał dać szansę lekarzom, jak mówił w uzasadnieniu wyroku - pisze TVN24.

WATStudent WAT zmarł po biegu w upale. Wykładowcy staną przed sądem

Oskarżeni mają zapłacić po trzy tysiące złotych dla rodziny zmarłego - tysiąc dla żony i po tysiącu dla dwóch córek. Wdowa po Mirosławie Blejzyku zauważyła, że więcej kosztowali ją adwokaci, których wynajmowała od czasu śmierci męża.

- Sędzia stwierdził w uzasadnieniu, że chce dać szansę lekarzom. Pode mną się nogi ugięły, bo mojemu mężowi zabrano szanse na przeżycie. Wcześniej wyroki, chociaż niskie, dla skazanych były. Skończyło się tak, jakby nic się nie stało. Ot, pacjent poszedł do grobu, więc nie ma co drążyć tematu - powiedziała w rozmowie z TVN 24.

Po śmierci Mirosława Blejzyka  zmieniła się dyrekcja łódzkiego szpitala. Zmianie uległy też grafiki, które od tamtej tragedii układane są w taki sposób, aby zawsze był na miejscu radiolog,

Więcej o: