Coronaparty na bulwarach. Tłumy ludzi w Szczecinie, Wrocławiu, Poznaniu. Nic sobie nie robią z obostrzeń

Piękna pogoda i wysoka temperatura, które odnotowano we wtorek i w środę w wielu regionach Polski zachęciła Polaków do wypoczynku i relaksu na świeżym powietrzu. Niestety w niektórych przypadkach odpoczywający nic sobie nie robili z panujących obostrzeń i pomimo restrykcji tłumnie się zbierali w popularnych miejscach.

Nieprzestrzeganie zasad bezpieczeństwa w związku z sytuacją epidemiczną w Polsce jest wykroczeniem zagrożonym grzywną. Policja lub inne uprawniona służba może wystawić mandat w kwocie do 500 zł. W kilku polskich miastach nikt sobie z tego nic nie robił.

Epidemia koronawirusaProf. Gielerak: Punkt kulminacyjny epidemii za dwa, trzy dni

Szczecin. Kilkadziesiąt osób z mandatami

Oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Szczecinie sierż. szt. Paweł Pankau powiedział, że tylko we wtorek na szczecińskich bulwarach podjęto kilkadziesiąt interwencji, wszystkie zakończone mandatami. Dotyczyły one przede wszystkim nieprzestrzegania obostrzeń epidemicznych.

Pankau przypomniał również, że na całych bulwarach w Szczecinie obowiązuje zakaz spożywania alkoholu - część mandatów dotyczyła właśnie tego rodzaju wykroczeń. Co więcej, mundurowi podczas jednej z interwencji ujawnili osobę poszukiwaną do odbycia kary.

Cytowany przez Radio Zet ratownik medyczny Tomasz Kubiak skomentował zachowanie mieszkańców Szczecina. - Ludzie już nie reagują na apele o to, aby się zabezpieczać. Może to kwestia zobaczenia osoby pod respiratorem, usłyszenia ostatnich dźwięków w życiu tej osoby, zobaczenie jak zamyka oczy i pyta, czy jeszcze je otworzy. Natomiast, kiedy widzimy ludzi dookoła, którzy ignorują prośby ludzi walczących między innymi o ich życie. Taka postawa przeraża - mówił.

Zobacz wideo Nowy harmonogram szczepień. Od 12 kwietnia zarejestruje się rocznik 1962

Wrocław, Poznań. Mnóstwo osób i notoryczny brak przestrzegania obostrzeń

Podobnie sytuacja wyglądała na popularnej wśród młodzieży Wyspie Słodowej we Wrocławiu. Jak relacjonuje ,,Fakt", we wtorek zebrały się tam dziesiątki osób pijących alkohol i łączących się w większe grupy. - Nie mam słów. To proszenie się o problemy, świadome narażanie siebie i bliskich na zakażenie, które może mieć bardzo poważne konsekwencje. Uważam, że takie osoby powinny być karane z najwyższą surowością – mówił naczelny epidemiolog USK, Jarosław Drobnik.

Obecni na miejscu policjanci ograniczyli się jedynie do łagodnych upomnień. - Wobec osób łamiących obostrzenia funkcjonariusze stosują w związku z tym środki przewidziane prawem, w tym m.in. postępowanie mandatowe, pouczenia oraz w niektórych przypadkach zbierają informacje niezbędne do skierowania wniosków o ukaranie do sądu. W rejonie Wyspy Słodowej, mając na uwadze obowiązujące w tym miejscu przepisy, poza ewidentnymi przypadkami naruszeń prawa m.in. na podstawie art. 41 kodeksu wykroczeń, stosują również środki oddziaływania wychowawczego, w postaci zwrócenia uwagi – tłumaczył asp. szt. Łukasz Dutkowiak.

Zdjęcie ilustracyjneImmunolog: To, co robimy, to udawanie lockdownu

Rzecznik wrocławskiej policji przypomniał, że teren Wyspy Słodowej jest parkiem, co oznacza, że nie trzeba nosić tam maseczki. Obowiązuje jednak nakaz zachowania dystansu społecznego.

W środę Rzecznik Prasowy Policji w Poznaniu Andrzej Borowiak opisał na Twitterze, że podobnie sytuacja wyglądała nad Wartą w Poznaniu. Z zamieszczonego przez niego zdjęcia wynika, że na miejscu pojawili się funkcjonariusze na koniach. "Podobno wczoraj dużo ludzi było nad Wartą. To do zobaczenia dziś wieczorem" - napisał.

Więcej o: